Dostarczamy HUMANistycznych inspiracji - ZNAJDŹ NAS NA FACEBOOKU! Albo od razu polub
Porozmawiajmy o naszej dzielnicy

Porozmawiajmy o naszej dzielnicy

Humanmag

Społeczeństwo obywatelskie buduje się na zaangażowaniu w lokalne sprawy. Chcesz żyć w lepszym miejscu? Musisz sam również działać w tym kierunku. Jak to można robić – i dlaczego w tym kontekście ważna jest umiejętność rozmawiania? Zobaczcie.

Arkadiusz Kaczanowski
Czwartek, 26 Stycznia 2017

  • Skomentuj

Warszawska Białołęka to jedna z największych dzielnic miasta, powszechnie postrzegana jako sypialnia stolicy. Działa tam Białołęcki Ośrodek Kultury (BOK) – w zasadzie jedyna taka placówka na całą dzielnicę. BOK działa prężnie – tworzą go ambitni i aktywni ludzie, program działań i oferta jest ciekawa i rozbudowana, ale sam ośrodek nie był mocno zakorzeniony wśród społeczności dzielnicy. Ze swoją ofertą docierał do ograniczonego grona odbiorców. Pojawiła się więc idea większego otwarcia na mieszkańców, wsłuchania w ich potrzeby, stworzenia programu który będzie odpowiadał większej liczbie osób. Do współpracy zaproszono ekspertów z Pracowni Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia”, którzy mają wieloletnie doświadczenie m. in. w projektach i przedsięwzięciach zachęcających ludzi do większego zaangażowania w sprawy swojego otoczenia.

W (o)środku kultury

Wszystko działo się w 2015 roku. Na wiosnę pracownicy Stoczni i BOK rozpoczęli realizację projektu „Mieszkańcy w (o)środku kultury”, którego głównym celem było wprowadzenie trwałego narzędzia dialogu między instytucją a mieszkańcami Białołęki – stworzenie tzw. Forum Ośrodka Kultury.  Na pierwsze spotkanie przyszło około dwudziestu osób w różnym wieku. Najmłodsza osoba miała 12 lat, najstarsza była po siedemdziesiątce – wspomina Maria Perchuć-Żółtowska, która z ramienia „Stoczni” koordynowała projekt. – Celowo nie mieliśmy jeszcze wtedy konkretnej wizji jak powinna wyglądać współpraca na linii BOK-Forum-mieszkańcy. Zasady działania i funkcje Forum chcieliśmy wypracować wspólnie z ludźmi, którzy będą w nim uczestniczyć. Stworzenie Forum, czyli grupy osób, które byłyby gotowe regularnie doradzać pracownikom BOK i być „łącznikiem” między mieszkańcami i przedstawicielami instytucji to był eksperyment, ale szybko okazało się, że ci, którzy przyszli na spotkanie mieli swoje pomysły. Wystarczyło otwarcie porozmawiać, by okazało się, że ludzie chcą działać i wiedzą, co trzeba zrobić, by było lepiej – stwierdza.

Zanim powstało Forum Ośrodka Kultury BOK ze Stocznią organizują spotkania i rozmowy z mieszkańcami. W ich trakcie udaje się ocenić ofertę Ośrodka, ale też zdiagnozować kulturalną ofertę dzielnicy, oczekiwania mieszkańców. Początkowo w trakcie spotkań najmocniej słyszalny był głos osób już z doświadczeniem w pracy społecznej – nie ukrywa koordynatorka. - I to dobrze, ale opinia zwykłego mieszkańca, który nie jest członkiem żadnej organizacji pozarządowej czy grupy nieformalnej, jest też bardzo ważna i próbowaliśmy ją poznać. Na kolejnych etapach stawialiśmy więc na formy kontaktów, które polegały na wychodzeniu do mieszkańców. Uruchomiliśmy mobilne punkty konsultacji, przeprowadzaliśmy ankiety w terenie, dzięki czemu mogliśmy poznać opinie innych osób – wspomina.

