
Nawet podczas poważnych konfliktów rynki finansowe często funkcjonowały stosunkowo sprawnie
Londyn:
Ekonomiczne konsekwencje konfliktu zbrojnego zyskały powszechną uwagę przynajmniej wtedy, gdy John Meynard Keynes pisał o nim w 1919 r. w związku z I wojną światową.
Ale ponieważ świat przygotowuje się do ewentualnej wojny na Ukrainie, wciąż stosunkowo niewiele wiemy o wzajemnym oddziaływaniu konfliktu i rynków finansowych.
Jedno można powiedzieć: nawet podczas wielkich konfliktów zbrojnych rynki finansowe często funkcjonowały stosunkowo sprawnie. Wyraźnym przykładem jest II wojna światowa.
Większość ludzi prawdopodobnie pomyślałaby, że giełda spadłaby we wrześniu 1939 roku wraz z inwazją na Polskę lub po bombardowaniu Pearl Harbor w grudniu 1941 roku. Jednak, jak widać na poniższym wykresie Dow Jones Industrial Average, tak się nie stało.
Rynek natomiast osiągnął dno znacznie wcześniej, kiedy Hitler zaanektował Austrię w 1938 r. w ramach swojego planu Anschlussu, mającego na celu ponowne zjednoczenie wszystkich niemieckojęzycznych narodów w Europie. Był to pierwszy konkretny sygnał do zbudowania globalnej wojny.
Aż do upadku Francji na początku 1942 r. rynki pozostawały niezwykle zadowolone w obliczu trwającego konfliktu zbrojnego. W rzeczywistości, po ponownym osiągnięciu dna w 1942 r., rynek rozpoczął hossę na długo przed końcem wojny.
Mogło to odzwierciedlać założenie, że alianci zaczynali się łączyć. Z masową interwencją USA pod koniec roku wyglądało na to, że zwycięstwo w wojnie było realną możliwością.
Wydarzenia II wojny światowej wykazują kluczową cechę rynków finansowych: reagują gwałtownie tylko na nieoczekiwane wydarzenia, podczas gdy powszechnie oczekiwane wybicia są wyceniane (już uwzględnione w wycenach) z dużym wyprzedzeniem.
Na przykład atak z 11 września 2001 r. wywołał gwałtowną reakcję na rynkach finansowych, ale szeroko oczekiwana okupacja wojskowa Afganistanu i Iraku została w dużej mierze zignorowana.
Może to mieć coś wspólnego z naturą rynków finansowych. Inwestorzy nienawidzą niepewności bardziej niż cokolwiek innego, a niewiele jest sytuacji bardziej niepewnych niż groźba wojny. Jednak kiedy zaczyna się konflikt zbrojny, niepewność do pewnego stopnia zanika, a kapitał ulega redystrybucji.
Ukraina i rynki Te obserwacje mogą pomóc wyjaśnić samozadowolenie międzynarodowych rynków finansowych w odpowiedzi na zapowiedź Rosji, że uzna ona obwody doniecki i ługański na wschodzie Ukrainy za niepodległe państwa i wyśle ”siły pokojowe” do ich obrony przed Kijowem.
Indeks S&P 500, główne europejskie rynki akcji i VIX (który mierzy zmienność rynku) nie reagowały codziennie. Z kolei rosyjski indeks giełdowy spadł o około 10 proc.
Może to oznaczać, że międzynarodowe rynki kapitałowe już wyceniły ryzyko (niewielkiego) konfliktu z Rosją w ramach spadku cen w ostatnich miesiącach.
Można by pomyśleć, że ta eskalacja, jakkolwiek poważna, prawdopodobnie nie będzie miała znaczącego wpływu na fundamenty gospodarcze lub dochody przedsiębiorstw w USA, UE czy Wielkiej Brytanii. Jeśli tak, to założenie to może być co najmniej wątpliwe, biorąc pod uwagę strategiczne znaczenie Rosji jako eksportera netto gazu ziemnego i ropy naftowej, zwłaszcza do UE.
Tymczasem spadek na rosyjskiej giełdzie może odzwierciedlać przekonanie, że zachodnie sankcje uderzą przede wszystkim w rosyjską gospodarkę. Oczywiście istnieje możliwość wystąpienia efektu domina między krajami, zwłaszcza sąsiadami Rosji, ale są one trudne do oszacowania, ponieważ zależą od ekspozycji innych krajów na rosyjską gospodarkę.
W każdym razie rynki zostały uwarunkowane tak, aby nie reagowały przesadnie na szeroko oczekiwane wstrząsy polityczne i geopolityczne. Należy jednak pamiętać, że rosyjskie gazociągi obsługują wiele części Europy. Cena gazu ziemnego w Europie wzrosła już o 11 proc. od ogłoszenia Putina, a ropy Brent o 1 proc.
Gdyby Rosja miała odciąć gaz lub uszkodzić swoją infrastrukturę naftową, łatwo moglibyśmy zaobserwować znaczny wzrost cen tych surowców, prowadzący do i tak już wysokiej inflacji. Zakłócenia w portach wokół Morza Czarnego i Morza Bałtyckiego mogą również zaostrzyć trwające zakłócenia w globalnym łańcuchu dostaw, co w najbliższym czasie może wpłynąć na odbudowę Europy i Wielkiej Brytanii po pandemii.
Innymi słowy, na samozadowolenie rynku, choć uzasadnione, należy patrzeć z przysłowiową ostrożnością. A wszystko to przy założeniu, że jakakolwiek eskalacja na Ukrainie powinna ograniczać się do regionu Donbasu. Niestety może to być myślenie życzeniowe.

Joanna Bator jest autorką publikującą na portalu humanmag.pl, gdzie zajmuje się tematami z zakresu aktualności, polityki, biznesu, technologii, sportu, rozrywki i stylu życia. Koncentruje się na jasnym i rzetelnym przekazywaniu informacji, śledzeniu bieżących wydarzeń oraz prezentowaniu historii i tematów istotnych dla czytelników w przystępny i zrozumiały sposób.