Dostarczamy HUMANistycznych inspiracji - ZNAJDŹ NAS NA FACEBOOKU! Albo od razu polub
Popnauka

Popnauka

Humanmag

Nauka nie jest smakołykiem dla wybranych. W jej świat może wejść każdy, o ile tylko nie boi się zadawać pytań. Dlatego trzeba wiele starań, by ciekawość świata nie zanikła w kolejnych pokoleniach. Jak to osiągnąć?

Arkadiusz Kaczanowski
Wtorek, 15 Listopada 2016

  • Skomentuj

Zacznijmy od tego: czas odkrywców się nie skończył. W zasadzie, chyba dopiero nadchodzi dla nich najlepszy okres. We wrześniu tego roku Elon Musk, założyciel firmy SpaceX zajmującej się organizacją lotów w kosmos, zapowiedział, że do 2023 roku chce wysłać pierwszych ludzi na Marsa. Nie jednego, nie dwóch. Może nawet około setki. Na początek. W regularnych rejsach będą kursować rakiety z Ziemianami zasiedlającymi Czerwoną Planetę. Pomysł Muska jest jedną z najbardziej poruszających wyobraźnię wizji ostatnich dekad – to już nie marzenie, to plan który chce on krok po kroku zrealizować. Najpierw Mars, potem reszta Układu Słonecznego.

A wiecie, że na pokład statku lecącego na nową planetę teoretycznie będzie mógł trafić każdy? Gdy Muskowi zadano pytanie: „Czy aby zostać kolonizatorem trzeba mieć jakieś specjalne predyspozycje” stwierdził: „Niespecjalnie”. Może tylko potrzebna jest ciekawość nieznanego. Bo jeśli jakaś cecha charakteru sprawiła, że jako ludzkość dotarliśmy tak daleko, to jest nią nieustająca ciekawość świata. Coraz częściej pojawia się pytanie, co zrobić, by kolejne pokolenia tej ciekawości nie utraciły.

Po pierwsze: zabawa 

To znak dzisiejszych czasów: coraz trudniej młodszym pokoleniom obcować z czymś, co nie bawi. Element widowiska, medialności musi być obecny, by w ogóle przyciągnąć uwagę. Czy da się to pogodzić z nauką? Da się.
Tak jak centra nauki i edukacji pojawiają się coraz liczniej w Polsce (o czym w naszym przewodniku na stronach 60-63), tak również od lat przybywa festiwali nauk. Ich popularność rośnie – warszawska edycja Festiwalu Nauki (pierwsza taka impreza w Polsce) w tym roku odbyła się już po raz dwudziesty. Dolnośląski Festiwal zorganizowano po raz dziewiętnasty, lubelski miał trzynaście edycji, podlaski – czternaście. Te najbardziej znane wydarzenia rozrastają się – są coraz bogatsze, interdyscyplinarne i pomysłowe. Stoi za nimi potencjał naukowy dużych miast, gdzie ośrodki naukowe są w stanie przygotować zróżnicowany program.

Zainteresowanie? Ogromne. Warszawski festiwal nauki w minionych latach gościł od 45 tys. do nawet 75 tys. osób. W mniejszych ośrodkach skala jest rzecz jasna inna – ale równie imponująca. Przyciąga to, że każdy, niezależnie od zainteresowań, znajdzie coś dla siebie. Wydarzenia pełne są spotkań, gdzie nie brakuje pokazów napędzających wyobraźnię. Kontrolowane wybuchy? Bywają.

Ale festiwale nauki nie skupiają się tylko na tym co lekkostrawne i przyjemne dla oka – to także okazja do dyskusji o ważnych problemach i wyzwaniach społecznych, spotkania dla koneserów i pasjonatów-amatorów głęboko zakopanych w jakiejś dziedzinie wiedzy. W maju na podlaskim festiwalu nauki odbyło się ok. 400 wydarzeń. We wrześniu podczas festiwalu warszawskiego – ok. 500. Zarówno z dziedzin eksperymentalnych jak fizyka, chemia, astronomia, gdzie o efekt „wow” łatwiej, jak i tych mniej zjawiskowych jak socjologia, prawo czy geologia.