Konsultacje społeczne na warszawskim Tarchominie. fot. zespół wespół
Konsultacje społeczne na warszawskim Tarchominie. fot. zespół wespół

Kulturalne wyspy

Projekt „Mieszkańcy w (o)środku kultury” miał też pomóc w ocenie potencjału kulturalnego Tarchomina, czyli części Białołęki, w której zlokalizowany jest BOK oraz całej dzielnicy. Dzięki projektowi udało się m.in. stworzyć społeczną mapę Tarchomina, która pokazuje ważne dla mieszkańców miejsca (można ją zobaczyć i pobrać na stronie „Stoczni”). Dzięki konsultacjom natomiast odkryto np. że w dzielnicy istnieją „kulturalne wyspy” i „pustynie”, co pomaga planować przyszłe aktywności BOK tak, by docierać do miejsc, w których dostęp do działań artystycznych jest ograniczony. Wielkość dzielnicy sprawia, że jeśli mieszkańcy mają mieć styczność z kulturą, to ta musi być blisko ich domu.

Gdy powstało Forum Ośrodka Kultury trzeba było sprawdzić, jak jego formuła się sprawdza – czy osoby i instytucje aktywne w dzielnicy potrafią wspólnie działać na rzecz mieszkańców. Pola do testów nie trzeba było długo szukać: na osiedlu istnieją niezagospodarowane i zaniedbane korty tenisowe tuż koło BOK – ogrodzone siatką, ze zniszczoną nawierzchnią, które nie są dostępne dla mieszkańców.

Korty stały się poligonem zaangażowania i efektywności członków nowego Forum, a zarazem: symbolicznym otwarciem na głos mieszkańców. Zadaniem członków Forum było, przy współpracy BOK, Stoczni oraz zaproszonej do projektu organizacji engage warsaw, zorganizować konsultacje - zebrać pomysły i opracować koncepcję przywrócenia nieużytkowanej przestrzeni mieszkańcom. Przy okazji członkowie Forum uczyli się jakich metod używać do efektywnego zbierania opinii, dowiedzieli się jak działa design thinking i poznali narzędzia, które będą pomocne przy innych projektach.

W trakcie rozmów z mieszkańcami udało się zebrać pomysły oraz określić kto by z przestrzeni boiska korzystał. Oczywiście wszystkie idee trzeba było zweryfikować – zarówno pod kątem technicznych, jak i finansowych możliwości realizacji. Ostatecznie członkowie Forum opracowali sześć rozwiązań, w jaki sposób można zagospodarować dawne korty. Te pomysły też poddano konsultacjom – bardzo trafionym rozwiązaniem okazały się kartonowe makiety-prototypy, dzięki którym uczestnikom konsultacji można było unaocznić, jak wyglądałaby realizacja poszczególnych wizji.

Ale chyba jednym z ważniejszych odkryć w trakcie konsultacji było to, że mieszkańcom rzeczywiście zależy, by boiska były dostępne, że jest to przestrzeń postrzegana jako potrzebna lokalnej społeczności. Pomysłów na jej zagospodarowanie nie brakuje – wystarczyło tylko w odpowiedni sposób zapytać.

Forum Ośrodka Kultury wciąż działa i wspiera BOK. Myślę, że powstanie Forum to największy sukces tego przedsięwzięcia. Dzięki włączeniu do projektu osób, którym zależy na tym, jak funkcjonuje kultura na Białołęce, udało nam się stworzyć grupę doradców, która reprezentuje różne grupy mieszkańców, która mówi w ich imieniu – stwierdza Maria Perchuć-Żółtowska. – Po to istnieje idea konsultacji, by ludzie zobaczyli, że można coś zrobić i że ich zdanie ma znaczenie. Naszym zadaniem jest stwarzać jak najlepsze warunki do dialogu z mieszkańcami, bo wtedy znajdą się ludzie, którzy doradzą, a czasem wręcz przekują swoje pomysły w działanie – dodaje.

Konsultacje społeczne na warszawskim Tarchominie, fot. zespół wespół
Konsultacje społeczne na warszawskim Tarchominie, fot. zespół wespół

 Aktywność wpisana w geny?

Projekt zrealizowany przez BOK i Stocznię na Tarchominie pokazuje, że małe ojczyzny to miejsca, na których nam zależy. Jak pokazują badania wiara w to, że możemy zmieniać swoje otoczenie, jest coraz silniejsza. Raport CBOS ze stycznia 2016 roku mówi, że 56% Polaków uważa, że ma wpływ na sprawy swojego miasta czy gminy. Poczucie wpływu na sprawy publiczne jest wśród nas najwyższe od początku lat dziewięćdziesiątych (od czerwca 1992 roku)!

