Dostarczamy HUMANistycznych inspiracji - ZNAJDŹ NAS NA FACEBOOKU! Albo od razu polub
Pragną żyć – tylko się boją

Pragną żyć – tylko się boją

Humanmag

W czasach, kiedy ponad 38% populacji Europy cierpi w ciągu roku na jakieś zaburzenie psychiczne, a około jednego miliona ludzi na świecie ginie corocznie śmiercią samobójczą, nie można nie mówić o tym problemie - mówi dr hab. n. med. Napoleon Waszkiewicz, specjalista psychiatra, Kierownik Kliniki Psychiatrii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

Rozmawiał: Piotr Sawczuk
Wtorek, 12 Stycznia 2016

  • Skomentuj

- „Współcześni trędowaci” - określił chorych na schizofrenię amerykański psychiatra Edwin Fuller Torrey. Dlaczego choroba psychiczna wydaje nam się tak straszna? Czy osoba dotknięta taką chorobą ma szansę na całkowite wyzdrowienie?

Straszna, dlatego, że jej nie znamy. Na schizofrenią choruje co setna osoba w populacji na świecie, w tym w Polsce. Wyrażenie „schizofrenia” pochodzi z języka starogreckiego – składa się z dwóch członów – schizein - „rozszczepić” i phren - „umysł”. Język polski, podobnie jak angielski, nie tłumaczy tej nazwy, ale zostawia w jej pierwotnym kształcie – schizophrenia.

Na świecie, generalnie używany jest termin „schizofrenia”, chociaż w niektórych państwach funkcjonuje tłumaczenie tego pojęcia jako „rozszczepienie umysłu”. Z powodu stygmatyzacji niektóre kraje azjatyckie np. Japonia, wprowadziły nowy termin w miejsce pojęcia „schizofrenia”. W 2002 r. w miejsce dosłownego tłumaczenia pojęcia „schizofrenia” (czyli „rozszczepienia umysłu”) wprowadzono nowy obowiązujący termin „zaburzenie integracji”. Badania wskazują, że po upływie trzech lat od zmiany nazwy, odsetek diagnoz schizofrenii w Japonii, wzrósł niemal dwukrotnie. Powodem zapewne jest to, iż pacjenci i lekarze nie są obciążeni stygmatyzującym i pejoratywnym wydźwiękiem starego terminu. Ponadto niewiele jest akcji medialnych mówiących o tej chorobie. Jeśli już słyszymy w mediach o schizofrenii to zazwyczaj w kontekście „straszenia” nią np. popełnianym czynem karalnym, szczególnie zabójstwem. Tymczasem w populacji pacjentów ze schizofrenią dochodzi kilkakrotnie rzadziej do czynów drastycznych, niż w tak zwanej zdrowej populacji.

Czy osoba dotknięta taką chorobą ma szansę na całkowite wyzdrowienie? Nierzadko tak, ale musi taka osoba być właściwie leczona, uczestniczyć w terapii. Często też należy brać leki przez bardzo długi czas. Ale, czy osoba chora na serce, alergię, chorobę raumatologiczną, cukrzycę nie musi brać leków przez całe życie? To już nas nie dziwi...

- Czy osoby, które cierpią na psychiczne zaburzenia potrafią mówić o swoich dolegliwościach, chorobie i leczeniu?

Jak już im bardzo psychika „doskwiera” to tak. Wciąż jednak pacjenci depresyjni przychodzący do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, w 70% mówią o dolegliwościach głównie somatycznych, jak problemy z apetytem i masą ciała, problemy z zasypianiem i kontynuacją snu, o różnych bólach i ciężkości m.in. kończyn, osłabieniu, a pomijają najważniejsze symptomy, takie jak smutek, anhedonię (kiedy nic, co wcześniej sprawiało radość, nie cieszy obecnie). Ogólnie w czasach, kiedy ponad 38% populacji Europy cierpi w ciągu roku na jakieś zaburzenie psychiczne (najczęściej lękowo-nerwicowe, depresję, zaburzenia snu, otępienie, nadużywanie/uzależnienie od alkoholu i substancji psychoaktywnych), a około jednego miliona ludzi na świecie ginie corocznie śmiercią samobójczą, nie można nie mówić o tym problemie. Należy edukować społeczeństwo, mówić o takich częstych stanach, aby nie urastały one w głowie rangą, aż do zagrażających życiu rozmiarów.

