Dostarczamy HUMANistycznych inspiracji - ZNAJDŹ NAS NA FACEBOOKU! Albo od razu polub
Żyję tak, jak lubię

Żyję tak, jak lubię

Humanmag

"Wesołe jest życie staruszka" – to słowa, które napisał kiedyś Jeremi Przybora z Kabaretu Starszych Panów. Jeszcze wtedy nie wiedział, że będzie je pisał między innymi o Wirginii Szmyt, czyli DJ Wice. Oczywiście nie ośmieliłbym się nazwać Pani Wiki staruszką, ponieważ energii, optymizmu i przebojowości, pozazdrościć mógłby jej niejeden młodzieniaszek. Dziś jest w Warszawie, jutro w Poznaniu, pojutrze w Rzeszowie, niestraszna jej cała Polska. Cóż tam Polska..., Europa! Cały świat!

Redakcja HUMANMAG.pl
środa, 17 Maja 2017

  • Skomentuj

Co Pani najczęściej miksuje?

Miksuję wszystko, oczywiście to co można zmiksować. Miksowanie to jest łączenie melodii w taki sposób, żeby nie było przerwy, ale też w taki sposób, żeby przejście nie było zaskoczeniem. Nie może być tak, że puszczam twardy rock, a ni stąd ni zowąd nagle leci bardzo wolna, romantyczna melodia i ludzie stają, przestają tańczyć. Tak nie może być, oni muszą tańczyć non stop.

Ale w tym pytaniu chodziło mi o mikser kuchenny Pani Wiko... Ma Pani taki mikser w domu?

(śmiech) Mam, mam. Miksuję czasami składniki na babkę, na ciasto, ale nie lubię tego zbytnio robić.

Pani Wiko, Pani nie jest taką typową, etatową babcią prawda?

Ja chyba nie jestem typowa pod żadnym względem. Powiem inaczej. Mam serce, dla swoich wnuków i swoich bliskich jak prawdziwa babcia. Kocham i na same wspomnienie o moich wnukach, robi mi się serdecznie ciepło. One dają mi poczucie bardzo dużej radości, spokoju, bezpieczeństwa. Między nami nie ma jednak takich relacji, że musimy się codziennie zobaczyć. To jest tak, że my możemy funkcjonować i żyć każdy swoim życiem – będąc obok i pamiętając o sobie. Ja zawsze mogę na nich liczyć, a oni na mnie. Ja zawsze byłam zapracowana. Nie miałam za dużo czasu wolnego z racji mojej pracy zawodowej. Na pewno nie miałam czasu na bycie taką typową mamą, a już na pewno babcią.

Skoro jesteśmy przy temacie zapracowania. Czy Pani idąc na wesele, bądź jakąś imprezę, ale nie jako DJ Wika, tylko Wirginia Szmyt, podchodzi Pani do DJ, żeby zobaczyć jaki ma sprzęt, jak gra, co gra? Pani potrafi nie pracować? Nie być DJ Wiką?

Na pewno słucham co gra. Czasami podejdę, zobaczę na czym gra, co gra. Ja muszę zaznaczyć, że nie utożsamiam się z wielkimi DJ'ami. Mam dla nich wielki szacunek. To jest ciężka praca. Ja np. nie skreczuję. Jestem zaskoczona moją popularnością. Ale cieszy mnie to, bo dzięki temu mogę zwrócić uwagę na seniorów i właśnie do tego wykorzystuję swoją popularność, do promowania aktywnego dojrzewania, czyli pięknej starości. Przekonuję w ten sposób ludzi z mojego pokolenia, jak też i z młodszego pokolenia, że wiek nie stanowi przeszkody w realizowaniu marzeń, pasji, że można być do końca aktywnym, jeżeli tylko pozwala na to zdrowie. Metryka nie może nami rządzić, jak też my nie powinniśmy ulegać ogólnej opinii, że już w tym wieku nic nie wypada.


Pani Wiko, czy Pani pamięta, kto do Pani powiedział: "Wika, ale Ty wymiatasz"?

Nieraz to słyszę... (śmiech). Czy na zabawach dla seniorów, czy grając z młodymi DJ'ami. Że nie odstaję, nie robię dla nich obciachu. Że łapię klimat i, że ze mną się dobrze gra.