A może wzrost zainteresowania aktywnością na rzecz lokalnych społeczności to cecha pokoleniowa? Niektórzy socjologowie chcą tak to widzieć - z badania przeprowadzonego przez instytut badawczy Kantar Millward Brown wynika, że pokolenie Y, czyli osoby urodzone po 1980 a przed 1995 rokiem, to ponad 1/4 społeczeństwa. Wg tego raportu młodzi Polacy cechują się patriotyzmem lokalnym, wysokim zaangażowaniem w działania na rzecz najbliższego otoczenia (61%. z nich włącza się w takie działania) oraz zainteresowaniem życiem politycznym (co deklaruje 77% badanych). Siła wpływu jaką ma to pokolenie jest bardzo duża i zdaniem ekspertów to właśnie millenialsi już za kilka lat będą kształtować rzeczywistość.

Także Tomasz Miłosz, dyrektor ds. kapitału ludzkiego w PwC na Europę Środkowo-Wschodnią, zwraca uwagę, że przedstawiciele pokolenia millenialsów cenią idee oraz wspólne działanie. Sprzyja temu rozwój technologii, które wymiar „społeczny” wzbogacają o nowy aspekt. Wyniki badań, jak i naszych analiz PwC dotyczących tego pokolenia pokazują, że młodzi wykazują duże zaangażowanie w sprawy społeczno-polityczne. Wielu z nich włącza się w działania na rzecz najbliższego otoczenia, a podejmując wszelkiego rodzaju decyzje – zarówno te o charakterze konsumenckim, jak i te dotyczące ich przyszłości – chcą wierzyć, że ich działania mają sens. Być może dlatego większość z nich cechuje pozytywne podejście do życia – mówi Miłosz.

Konsultacje społeczne na warszawskim Tarchominie, fot. zespół wespół
Konsultacje społeczne na warszawskim Tarchominie, fot. zespół wespół

Sprawy budżetowe

Najbardziej rozpoznawalną formą partycypacji obywatelskiej, która kształtuje nasze otoczenie, jest dziś idea budżetu obywatelskiego. Pomysł by to mieszkańcy decydowali o tym na co idą środki z budżetu miasta pierwszy raz zrealizowano w brazylijskim Porto Alegre w 1989 roku. Potem rozwiązanie rozprzestrzeniło się na cały świat, aż w 2011 roku dotarło do Polski.

W ramach budżetu partycypacyjnego to mieszkańcy proponują projekty, które miałyby być realizowane z części środków budżetowych. To oni opracowują koncepcje, promują projekty i zabiegają o głosy innych mieszkańców, którzy w powszechnym głosowaniu wybierają te przedsięwzięcia, które ich zdaniem są warte realizacji. Władze miejskie odpowiadają za część organizacyjną konsultacji, oceny formalnej czy realizacji projektów. Nowe boiska, remonty ulic, festiwale, budowa pomników, stworzenie parku, zadbanie o nowości w osiedlowej bibliotece – to tylko kilka przykładów przedsięwzięć, które są realizowane w ramach budżetów obywatelskich. W dużych miastach środki dzielone są tak, by w każdej dzielnicy była zrealizowana określona pula projektów albo wydana określona kwota z budżetu. To mieszkańcy zaś decydują, czy w ich okolicy będzie lepiej.

W ostatnim roku w największych miastach w głosowaniu brało średnio 10% mieszkańców. Według zestawienia przygotowanego przez portal Budżety Obywatelskie w 2016 roku 58 miast i gmin realizowało projekty zgłaszane i wybierane przez mieszkańców. 8 miast przeznaczyło na te cele ponad 10 mln złotych. W 2017 roku na takie projekty samorządy mają przeznaczyć prawie 319 mln złotych.

Sama idea oddawania głosu mieszkańcom w kwestii wydatkowania pieniędzy z naszych podatków nie budzi większych kontrowersji – o czym świadczy fakt, że coraz więcej samorządów wybiera taką formę zachęcania mieszkańców do zaangażowania się w sprawy lokalne. Dopracowania wymaga procedura weryfikacji projektów czy zbierania głosów, bo nie wszędzie jest ona jeszcze doskonała.

Konsultacje społeczne na warszawskim Tarchominie, fot. zespół wespół
Konsultacje społeczne na warszawskim Tarchominie, fot. zespół wespół

Biznes odpowiedzialny

Także przedsiębiorcy coraz wyraźniej dostrzegają, że są współodpowiedzialni za kształt miejsca w którym działają. Społeczna odpowiedzialność biznesu (z ang. CSR – Corporate Social Responsibility) staje się coraz ważniejszym aspektem strategii działań przedsiębiorstw. Tworzenie relacji z klientami czy pracownikami wymaga dziś także zaangażowania w działania nie tylko stricte biznesowe, ale też inwestowania w ochronę środowiska, zainteresowania potrzebami klientów, wspieranie potrzebujących, edukowania.