Jeśli te prawie 40% ludzi odpowiednio wcześnie zareaguje na swój stan, pozwoli to im bez strachu skorzystać z porady specjalisty. Wtedy wcześniej problem ustąpi, nie „rozsadzi od środka”. Okazuje się także, że dwie trzecie osób z poważnymi zaburzeniami psychicznymi, nie jest leczona. Czeka nas więc głównie walka ze stygmatyzacją, bo już jak się powszechnie o czymś mówi, to i zaczyna być to problem „normalnie” traktowany.

Może kiedyś zaburzenia psychiczne będą traktowane zwyczajnie, np. jak grypa. Nie przez przypadek przytaczam przykład grypy, gdyż w zaburzeniach psychicznych coraz częściej mówi się np. o depresji jako o stanie podobnym do grypy, któremu towarzyszą: zapalenie, bóle kończyn, osłabienie, smutek, brak energii, anhedonia itd. Podobnie w innych zaburzeniach psychicznych czynnik zapalny coraz częściej wydaje się być bardziej istotny.

W wielu przypadkach osoby cierpiące na schorzenia psychiczne odczuwają strach przed wykluczeniem społecznym. Czy przyczynia się do tego stygmatyzacja? Czy jej konsekwencje mogą być groźne dla chorego i jego otoczenia?

Tak, i to bardzo. Przypominam jednak, że stygmatyzujemy często my – otoczenie, ale także rodzina chorego, przyjaciele, np. przez „patologiczne oszczędzanie” takiej osoby. Wykluczenie to właśnie pozbawienie chorego obowiązków, pracy, zajęć domowych. Osoba odtrącana nie musi być chora, aby czuć się źle. Wystarczy pozbawić ją pracy po jej wyzdrowieniu.

- Jak można zmienić spojrzenie społeczeństwa na chorobę psychiczną? Czy edukacja w tym zakresie byłaby istotna?

I to jak najszersza edukacja, „pozytywne” akcje medialne o zwyczajności zaburzeń psychicznych, zwyczajności lęku, depresji, zaburzeń snu. Pamiętajmy także, że tzw. „niezwyczajne” psychotyczne zaburzenia, typu schizofrenii dotykają około 1% populacji. Takie osoby mimo, że mogą mieć objawy psychotyczne, raczej odczuwają lęk, izolują się od otocznia, ale między ludźmi pragną żyć – tylko się boją. Pomóżmy im.

- Dlaczego choroby psychiczne ukrywa się przed innymi? Czy chorzy psychicznie są w Polsce dyskryminowani?

Trochę dyskryminowani są, ale wynika to z niewiedzy społeczeństwa, braku dialogu z nimi/nami. To pewien paradoks, bo jak można dyskryminować prawie 40% społeczeństwa? Może lepszym sformułowaniem byłoby, że ci chorzy są izolowani, „urzędowo oszczędzani”. Musimy pamiętać, że osoby z zaburzeniami psychicznymi są mniej skuteczne w manifestowaniu potrzeby pomocy. Ponadto nie ma jeszcze „mody” w Polsce na „licznie się” z zaburzeniami psychicznymi, z kosztami izolacji chorych.

Zaburzenia psychiczne są jedną z najczęstszych przyczyn niepełnosprawności. Ponad 40% kosztów ekonomicznych tych schorzeń wynika z utraty produktywności chorych, absencji w pracy, rent itd. Edukujmy społeczeństwo, destygmatyzujmy, stosujmy profilaktykę i wczesną prewencję zaburzeń psychicznych, a jako społeczeństwo będziemy lepsi i bardziej zasobni w fundusze.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Piotr Sawczuk

REKOMENDOWANE DLA CIEBIE