Obciachu? Pani gra wielkie imprezy. Jakie to uczucie grać dla dwóch tysięcy osób?

Zawsze w takich chwilach mam drżenie serca. Gram dla seniorów, a ponieważ sama jestem seniorką, patrzę z innego punktu widzenia. Że mogę. Liczby są różne. Jestem pomysłodawcą i twórczynią parady seniorów, na której było dziesięć tysięcy osób. A jakie jest grono osób wdzięcznych mi za to, że parada jest..? Ludzie nie odbierają mnie tylko z tego punktu jak gram, ale jakim jestem człowiekiem. To pozwala mi być taką, jaką jestem. Ja nie jestem artystką, ani muzykiem, ani wodzirejem, a tu tłumy ludzi. Ludzie po prostu przychodzą tańczyć, dlatego, że jestem jedną z nich, nie "gwiazdorzę", widzą normalną osobę ze swojego pokolenia. A ja też mam przed sobą swoje pokolenie, dlatego pomaga mi to pokonać stres i być sobą. Gram jak czuję.

Mówi Pani o zdrowiu, że trzeba o nie dbać, że jest Pani zmęczona, a z drugiej strony powiedziała Pani, że gdyby tydzień miał 9 dni, to grałaby Pani 9 dni w tygodniu.

(śmiech) Kocham to co robię. Kochałam wszystko co robiłam w moim życiu. Dla mnie kochanie jest istnieniem. Jeśli kocham to co robię, to mnie to nie męczy i mnie nie zjada. Kochałam swoją pracę. Kochałam swoich wychowanków, a co gorsze, najbardziej kochałam tych najgorszych. Cierpliwość to też jest moja specjalność. Cierpliwość i pokora życia, to jest to, co daje mi siłę.

Do wychowanków i drugiej twarzy Pani Wiki wrócimy. A propos kochania. Podrywają Panią?

Ja bym tego nie określiła podrywem. Mam wiele sympatii, ale nie wiem czy są to sympatie z racji tego, że jestem kobietą, czy dlatego, że gram. Ja nie jestem typem kobiety, która daje poczucie bezpieczeństwa mężczyźnie. Bo kto by chciał taką kobietę, która żyje muzyką, pasją. Ja poświęcałam swój czas dla rodziny, dzieci, wnuków, a teraz mam czas dla siebie. Żyję...

Pełnią życia...?

Dokładnie. Jeżeli ktoś kocha siebie i kocha to co robi, to może nie mieć czasu dla tego drugiego człowieka.

Ale przecież nie było tak zawsze. Była Pani mężatką.

Byłam mężatką. Miałam bardzo szczęśliwe małżeństwo. Wiem jak wygląda życie, kiedy człowiek jest zakochany i kochany. To było piękne kiedy mogłam przejrzeć się w oczach mojego mężczyzny i widziałam, że jestem kochana, podziwiana. Ja wiem co to znaczy, bo ja to pamiętam. I bałabym się to stracić. Mężatką byłam dwukrotnie. Wiem też co to znaczy być obojętną, dlatego zrezygnowałam z pierwszego małżeństwa. A teraz jestem obserwatorem. Widzę jakie oczekiwania mają mężczyźni. Ja się boję porażek i tam, gdzie mogłabym ją ponieść – po prostu nie wchodzę. Zachowuję wspomnienie pięknej miłości. Przecież nie będę się kochała w młodzieńcu, a na pielęgniarkę się też nie nadaję. (śmiech)

Ale w pewnym sensie niosła Pani pomoc. Wróćmy do Pani pracy zawodowej. Przez dużą część swojego życia pracowała Pani z bardzo trudną młodzieżą.

Pracowałam w zakładzie wychowawczym i w szkole życia. Resocjalizacja była dla mnie wyzwaniem pracy nad sobą i pięknym polem do działania, żeby zaszczepić, pokazać tym dzieciom wartości, które w swoim życiu zatraciły. Chciałam dać im możliwość wyboru, bo zmuszenie nie jest sposobem na wychowanie.

No właśnie, Pani wtedy pokazywała tej trudnej młodzieży inny styl życia, inną drogę.