Oczywiście wymaga to odpowiednich środków i know-how – a tymi dysponują w naszym kraju póki co największe firmy albo przedstawicielstwa globalnych korporacji. I to one najaktywniej działają na rzecz swojego otoczenia, choć również w małych firmach idee CSR są coraz żywsze. Wspólne akcje, w których pracownicy zbierają się by np. wyremontować dom potrzebującej rodzinie, wspieranie lokalnych sportowców czy artystów przez lokalne firmy – takie działania są obecne w rodzimych przedsiębiorstwach od lat. Chodzi teraz o to, by stało się to strategią, a nie spontanicznym działaniem.

O tym, że przedsiębiorstwa powinny wspierać lokalne społeczności, zwłaszcza tam gdzie działają, jest przekonanych większość z nas. W badaniu przeprowadzonym w ubiegłym roku dla dużej sieci sklepów spożywczych 89% ankietowanych stwierdziło, że lokalne inicjatywy społeczne powinny być wspierane finansowo przez duże firmy z ich otoczenia. Obywatele wiedzą, że firmy korzystają z infrastruktury i sieci społecznych, by budować swój sukces. Naturalne jest więc oczekiwanie, by w te sieci także się aktywnie włączali.

Siłacze społeczni

Siłą lokalnych społeczności jest, że jej członkowie najlepiej widzą gdzie inwestycja albo zmiana jest najbardziej potrzebna. Przedstawiciele administracji czy instytucji muszą więc nauczyć korzystać się z tego dobra.  W ubiegłym roku jedną z akcji, która miała odpowiadać na to wyzwanie, była inicjatywa Ministerstwa Rozwoju „Zostań Siłaczem Społecznym". W jej ramach zbierano informacje o potrzebujących wsparcia instytucjach opiekujących się osobami potrzebującymi pomocy, zagrożonymi nierównością i wykluczeniem społecznym.  Zgłaszający, czyli „Siłacz Społeczny”, wybierał rodzaj wsparcia, jakim miała zostać obdarowana dana instytucja. Placówki miały szansę otrzymać m.in.: sprzęt do rehabilitacji, nowe meble, specjalistyczne urządzenia sportowe, sprzęt do rehabilitacji ruchowej czy sprzęt sensoryczno-motoryczny.

Inicjatywa Ministerstwa Rozwoju
Inicjatywa Ministerstwa Rozwoju "Zostań Siłaczem Społecznym"

Zainteresowanie było naprawdę duże - kampania miała na celu uwrażliwienie Polaków na problemy osób potrzebujących i zaowocowała 224 zgłoszeniami.

Ostatecznie pomoc trafiła do 64 instytucji. Ale zysk z akcji jest dużo większy – bo dzięki sięgnięciu do wiedzy obywateli władze dowiedziały się gdzie są miejsca, którym pomoc jest najbardziej potrzebna.

Samą ideę wspierały też znane postaci - ze świata sportu i teatru, które na co dzień pomagają innym, biorąc udział w charytatywnych przedsięwzięciach. Jedna z twarzy kampanii był polski siłacz, srebrny medalista Igrzysk Olimpijskich Rio 2016 w rzucie dyskiem Piotr Małachowski, a obok niego - aktorzy Agnieszka Więdłocha, Tamara Arciuch i Bartek Kasprzykowski. Wystąpili oni także w filmach promujących akcję czy reportażach z miejsc, w których docierano z pomocą. Lubię pomagać, a dzięki kampanii „Wyrównujemy szanse” było komu, bo postawiliśmy na pomoc osobom zagrożonym nierównością oraz wykluczeniem. Bycie prawdziwym siłaczem, to nie tylko posiadanie silnych mięśni, ale chęć i siła niesienia pomocy innym, słabszym. Kiedy otrzymałem propozycję wzięcia udziału w akcji, w ogóle się nie zastanawiałem, a dziś nie żałuję, bo akcja „Zostań Siłaczem Społecznym” przyniosła rewelacyjne efekty– uważa Piotr Małachowski.

ilustracje: Agnieszka Dworańczyk, PannaKreseczka.pl

Projekt „Mieszkańcy w (o)środku kultury” na Tarchominie oraz akcja „Siłacze Społeczni” były realizowane dzięki wsparciu ze środków EOG.

REKOMENDOWANE DLA CIEBIE