Dostarczamy HUMANistycznych inspiracji - ZNAJDŹ NAS NA FACEBOOKU! Albo od razu polub
Talent do bycia gdzie indziej

Talent do bycia gdzie indziej

Humanmag

„Hotele i lotniska na całym świecie są takie same“ – mawia mój znajomy, często latający w interesach, a ja myślę, że nie mógłby mylić się bardziej. Hotele i lotniska to fenomenalne strefy azylu i cudowne korytarze, w których dokonuje się przemiana człowieka codziennego, osiadłego w swych przyzwyczajeniach, w podróżnego, czyli kogoś, komu może przydarzyć się nieznane.

Paulina Wilk
Czwartek, 11 Sierpnia 2016

  • Skomentuj

Te neutralne „ziemie niczyje“ umożliwiają indywidualne odczuwanie podróży, pozostają nieokreślone i pozornie pozbawione właściwości właśnie po to, abyśmy my mogli dokonać przejścia, wypełnić je własnymi przeżyciami. O ile ich doznajemy.

Bo w epoce kompresji czasu, pośpiechu, który nie ustaje i niemal wyklucza poczucie zatrzymania, trudniej być w drodze. Droga także ulega spłaszczeniu, niemal likwidacji, a wtedy staje się jedynie nużącą poczekalnią, stratą czasu. Tak przeżywa ją mój znajomy, przesuwający się bezszelestnie w kolejkach do odpraw i kontroli w portach lotniczych i hotelowych recepcjach. On nie bywa w podróży, przemieszcza się pomiędzy spotkaniami oznaczonymi w elektronicznym kalendarzu jako „priorytetowe“. Przykrą konieczność powierzania swego ciała firmom przewozowym znosi ze spokojem człowieka rozumiejącego wymogi współczesności, choć wolałby telekonferencje niż te rutynowe peregrynacje. Błędem byłoby sądzić, że cierpi na przesyt podróżowania – on tak naprawdę nigdy nie był w Brukseli, Helsinkach, Wilnie ani Wiedniu. Nie zawiesił na nich oka, nie przysiadł na ławeczce, by pogapić się na kawiarniany ruch, nie zajrzał do rubryki „Ogłoszenia drobne“ w lokalnej gazecie ani nie wszedł przed południem do muzeum czy kościoła, by spędzić godzinę twarzą w twarz z barokowym aniołem lub dziewiętnastowiecznym pejzażem wiejskim. W dobie globalnych transferów ciał i bagaży najtrudniej o przeniesienie umysłów i uczuć, o wprawienie ich w tryb, zawieszenie pomiędzy tożsamością, do której przywykliśmy, a mentalną wolnością, jaką oferuje bycie poza domem.

Podróżowanie zawsze było przywilejem nielicznych. Dziś nawet wyraźniej widać, że bycie w drodze to szczególna umiejętność, rodzaj zdolności do kontemplowania świata i samego siebie, po zrzuceniu skóry i wyrzeczeniu się wszystkiego, co czego przywykliśmy. Tak czy inaczej – wymaga ryzyka, bo z podróży autentycznej zawsze wraca się odmienionym, a i dom okazuje się po nieobecności nieco inny. Wyruszenie ze swojego życia do świata odległych zdarzeń i losów, to przede wszystkim szansa, ale i idący z nią niepokój. Co, jeśli tamten świat pochłonie mnie i powrót nie będzie już możliwy? Co, jeśli jakaś cząstka mnie zapodzieje się i nie znajdzie drogi do domu? Także dziś możliwe jest wyruszanie z dreszczem nieprzewidywalności, choć wymaga to więcej wysiłku, bo wszędzie gęsto od wytartych szlaków i procedur, które zmieniają podróżowanie w sekwencję zachować konsumenckich – trawimy usługi lotnicze, handlowe i hotelowe, zapominając o metafizyce przeniesienia.

To, że łatwo dziś przejachać czy przelecieć na skraj świata, o niczym jeszcze nie świadczy. Wypada przyznać, że im więcej z nas wybiera się w podróż, tym więcej robi to, by w odległym krańcu świata napotkać wszystko, co już zna i lubi. Hotele od Seulu po Limę starają się serwować uspokajające „śniadanie kontynentalne“, by podróżne brzuchy nie narażały się na szok odmiany. Usługi typu all-inclusive nie tyle imitują znaną rzeczywistość, co wytarzają uniwersalny schemat odpoczynku i złudzenie swobody: możliwość wyboru obejmuje popołudnie w basenie, przepisową liczbę drinków i posiłków, pakiet wycieczek z przewodnikiem i wliczonymi w cenę biletami do muzeów. Sieciowe kawiarnie i sklepy odzieżowe dbają o to, byśmy na innym kontynencie czy w strefie czasowie przypadkiem nie poczuli, że cokolwiek jest inaczej niż zwykle: bezkofeinowa latte tall smakuje przecież tak samo, no i bez obaw - bluzki w marynarskie prążki oraz sandały zdobione sztucznymi kamieniami są w tym sezonie tak samo dostępne w Kalkucie, Bejrucie jak w Buenos Aires. Najnowocześniejsze linie lotnicze zapewniają wi-fi przez na czas lotu, dzięki czemu można odbierać i nadawać niezakłócony strumień danych, aktualizować wiedzę o wszystkim, co robią ci, których zostawiliśmy na miejscu. Zabieramy ich ze sobą, likwidując doznanie oddalenia i tęsknoty. Jedyne, co ulega zmianie, to status w serwisach społecznościowych. Zawiadamiamy: „Jestem w podróży z Warsaw Chopin Airport do J.F.K. Airport, New York“, choć ta informacja jest w zasadzie nieistotna, skoro zamierzamy pozostać w pełnym kontakcie, a więc nie oddalamy się ani na krok. I tak mimo coraz większej liczby przelotów i przewozów pasażerskich ludzkość pozostaje w miejscu.

Chyba, że uda się rozbudzić wyobraźnię i pragnienie bycia kimś innym – choćby tymczasowo. Wówczas bezosobowość lotnisk i hoteli okaże się naszym sprzymierzeńcem. Wraz z kartą pokładową otrzymujemy zaproszenie do nowej tożsamości. W lotniskowych toaletach lusterka odbijają już nieco inne twarze. Wyłączony na czas podniebnego lotu telefon jest jak prawo do zapomnienia i bycia gdzie indziej. Gładko pościelone łóżko i hotelowy szlafrok uwalniają ciało od znanego kostiumu. Wśród dyskretnych pokojówek i ściszonych głosów recepcjonistów człowiek podróżny ma szansę wyprawić się w nieznane. Albo pozostać w tej łagodnej, transferowej iluzji - nie być ani tu, ani tam. Aż do południa, gdy na całym świecie nadchodzi pora wymeldowania.

- Paulina Wilk

REKOMENDOWANE DLA CIEBIE