To było bardzo trudne. Uczyłam ich miłości, wrażliwości. Wychowanie to jest klimat, najczęściej ten, który wynosi się z domu rodzinnego. Ja, w życiu zawsze skupiam się na szczegółach. Jeżeli mama pozwala synkowi wyrywać skrzydełka motylkowi, to nie uczyła go w ten sposób empatii ani wrażliwości. W swojej pracy spotkałam się z grupą młodzieży, której bestialstwem byłam zszokowana. Mam przed oczami taki obraz, kiedy chłopcy wrzucili jakiegoś ptaka do smoły i go podpalili. Podobnie zrobili z kotem. Oni wiedzieli, że ja jestem uwrażliwiona na takie krzywdy i była to jedna z metod pokazania ich przewagi nade mną. Ja musiałam i chciałam nad nimi pracować. Starałam się, żeby zrozumieli, że czynią okrucieństwo niegodne człowieka. Ta praca wymagała dużo siły. Efektem miało być to, że młodzieniec zrozumie swój błąd i później tego nie powtórzy. To był długotrwały proces.

Pamiętam, że powiedziała Pani kiedyś: "Oczywiście byłam obrażana, ale to nie znaczy, że miałam się obrażać." To duża umiejętność, a nawet powiedziałbym mądrość.

No bo jak może mnie obrazić ktoś, kto jest do obróbki. Kto nie ma pojęcia, jaki powinien być. To było świadome z ich strony. Oni byli zranieni wewnętrznie.
Ich zachowanie było walką ze sobą, ale także ze mną. Obrażając mnie myśleli, że złamią barierę pomiędzy nami, a to miało mnie wystraszyć i zniechęcić do ingerowania w ich życie. Jest to walka z tym drugim życiem. Ta praca wymagała intensywnego myślenia, czujności, dopasowania się i wyjścia przed szereg. Bałam się o moją rodzinę, bo pracując z taką młodzieżą, żyłam ich życiem. Nie miałam czasu poświęcać się swojej rodzinie, ponieważ tam widziałam duże problemy. Bałam się o moje dzieci, że mając mnie mniej w domu, mogą zejść na niewłaściwą drogę. Moi synowie, z którymi oczywiście zawsze rozmawiałam, odwiedzali mnie w pracy, dzieliłam się nimi moimi problemami, i wtedy właśnie nabierałam pewności, że w nich mam wielką podporę. A nasze rozmowy i bliskie relacje pozwolą im podejmować w życiu właściwe wybory. I tak zostali wspaniałymi ludźmi. Mają wspaniałe rodziny i to właśnie dzięki temu mam siły, są dla mnie wsparciem, nie muszę się o nich troszczyć i martwić, a jest wręcz odwrotnie. To jest ogromna radość dla matki i dla babci.

Zawsze tak było?

Tak. Pamiętam, że np. wymagałam układania ubrań w kostkę, a synowie mi mówili – mamo, przecież to nie zakład. (śmiech) Albo jak sprawdzałam czy mają czyste nogi to na przykład pokazywali jedną, bo drugiej nie umyli.

A czy spotkała Pani kiedyś, na granej przez siebie dyskotece, imprezie, swojego wychowanka?

Jednego wychowanka spotkałam na facebooku. Kilku spotkałam w podziemiach dworca centralnego... Byłam na kilku pogrzebach, ponieważ niektórzy popełniali samobójstwa. Kilku jest w zakładach karnych, siedzą za ciężkie przestępstwa. Kilku nawet ma lub miało związek z mafią. Trafiłam na ich nazwiska w mediach. A niektórzy założyli rodziny. To zależy jak przyjęli się w społeczeństwie opuszczając ośrodek. Teraz przełożyłam swoje wszystkie emocje i siły na pracę, którą wykonuję aż do dziś.

No właśnie. A ja widzę pewną analogię i podobny tor działania. Bo kiedyś pokazywała Pani inną drogę i inny sposób życia dla trudnej młodzieży, a dziś pokazuje Pani inną drogę i inny sposób na życie dla seniorów.

A widzi Pan, to się tak jakoś ciągnie. Tak jak nie mogłam się pogodzić z problemami tych młodych ludzi, tak ciężko jest mi patrzeć na problemy osób starszych. Moja praca z seniorami to też pewnego rodzaju resocjalizacja, czyli przystosowanie się do życia na emeryturze. Chcę pokazać im możliwości i to, że mają wybór. Podpowiadam im co i jak można zrobić, jeśli ktoś ma ochotę żyć aktywnie, pięknie, ponieważ życie jest naszym największym darem.