Naukowe eksperymenty podczas letniego wypoczynku? Czemu nie! Podczas ubiegłorocznej #latostrefy polskie plaże stawały się również małymi laboratoriami naukowymi. / fot. Latostrefa
Naukowe eksperymenty podczas letniego wypoczynku? Czemu nie! Podczas ubiegłorocznej #latostrefy polskie plaże stawały się również małymi laboratoriami naukowymi. / fot. Latostrefa

Po drugie: docierać wszędzie

Warto zwrócić uwagę na Dolnośląski Festiwal Nauki. Wyróżnia się na tle innych imprez tego typu – główna impreza odbywa się we Wrocławiu, ale potem rusza w tournée po kilku miastach województwa, także tych mniejszych. To ważne, by z przekazem „nauka jest ekscytująca” dotrzeć także w możliwie jak najwięcej miejsc.

Pozytywnym sygnałem jest to, że nawet latem nie uciekamy od intelektualnych rozrywek i chętnie się w nie włączamy. Punktem obowiązkowym letnich imprez nadmorskich czy śródlądowych pikników stają się powoli pokazy naukowe. Czasem są to małe eksperymenty, innym razem rozbudowane strefy do przeprowadzania doświadczeń. Tuż obok miejsc gdzie pod okiem instruktora pracuje się nad fizyczną tężyzną czy uprawia jogę na piasku, stają namioty i sceny z improwizowanymi laboratoriami i probówkami. W zdrowym ciele, zdrowy duch, czyż nie?

Radek Brzózka, dziennikarz naukowy, autor programu „Jak to działa?” w telewizji publicznej w trakcie cyklicznej imprezy #latostrefa (latem 2015 roku wędrowała po polskim wybrzeżu) prowadził zajęcia w takiej Strefie Nauki. W czterech laboratoriach, których patronami byli Alfred Nobel, Isaac Newton, Thomas Edison i Maria Skłodowska-Curie, włączał najmłodszych do udziału w eksperymentach i pokazach. Brzózka, tak jak w swoim telewizyjnym programie, opowiadał o tajnikach funkcjonowania rzeczy i zjawisk wokół nas. Trzeba było widzieć z jaką uwagą wysłuchiwały go dzieci (będące na wakacjach!).

Festiwale naukowe to gratka dla najmłodszych. Np. na Festiwal Nauki Małego Człowieka zapraszane są dzieci i ich rodzice. Warszawskie i pozawarszawskie uczelnie, instytucje, firmy i szkoły przygotowały w tym roku aż 54 specjalne wystawy i atrakcje. / fot. Festiwal Nauki Małego Człowieka
Festiwale naukowe to gratka dla najmłodszych. Np. na Festiwal Nauki Małego Człowieka zapraszane są dzieci i ich rodzice. Warszawskie i pozawarszawskie uczelnie, instytucje, firmy i szkoły przygotowały w tym roku aż 54 specjalne wystawy i atrakcje. / fot. Festiwal Nauki Małego Człowieka

Po trzecie: mentorzy

Radek Brzózka program „Jak to działa?” prowadzi od 2011 roku. Kontynuuje tym samym dobre tradycje programów edukacyjnych, które towarzyszą telewizji od początku jej istnienia. Szklany ekran u zarania swojej historii postrzegano też jako narzędzie upowszechniania wiedzy i edukacji społeczeństwa. W czasach dogłębnej komercjalizacji tego medium misja niesienia kaganka oświaty trochę przyblakła. Choć popularność kanałów popularnonaukowych nadal jest silna – ich udział w oglądalności wynosi pewne ponad 2% (pamiętajmy, że w większości wypadków nie są to kanały ogólnodostępne). „Jak to działa?”, „Sonda”, „Sensacje XX wieku” i tym podobne programy łączą w sobie edukacyjna misję z medialną przystępnością – wielka w tym rola zarówno samej konstrukcji audycji, jak i prowadzących. Charyzmatycznych i czujących siłę mediów – potrafiących je dobrze wykorzystać. Nauka jak mało która dziedzina potrzebuje mentora, eksperta, kogoś kto zna się na tym, o czym opowiada i potrafi swoją pasją zarażać innych.

