Dostarczamy HUMANistycznych inspiracji - ZNAJDŹ NAS NA FACEBOOKU! Albo od razu polub
W obronie smaku

W obronie smaku

Humanmag

Masz dość fast foodów i jedzenia w ciągłym biegu? Odpowiadając twierdząco na to pytanie, właśnie zasilasz grono zwolenników trendu kulinarnego slow food.

Mariusz Golak
Niedziela, 8 Maja 2016

  • Skomentuj

Każda zacna idea ma swój mit założycielski. W przypadku stowarzyszenia Slow Food był to ponoć… McDonald’s otwarty na terenie rzymskiej starówki. Oburzony krytyk kulinarny, Carlo Petrini, nie mógł znieść widoku fast foodów w otoczeniu starożytnych i renesansowych zabytków. Czy faktycznie tak było? Nie wiadomo. Ważne jest, że idea garstki kulinarnych romantyków znalazła naśladowców na całym świecie. Sam Petrini, pytany o Slow Food, stwierdził lakonicznie, że jedzenie powinno być „buono, pulito e giusto”, czyli „dobre, czyste i uczciwe”. Właśnie w tych słowach kryje się sens powstania Slow Food. Filozofia wyrażana w manifestach i działaniach stowarzyszenia z biegiem czasu została przekuta na trend kulinarny, do którego przekonali się zarówno restauratorzy, jak i miłośnicy dobrego jedzenia na całym świecie.

Mali rosną w siłę

Slow Food to nie tylko instytucja, która w ciągu trzech dekad istnienia udowodniła, że ramy niewielkiego, regionalnego ruchu są dla niej już zbyt ciasne – obecnie zrzesza ponad 80 tys. członków na wszystkich kontynentach. To przede wszystkim filozofia, która buduje opozycję wobec zawrotnego pędu życia oraz masowej, ustandaryzowanej produkcji, dając w zamian możliwość odkrywania wielości i złożoności kulinarnych smaków. Bo to jedzenie – według orędowników slow food – ma być orężem w walce o bardziej świadome życie. Nie dziwi zatem, że w logo stowarzyszenia pojawił się… ślimak. Nieco wzgardzony przez współczesnych symbol powolności przypomina, że chwile nie tylko trzeba potrafić smakować, ale i mieć na to czas.

„By być godnym swej nazwy, homo sapiens musi wyzbyć się prędkości, zanim zredukuje nas ona do rzędu gatunków zagrożonych wymarciem” – czytamy w Manifeście Slow Food.

Dobre, bo regionalne

Slow Food promuje przede wszystkim lokalnych producentów żywności i tradycyjne sposoby jej wytwarzania. Wskrzesza zapomniane tradycje kulinarne i przypomina o różnorodności dostępnych nam smaków, które zaczęły przegrywać w obłędnym wyścigu z fast foodami.

Pierwszym projektem realizowanym przez polski oddział Slow Food był „Oscypek”. Jego pomysłodawcy chcieli promować podhalański przysmak na całym świecie. Od 1999 roku, kiedy to w Krakowie powstało pierwsze polskie convinium (to jednostka organizacyjna stowarzyszenia Slow Food), lista rekomendowanych produktów nieustannie rośnie. Pojawiły się na niej kolejne sery, wędliny, pieczywo, miody, soki czy przetwory.

fot. Fotolia
fot. Fotolia

Na początku XX wieku Carlo Petrini stworzył inspirowaną Biblią „Arkę Smaku” – program ochrony potraw bądź ich składników zagrożonych wyginięciem. Trafiły do niej choćby kury znoszące wyłącznie niebieskie jajka z Chile, ser cheddar z hrabstwa Somerset, olej arganowy z Maroka, a z Polski – czerwony gatunek krów, które żyją tylko w Małopolsce. Pomysł doskonale koresponduje z jednym z fundamentalnych celów stowarzyszenia Slow Food, wyrażającym się w potrzebie „ochrony prawa do smaku”. Odkrywanie kulinarnych smaków ma pomóc w wyhamowaniu pędu życia i zwrócić uwagę na wartość przyjemności, jaką dają odpoczynek, chwile wytchnienia i dobry posiłek.

Przez żołądek do… rozumu

Lokalne tradycje kulinarne, zapomniane receptury oraz kultura jedzenia krzewione są w trakcie festiwali kulinarnych, spotkań ze znanymi szefami kuchni i pikników. Na sopockim molo odbywa się „Slow Fest”, w Sandomierzu każdego roku nadchodzi „Czas Dobrego Sera”, restauratorzy rywalizują w akcji „Gęsina na św. Marcina”, miłośnicy dobrych smaków z Dolnego Śląska spotykają się na „eduBiesiadzie Slow Food”, a w wielu miastach Polski świętowany jest „Terra Madre Day”. Wydarzeń tego typu jest znacznie więcej. W zasadzie odbywają się w każdym zakątku naszego kraju, a uczestniczące w nich tłumy ludzi potwierdzają, że zapotrzebowanie na zdrową, oryginalną żywność rośnie lawinowo.

Polacy polubili slow food

Ważne miejsce w programie polskiego oddziału stowarzyszenia Slow Food zajmuje edukacja. Jednym z jej przejawów są rekomendacje przyznawane restauracjom, w których można skosztować dań przyrządzanych z naturalnych, a przy tym regionalnych składników. Prawo do posługiwania się charakterystycznym „ślimakiem” restauracja zyskuje dopiero po procesie weryfikacyjnym. Polscy restauratorzy coraz częściej przekonują się do idei slow food, a liczba rekomendacji systematycznie rośnie. Obecnie przekroczyła ona już 20.

Jednak niekoniecznie trzeba wybrać się do restauracji i wydać pokaźną kwotę, żeby móc skosztować potraw przygotowanych w duchu slow food. Czasami wystarczą pomysł, dobre chęci i… czas. Bowiem bazą jedzenia powstającego w zgodzie z zasadami slow food są świeżość, naturalność i lokalne pochodzenie produktów. A o to można przecież zadbać samemu, organizując spotkanie w gronie przyjaciół lub najbliższych. Niezbędne produkty coraz łatwiej można kupić w sklepach ze zdrową żywnością lub podczas regionalnych festynów i jarmarków. Zresztą miłośnicy oryginalnego jedzenia potrafią przemierzyć setki kilometrów, żeby zdobyć lokalny przysmak. Dobrym pomysłem na zapełnienie domowej spiżarni są też wyjazdy wakacyjne. Cieszyńska kita wędzona, ser koryciński, podhalańska bryndza i oscypek, pierśnik dębogórski czy salceson dukielski… Wybór jest przeogromny, a każdy bez większego problemu znajdzie coś odpowiadającego swemu podniebieniu. Wystarczy pomysł i kulinarna kreatywność.

fot. Fotolia
fot. Fotolia

Przy tym należy pamiętać, że slow food sprowadza się nie tylko doboru produktów, ale też sposobu ich przygotowania. Zamiast smażenia czy miksowania, preferowane są tradycyjne sposoby obróbki żywności, takie jak wędzenie, duszenie lub marynowanie, koniecznie bez konserwantów i polepszaczy zapachu oraz smaku.

Czy to w restauracji, czy też podczas spotkania w gronie najbliższych każdy może na swój sposób zinterpretować filozofię slow food. Ważne jest, aby smak przygotowanych potraw na długo pozostał w pamięci, bowiem w ten sposób – choć na chwilę – zatrzymamy czas.

Mariusz Golak

Fot. Fotolia

REKOMENDOWANE DLA CIEBIE