Dostarczamy HUMANistycznych inspiracji - ZNAJDŹ NAS NA FACEBOOKU! Albo od razu polub
Ile jest wart dolar

Ile jest wart dolar

Humanmag

O marności dóbr doczesnych napisano tomy. Kaznodzieje rozmaitych wyznań zdarli sobie struny głosowe, przestrzegając maluczkich przed chciwością, na liście siedmiu grzechów głównych umieszczoną na wysokiej drugiej pozycji, zaraz po pysze.

Monika Małkowska
Czwartek, 27 Października 2016

  • Skomentuj

Do nauk kościelnych oraz rozważań aksjologicznych twórcy dorzucali swoje pięć groszy. Moralizowali obrazami mniej lub bardziej symbolicznymi, czytelnymi tak dla niepiśmiennych, jak dla wykształconej elity.

I oto ponad pół wieku z okładem temu pewien bezczelny artysta wykonał portret… dolara.

Każdy zgaduje: Amerykanin.

Większość domyśla się: tak, to Andy Warhol.

W 1962 roku zaczął malować „sałatę” z wizerunkiem Waszyngtona. Jednodolarówka, której użył jako „modelki”, miała jeszcze wtedy jaką taką wartość nabywczą, za to jej walorów plastycznych nikt nie dostrzegał. Warhol pierwszy sportretował dolara samego w sobie, w różnych kombinacjach. Najpierw pojedynczo, potem w rzędach po dwa, wreszcie – w szeregach po sto. I zastąpił szarością charakterystyczną zieleń papieru. Pytany, o co w tym chodzi, dał cyniczno-niewinną eksplikacją: Maluję po prostu rzeczy, które zawsze uważałem za piękne, rzeczy używane codziennie, o których nigdy się nie myśli.

Kto by się spodziewał, że premierowy „Waszyngton” po latach osiągnie na aukcji ponad  trzydziestomilionowe przebicie? A tak się stało rok temu w londyńskim Sotheby’s: 32,8 mln dolców za… jednego.

Od Warhola zaczęła się artystyczna kariera kasy. Dostrzeżono jej wizualne zalety które, rzecz jasna, przekładają się na bardziej wymierne walory.

Kilka lat temu po forsę sięgnęła Pola Dwurnik. Dawno wycofane z obiegu, PRL-owskie bilety Narodowego Banku Polskiego skojarzyły się jej sentymentalnie. W serii obrazów przypomniała bankowych bohaterów oraz ich wartość nabywczą. Żółto-zielony Świerczewski oznaczał pięć dych; Waryński patronował czerwonej proletariackiej setce; burobrązowy Kościuszko bujał za 500 zł zaś kosmicznie niebieski, niedosiężny Kopernik równał się tysiaka. Autorka tak uzasadnia wybór motywu: Świat kręci się wokół pieniędzy, które są symbolem naszych czasów, religią naszej cywilizacji, więc maluję je i wieszam na ścianie.

Jerzy Truszkowski wpisał w quasi-banknoty symboliczną ocenę naszej potransformacyjnej sytuacji. Namalował obraz billboardowych rozmiarów (4 m długości), z daleka do złudzenia przypominający jednodolarówkę. Ale nominałem jest tu „jedna dola”, obowiązująca w kraju o nazwie „pospolita Olka” (aluzja do imienia ex-prezydenta RP).

Wracając do Warhola – przebił go Oskar Dawicki. Zamiast biedzić się z jakąkolwiek próbą twórczego potraktowania papierów wartościowych, nasz artysta po prostu… wystawił 10 000 PLN.

Papiery o nominale 100 zł ułożył w zgrabny plik i pokazał w stołecznej Witrynie (tak nazywała się galeria, której przestrzeń ograniczała się do…  witryny). Tamże, całodobowo oświetlony stosik kusił przechodniów swą ascetyczną urodą. Gdyby ktoś nie umiał na oko oszacować wartości papierowej kupki, mógł przeczytać wypisany literami jak woły tytuł prezentacji: „10.000 PLN”. Ciekawe – nikt nie uwierzył. Żaden włamywacz, żaden Kwinto, ba! nawet żaden desperat nie zaryzykował przywłaszczenia sobie tak ponętnego dzieła sztuki.

O obrotach papierów (nie)wartościowych wiele mówi wystawa „Bogactwo” w warszawskiej Zachęcie (do 23.10.2016). Pokaz otwiera zestaw banknotowy. Wrocławska formacja Luxus eksponuje ogromniasty pieniądz z portretem… kota. Takiej chińskiej maskotki, która macha łapką i doprasza się o datki. Piotr Uklański prezentuje prawdziwy banknot z wizerunkiem Jerzego Waszyngtona, którego wartość podnosi umieszczona nań inskrypcja: „Pierwszy dolar zarobiony przez Piotrka 20 sierpnia’90”. Taki baks sentymentalny – Uklański emigrował do USA ćwierć wieku temu. Natomiast Tomasz Mróz wykonał instalację, centrum której zajmuje kupka pogniecionych jednodolarówek. Jak bezwartościowe śmieci.

 Ja również mam pieniężną rzeźbę. Dostałam ją jakiś czas od producenta klejów. Z odległości wygląda jak koślawa zielonkawa cegła. Z bliska widać, że składa się z niewielkich skrawków papieru. Kto przyjrzy się jeszcze uważniej, dostrzeże, że bryła została ulepiona z przepuszczonych przez niszczarkę, stuzłotowych banknotów. Totalna ich wartość: 100 tysięcy złotych. Może warto  na powrót zmontować ten puzzel?

fot. Wanna Hansen

REKOMENDOWANE DLA CIEBIE