Takich mentorów nie brakuje też w głównym medium młodych odbiorców – internecie. Z jednej strony mamy cieszące się olbrzymią popularnością wykłady TED, w których biorą udział najznamienitsi naukowcy i myśliciele świata. Obejrzyjcie – ci ludzie potrafią zarazić swoją pasją! Z drugiej – działa dziesiątki wideoblogów o tematyce naukowej. Ich autorami nie są naukowcy, ale dzięki wsparciu ekspertów opowiadają w fascynujący i merytoryczny sposób o tym, jak działa świat. A że są to ludzie młodzi, to najlepiej czują potrzeby swoich odbiorców. Dla milionów internautów są przewodnikami do świata wiedzy. Wystarczy chociaż spojrzeć na statystyki – dwa najpopularniejsze kanały naukowe w Polsce na YouTube – Polimaty oraz SciFun gromadzą odpowiednio 405 tys. i 662 tys. widzów. Filmy na tych kanałach oglądano łącznie ponad 114 mln razy!

Po czwarte: wyjść do ludzi

Na szczęście walka o zarażanie pasją do nauki nie ogranicza się tylko do internetu. W Polsce działają organizacje, które pokazują, że zdobywanie wiedzy może być świetną zabawą i sposobem na spędzanie wolnego czasu. Nie brakuje miejsc gdzie pasjonaci jakiejś dziedziny spotykają się, by wspólnie wymieniać doświadczenia. Jedną z nich jest np. Polskie Towarzystwo Miłośników Astronomii (PTMA), którego korzenie sięgają okresu przedwojennego. PTMA zrzesza astronomów-amatorów, którzy swój prywatny czas poświęcają na obserwacje nieba – gwiazd, planet, meteorów czy słońca. Obcowanie z niebem jest przyjemnością samą w sobie, dostępną dla każdego. A obserwacje nieba może rozpocząć każdy - o ile nie boi się nocnych spacerów. Nie jest potrzebny do tego żaden sprzęt.

Pasję astronomów-amatorów wykorzystuje się w badaniach naukowych – zebrane przez nich dane trafiają do ośrodków naukowych, które analizują np. gwiazdy zmienne albo roje meteorów. PTMA to jedno z prężniej działających stowarzyszeń - prowadzi zajęcia promujące astronomię, a ich członków można spotkać podczas zaćmień słońca, księżyca czy niezwykłych zjawisk na niebie. Wtedy ze swoimi teleskopami wychodzą, by pokazać innym piękno zjawisk ponad naszymi głowami. Co więcej: dosłownie walczą o niebo. Jednym z zadań PTMA jest walka o redukcję zanieczyszczenia światłem. Rozwój miast i cywilizacji sprawia, że miejsc, gdzie widać rozgwieżdżone niebo jest coraz mniej. Lampy i miejskie światła dominują. A czym dla młodych odkrywców byłaby noc bez gwiazd?

Czy jest coś bardziej inspirującego do odkrywania nieznanego niż nocne moebo? O to, by było ono jak najbardziej ciemne i piękne walczy m.in. Polskie Towarzystwo Miłośników Astronomii. / fot. Marek Komisaruk, komisaruk-design.pl
Czy jest coś bardziej inspirującego do odkrywania nieznanego niż nocne moebo? O to, by było ono jak najbardziej ciemne i piękne walczy m.in. Polskie Towarzystwo Miłośników Astronomii. / fot. Marek Komisaruk, komisaruk-design.pl

Po piąte: dostępność

Chyba nigdy w historii ludzkości dostęp do wiedzy i osiągnięć nauki nie był tak powszechny i łatwy jak teraz. Podręczne komputery w postaci smartfonów w 2015 roku miały znajdować się w kieszeniach ponad 60% Polaków. Praktycznie cała ludzka wiedza, olbrzymia część dorobku kulturalnego i znacznie więcej, jest na wyciągnięcie ręki (ba, kciuka!) każdego z nas. W styczniu tego roku największa encyklopedia w historii świata - Wikipedia - świętowała 15. urodziny. Co miesiąc polska edycja notuje 263 mln wyświetleń. To sporo mówi o głodzie wiedzy.

