Dostarczamy HUMANistycznych inspiracji - ZNAJDŹ NAS NA FACEBOOKU! Albo od razu polub
Piękny umysł

Piękny umysł

Humanmag

Nasze wyobrażenia na temat schorzeń psychicznych i neurologicznych wciąż obrośnięte są licznymi przesądami i stereotypami. Boimy się o nich rozmawiać, a to sprawia, że łatwo zbagatelizować pierwsze objawy. Trzeba to zmienić.

Piotr Sawczuk, Arkadiusz Kaczanowski
Wtorek, 12 Stycznia 2016

  • Skomentuj

Sposób w jaki myślimy o chorobach umysłu, jest w dużym stopniu winą popkultury. W listopadzie 2015 roku dr Andrzej Cechnicki, Kierownik Zakładu Psychiatrii Środowiskowej Katedry Psychiatrii CMUJ, wystosował list otwarty do polskich mediów.

Z niepokojem obserwujemy zjawisko występowania w polskich serialach stygmatyzujących treści dotyczących osób chorujących psychicznie. W ciągu ostatnich kilku miesięcy w [popularnych serialach – przyp. Red.] mieliśmy do czynienia z przekazem, który budował fałszywy obraz osoby chorującej psychicznie, bazujący na społecznych lękach i stereotypach dotyczących zaburzeń psychicznych

– alarmował.

Chodziło o seriale z milionowymi widowniami, które emitowane są w najlepszych czasach antenowych. Oczywiście można zadać pytanie: serial bazuje na stereotypach czy je buduje? Na pewno je utrwala. Te szkodliwe, wykluczające, wywołujące obawy zarówno w „zdrowym społeczeństwie”, jak i u samych chorych. Bo co będzie, gdy zachoruję? Co będzie, gdy inni dowiedzą się, że jestem chory? Boimy się pytać, prosić o pomoc albo w ogóle myśleć o tym, że możemy być chorzy. Już samo określenie „choroba psychiczna” uruchamia wiele barier. Trzeba je oddemonizować.

Docent Napoleon Waszkiewicz, z którym rozmowę przeczytacie w tym numerze magazynu Human, zdradza: ponad 38% populacji Europy cierpi w ciągu roku na jakieś zaburzenie psychiczne. Zwykle są to lekkie problemy, z którymi możemy sobie poradzić. Ale jeśli zostaną zbagatelizowane, mogą zacząć ciążyć.

Czeka nas epidemia problemów. Starzejemy się jako społeczeństwo i liczba osób, które będą korzystać z dobrodziejstwa długiego życia, będzie rosnąć. Narastać będą też problemy ubytków poznawczych, które czynią człowieka bezradnym

– przestrzegał prof. Jacek Wciórka w rozmowie z Adamem Szostkiewiczem („ja, my, oni”, nr 3/2011). Dlatego tak ważna jest edukacja. I to jak najszersza, pozytywna – dodaje Docent Waszkiewicz. Musimy sobie uświadomić, że zaburzenia psychiczne są czymś zwyczajnym. Lęk, depresje, zaburzenia snu da się i trzeba leczyć. Jak najwcześniej.

ilustracja: <a href=

Nie bać się szpitala

Szpital im. dr Józefa Babińskiego w Kobierzynie powstał ponad 100 lat temu jako samodzielne miasto-ogród, dziś jest wyjątkowym na skale Europy zabytkiem architektury, ale też – sprawnie funkcjonującą placówką. Znajduje się ok. siedem kilometrów od ścisłego centrum Krakowa, zajmuje 52 ha. Wiele budynków tutaj to stare pałacyki, między którymi snują się aleje obrośnięte starymi drzewami. Jest nastrojowo, aż prosi się o więcej spacerowiczów. Ale tych brakuje - może dlatego, że Szpital Babińskiego to miejsce, gdzie leczy się chorych psychicznie?

Bo gdy myślimy o szpitalu psychiatrycznym, to co widzimy? Pokoje bez klamek, miękkie ściany? Może przypomina się nam „Lot nad kukułczym gniazdem”? Szpital w Kobierzynie tak nie wygląda. Działa tu sześć pracowni plastycznych, grupy teatralne, muzykoterapeutyczne oraz klub poetycki „WiR”. Jest grupa taneczna, której uczestnicy zdobywają nagrody na turniejach tańca. Działa też pracownia florystyczna.