Pani jest seniorką, młodą duchem. Sprawdza Pani facebooka, youtuba, e-maila, ogarnia sprzęt do grania. A stereotyp seniora jest taki, że jest to człowiek, który już swoje przeżył, odhodował dzieci i najlepiej wnuki, a codziennie sprawdza, co najwyżej ciśnienie tętnicze. Czy ten stereotyp się zmienia?

(śmiech) On się zmienia, ale powoli. Widzę po ludziach z mojego pokolenia, że chcą się spotykać, rozmawiać, tańczyć. Na przykład sanatorium jest istotnym miejscem, ponieważ ludzie jadąc tam, pakują swoje najlepsze ubrania, kosmetyki, chcą "wyglądać" wśród ludzi. Podobnie jest z pielgrzymkami. One integrują. Ludzie idą, modlą się, mają poczucie wspólnoty. Najważniejsze jest to, żeby sanatorium, czy pielgrzymka, czy zabawa, czyniło w człowieku dobro i służyło dla jego rozwoju i zdrowia.

Pani kiedyś powiedziała, że "starość w Polsce ciągle jest czymś brudnym, śmierdzącym i pokracznym. Seniorzy to olbrzymi, niewykorzystany potencjał ludzi, którzy zostali brutalnie rzuceni na pastwę losu." To dosyć drastyczne stwierdzenie.

Taka jest prawda. Ja pracuję z seniorami od 1992 roku. Nie robię kariery na seniorach. Ja jestem z nimi na co dzień. Organizuję dla nich wczasy, widzę jak się zmieniają, jak żyją, jak się rozwodzą. Wielu z nich to też ludzie, którzy piastowali ważne stanowiska, a teraz są sami, nikomu niepotrzebni. Nauczyciele muzyki, języków obcych. Przecież można byłoby takich ludzi wykorzystać, z obopólną korzyścią, na przykład w przedszkolach – poza godzinami. Można byłoby im stworzyć specyficzne miejsca pracy, gdzie mogliby pracować z rana, bądź popołudniami i być przydatni innym. Byliby wśród ludzi, nie siedzieliby sami w domach. U nas w Polsce, bardzo niebezpiecznie jest być starym, nie mieć pieniędzy i nie mieć rodziny. Oczywiście są specjalne domy dla seniorów, tylko nie wszyscy mają takie warunki finansowe, żeby móc sobie zapewnić w miarę luksusową starość. Człowiek starszy powinien mieć swój pokój i poczucie bezpieczeństwa, że ktoś czuwa nad jego zdrowiem, że może skorzystać z gotowych posiłków, że może się zrelaksować przy rówieśnikach, że jest pod kontrolą opiekunów. Są już takie miejsca, domy dziennego pobytu, ale nie wszystkie działają tak jak powinny. Pięciu seniorów w jednym pokoju, to nie jest życie, to jest dramat. A przecież te domy są "przedsionkiem" do odejścia na tamten świat.

Nie mówmy o przedsionku, a o salonach. DJ Wika mówi, że dzięki temu, że ona jest na topie, to i seniorzy są na topie. Pokolenie 60+ uwierzyło, że emerytura otwiera nowe możliwości, a starość nie jest do bani.