W 2011 roku Google uruchomiło swój program Art&Culture, w ramach którego udostępniono tysiące wysokiej jakości zdjęć dzieł sztuki i zabytków z kilkuset muzeów i placówek kultury na całym świecie. Dziewiętnaście z nich jest ulokowanych w Polsce. Dzięki temu każdy, kto chce (ale z jakichś powodów nie może dotrzeć na miejsce), może z bliska analizować i oglądać dzieła sztuki z najważniejszych muzeów świata. Ciekawi was, jakie źrenice ma Mona Lisa? Proszę sprawdzić. Wystarczy smartfon albo komputer.

Także mniejsze placówki we własnym zakresie digitalizują swoje zbiory – np. Teatr Juliusza Słowackiego w Krakowie stworzył wirtualny (i realny też) Lamus Teatralny, w którym można oglądać kostiumy i rekwizyty używane podczas przedstawień na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Ninateka z kolei to baza setek bezpłatnych materiałów wideo – polskich filmów fabularnych, dokumentów oraz zapisów spektakli teatralnych. Prawdziwa gratka dla teatro- i kinomaniaków.

Technologie cyfrowe sprawiają, że każdy z nas może być odkrywcą i badaczem. A dostęp do wiedzy jest bardziej demokratyczny, niż kiedykolwiek. Prowadzenie badań naukowych, zgłębianie swoich pasji jest dziś osiągalne na poziomie, który nie był dostępny nikomu wcześniej. Możemy szukać pozaziemskich cywilizacji w ramach takich programów jak SETI@Home. Możemy czytać i przeglądać największe biblioteki świata. Google (firma, która najwyraźniej postawiła sobie za zadanie zindeksowanie całej ludzkiej wiedzy) chce zeskanować wszystkie książki wydane na świecie. Na ten moment ma 25 ze 130 mln. Trochę jeszcze zostało, ale i tak dziś Google Books to miejsce podstawowych poszukiwań bibliografii do prac dyplomowych.

Także polskie biblioteki archiwizują swoje zbiory – już dziś możemy przeglądać setki książek i czasopism zgromadzonych w archiwach państwowych. Bez wychodzenia z domu historyk-amator może czytać starodruki czy XIX-wieczną prasę. Np. w Bibliotece Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu znajduje się jeden z najcenniejszych zbiorów starodruków w Polsce, czyli wydawnictw opublikowanych do XVIII wieku. Wszystkie najcenniejsze zabytki piśmiennictwa zdigitalizowano i teraz są dostępne na stronach Dolnośląskiej Biblioteki Cyfrowej. To prawdziwa gratka dla tych, którzy zajmują się hobbystycznie badaniem przeszłości.

Nauka ma za zadanie dawać odpowiedzi, ale też zachęcać do stawiania kolejnych pytań. Nie wolno nam stracić tej niezwykłej okazji do bycia odkrywcą, skoro dano nam tyle narzędzi, by nim zostać. Nawet jeśli nie polecimy na Marsa, to możemy dotrzeć do innych, równie ciekawych miejsc tu na Ziemi.

 

Cykl imprez #latostrefa, digitalizacja zasobów w Bibliotece Zakładu Narodowego im. Ossolińskich oraz powstanie Lamusa Teatralnego przy Teatrze im. J. Słowackiego w Krakowie były finansowane ze środków EOG.

ilustracja: Agnieszka Dworańczyk, www.pannakreseczka.pl

popnauka-male.jpg
popnauka-male.jpg

REKOMENDOWANE DLA CIEBIE