Obecnie seniorzy są modni, ale to zasługa Unii Europejskiej. Jestem bardzo wdzięczna młodym ludziom, że pomagają seniorom. To oni piszą projekty, pozyskują fundusze na fundacje, edukacje, imprezy, spotkania, warsztaty. Sami seniorzy z załatwieniem tych wszystkich formalności mogliby sobie nie poradzić. Młodzi też dzięki temu mają miejsca pracy. Dzisiejszy senior może należeć do klubu gdzie rozwija swoje pasje, Uniwersytetu III Wieku, gdzie poszerza swoją wiedzę. Uczy się obsługi komputera, obsługi komórki, obsługiwania konta w banku w formie on-line. Senior może korzystać ze specjalnych filmów w kinach, za których obejrzenie płaci grosze. Jest duży wachlarz możliwości gdzie senior może spędzić wolny czas, nauczyć się czegoś przydatnego, pobyć z rówieśnikami. Nasze kluby seniora mają kontakty z podobnymi, zagranicznymi instytucjami. Ludzie nie mogą i nie powinni się bać z tego korzystać. Seniorzy mają dziś możliwość wyboru. Oczywiście, kto chce poświęcić swój cały czas rodzinie, może to robić do końca swoich dni. Ja się cieszę, że młodzież patrząc na mnie nie boi się starości. Oni myślą, że każdy z nich, będzie się tak samo starzał jak ja, i to jest piękne. Grałam w Budapeszcie, Berlinie, Londynie, miałam masę wywiadów do gazet moskiewskich, wileńskich, francuskich, amerykańskich. Staram się nie patrzyć na siebie jak na osobę starszą.

Ale to właśnie jest fajne. Iść z nurtem życia, nie zwracając uwagi na kalendarz.

Przypominają mi się czasami wywiady i dziennikarze, którzy jako pierwsze pytania zadawali mi: "Czy Pani nie jest za stara?" Wtedy robiło mi się przykro, bo jeśli tak mówili, to chyba rzeczywiście tak myśleli.

Uprzedzenie?

Prawda? To jest dla mnie przykład powtarzania pewnej rutyny, stereotypu "Jak to? To nie wypada..!". Dużo ludzi tak myśli, że to nie wypada. Czasami się nad tym zastanawiałam, bo ja ani nie jestem śmieszna, nie odstaję w nienaturalny sposób od reszty, nie gwiazdorzę. W 1994 roku dostałam dyplom człowieka, który czyni dobro. Wiem, że zasłużyłam na to pracując z seniorami. Zawsze kochałam to co robiłam, bo kocham siebie. Pomyślałam, że mogę pokazać na swoim przykładzie, swoje pokolenie. A jak? Zorganizować paradę seniorów. Szukałam fundacji, która mi w tym pomoże i znalazłam. Poznałam prezesa fundacji. Młody, przystojny, więc myślę, jeśli młody i przystojny to powinien być też na czasie, kumaty. (śmiech) I trafiłam. Parada się odbyła. Przyszło 10 tysięcy osób. I te parady mają kontynuacje w całej Polsce. Parada seniorów – dla seniorów. Mi zależało na tym, żeby pokazać moje pokolenie. Dzięki temu, że mnie nagłośniono, udało się.

Jest Pani autentyczna.

Jestem sama testerem dla siebie. Nie możemy się wstydzić starości. Powiem Panu, że jeśli kobiety wstydzą się starości – to jest to w pewnym stopniu kokieteria. Zawsze chcą być młodsze niż są, ale więcej Panu nie powiem... (śmiech) Ja cały czas się zastanawiam, jak długo będę mogła jeszcze tak energicznie zarażać ludzi pozytywną energią i jednocześnie pokazywać ludziom, że można robić wiele fajnych rzeczy, a dodatkowo pokazywać tych ludzi. Powstał magazyn "Głos Seniora". Ma wielu ambasadorów – ludzi z pasjami. Jeden z nich przepłynął Atlantyk. Drugi, dziadek po 90-tce opracował specjalną dietę. Jest Pani kapitan statku, którym pływała po morzach i oceanach 30 lat. Ruch seniorów zaczął żyć. Ja też się do tego przyczyniłam. Ludzie szukają inspiracji, bo nie mają odwagi, a ja jestem dla nich tą odwagą autentyczną, namacalną, ponieważ nie jestem gwiazdą, nie jestem naukowcem, ale jestem wychowawcą, pedagogiem. I jeśli kogoś uczyłam żyć, to najpierw musiałam nauczyć się sama jak żyć. Ja pokazuję memu pokoleniu możliwość wyboru.

Co sobie Pani myśli, kiedy czyta Pani bądź słyszy, że w tym wieku to już nie wypada... że to już może czas zmienić parkiet na różaniec.

Uważam, że wiara człowiekowi jest potrzebna. Niektórym nawet bardzo. A niektórym wcale. Ja należę do ludzi wierzących – ale przewrotnie mówiąc, wierzę, że pomaga mi moja mama. Byłam jedynaczką. Bardzo przeżyłam jej śmierć. Jestem do niej bardzo podobna. Wydaje mi się, że ona mnie cały czas wspiera. Czuję jej obecność poprzez podobieństwo do niej.

Wracając do pytania, powiedziała Pani kiedyś: "Długie nogi, wypchane usta i piersi z silikonem. Oto model współczesnego człowieka." A gdzie są starsi ludzie? Dlaczego nie promujemy ich np. w mediach, ich wiedzy, doświadczenia, obycia?

Niestety. To jest sztuczny twór, sztuczne piękno. Starsze osoby nie mają racji bytu w mediach, ponieważ starość jest niefotogeniczna. To jest niewychowawcze. Media utwierdzają brak szacunku do starości. W telewizji powinien być człowiek mądry, a nie tylko piękny. Niech młodość dominuje. Ludzie lubią patrzeć na młodych, pięknych, ale nie należy pozbywać się ludzi starszych za wszelką cenę i tylko dlatego, że są starzy. Co może wiedzieć dwudziestolatka o problemach starszych ludzi? Taka osoba w zestawieniu z seniorem jest nieautentyczna i to jest sztuczny twór. Brakuje mi w mediach, w tym świecie wizualnym – ludzi dojrzałych. Chciałabym obejrzeć taki program – "Senior zaprasza", "Między nami – seniorami". Jeśli jest program dla dzieci, program młodzieżowy, program dla różnych grup, dlaczego nie może być programu od seniora dla seniora. To jest dowód na to, że wstydzimy się starości.

A przecież seniorów w Polsce jest bardzo dużo. Widzowie gwarantowani.

10 mln ludzi w Polsce to seniorzy. Dlaczego nie pokazać ludzi, którzy mają pomysł na życie na emeryturze. Przecież jeśli człowiek odchodzi na emeryturę, to ma jeszcze przed sobą 10, 20, a może nawet 30 lat życia. I co, ma je spędzić z różańcem? Człowiek musi mieć życie dla siebie i to powinniśmy promować. Starszy człowiek musi mieć perspektywę życia. Jeżeli młode osoby widzą ludzi starych, sfrustrowanych, nieciekawych, chorych, to czy ktoś z nich chce być stary? A jeśli jeszcze im się mówi, że oni obecnie na seniorów pracują, to ci młodzi, którzy nie mają jeszcze dobrze poukładane w głowie, myślą sobie: "zaraz zaraz, to oni nic nie robią, a jeszcze ja muszę na nich pracować? Przecież oni dostają emeryturę." Robi się w ten sposób krzywdę seniorom. Myśmy pracowali i to myśmy zapracowali na swoje emerytury. O tym trzeba mówić.


A co Panią motywuje?

Ciekawość, radość, samodzielność. Chciałabym pokazać jak długo mogę istnieć w moim pokoleniu. Jestem inspiracją dla seniorów. Jestem zapraszana na spotkania z seniorami. Jeżdżę po całej Polsce i bardzo się cieszę, że mogę ich promować. Kiedy widzę, jak na zabawie bawi się 2 tysiące seniorów, szczęśliwych, prawdziwych... Oni ode mnie nie wymagają, żebym była Edytą Górniak, czy Margaret. Ja jestem sobą. Cieszę się sympatią i to mnie inspiruje, daje siłę. W grudniu 2017 roku kończę 79 lat. I gram. Kiedy patrzę w lustro, to mówię: "No cholera, nie jestem jeszcze taka stara." Jeżeli poczuję, że nie zarażam energią, że jest mi ciężko, to będzie oznaczało, że nadszedł kres i powinnam zastanowić się nad emeryturą. Nie mogłabym i nie chciałabym wzbudzać litości. Ja promuję radość życia i to, że starość jest czymś zupełnie normalnym i zależnym od nas – jak my ją przeżyjemy. Jest tylko warunek – musimy być zdrowi. Optymizm jest siłą człowieka. Istotna jest umiejętność cieszenia się z drobiazgów. To daje szczęście, bo szczęście jest złożone z różnych przyjemnych, radosnych chwil.


Czego Pani i sobie życzę. Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Rozmawiał: Piotr Sawczuk
Fot. Adam Tuchliński

REKOMENDOWANE DLA CIEBIE