Szpital Babińskiego, krakowskie Stowarzyszenie Archipelagi Kultury oraz Fundacja Revita Kraków-Kobierzyn postanowili więc coś zrobić, by przełamać obawy i stereotypy, a kobierzyńską placówkę wprowadzić na mapę atrakcji turystycznych i kulturalnych Krakowa. To był jeden z celów projektu „Kobierzyn Bliżej”, który powstał by przełamywać opory i negatywne wyobrażenia, jakie wiążą się chorobami psychicznymi.

ilustracja: www.PannaKreseczka.pl
ilustracja: www.PannaKreseczka.pl

Nasz projekt pozwoli pacjentom szpitala psychiatrycznego opowiedzieć własnym głosem o chorobie i leczeniu, które współcześnie może wyglądać inaczej, niż to sobie wyobrażamy. To pozwala przełamać barierę niewiedzy u osób, które nie miały dotąd kontaktu z takimi chorobami

– opowiadają przedstawiciele Stowarzyszenia Antropologicznego Archipelagi Kultury, którzy współorganizowali projekt.

Zaprosili uczestników warsztatów na spotkania w Szpitalu, gdzie można było porozmawiać z chorymi, z lekarzami, przekonać się jak dziś leczy się osoby chore psychicznie. Prowadzili też badania - wywiady prowadzone z pacjentami Szpitala w trakcie projektu posłużą do stworzenia publikacji naukowej, która przedstawi problematykę chorób psychicznych w nowej, antropologicznej perspektywie. Wyniki poznamy w 2016 roku. Na bazie tych doświadczeń i spotkań powstają materiały edukacyjne, w tym plany zajęć o chorobach psychicznych.

Jeździmy, szkolimy

Choroby neurologiczne w społecznym odbiorze często są równie nierozpoznane jak psychiczne. Zresztą dla wielu z nas granica między psychiatrią a neurologią nie jest wyraźna – obie nauki mają to samo pochodzenie, czasem wspólne zainteresowania, przenikają się. W efekcie braku wiedzy choroby mózgu mylimy z chorobami umysłu.

Między innymi dlatego Stowarzyszenie Syndrom Tourette'a rozpoczęło pracę nad uświadamianiem natury tej choroby. Zorganizowało akcję „Z Tourettem po Polsce". Brzmi jak tytuł przewodnika turystycznego i coś w tym skojarzeniu jest na rzeczy. Wolontariusze podróżują po Polsce i wyjaśniają ma czym polega zespół Touretta (to wrodzone zaburzenie neurologiczne, które charakteryzuje się występowaniem licznych tików ruchowych i głosowych). Opowiadają, czy to może być groźne (zazwyczaj tiki są łagodne, ale bywa że w cięższych przypadkach symptomem choroby jest niekontrolowane przeklinanie lub wykonywanie nieprzyzwoitych gestów). Podpowiadają też: to wcale nie taka rzadka choroba (dotyka około 1%, u dzieci między 5. a 18. rokiem życia, co w Polsce daje 60 tysięcy dzieci).

{media;265;Zorganizowany w ramach akcji „Tourettem po Polsce” piknik rodzinnyw Warszawie. / Fot. Stowarzyszenie Syndrom Touretta;http://pliki.humanmag.pl/i/00/02/65/000265.jpg;http://pliki.humanmag.pl/i/00/02/65/000265_940.jpg}

Szkolenie dla rodziców w ramach akcji z „Tourettem po Polsce”. / Fot. Stowarzyszenie Syndrom Touretta
Szkolenie dla rodziców w ramach akcji z „Tourettem po Polsce”. / Fot. Stowarzyszenie Syndrom Touretta

To jak postrzegani są ludzie z zespołem Gillesa de la Tourette'a (GTS) zależy przede wszystkim od nasilenia choroby. Zdecydowana większość chorych ma objawy łagodne, które nie przeszkadzają w życiu, a nawet większość z tych osób nie zgłasza się do lekarza, bo nie wie ze ma taką chorobę

– podkreśla dr hab. n. med. Piotr Janik z oddziału neurologicznego Szpitala Wolskiego w Warszawie.

Ale chorzy, którzy mają silniejsze tiki, są odbierani przez społeczeństwo trochę inaczej. Gwałtowne tiki takie jak ruchy głową, ręką, nogą, oczami, w obrębie twarzy, tiki głosowe, mimowolne przeklinanie, to coś, co niestety może być nawet stygmatyzujące

- dodaje.

Dzięki projektowi „Z Tourretem przez Polskę” powstała sieć kilkudziesięciu przeszkolonych wolontariuszy (liderów lokalnych i pomocników), którzy działają w różnych regionach całej Polski. W tym gronie są sami chorzy, ich rodzice, rodzeństwo i ci, którzy chcą działać na rzecz społeczeństwa. Organizują szkolenia, prowadzą pogadanki w szkołach dla uczniów, dla nauczycieli, dla studentów medycyny. Czasem się też bawią: wszyscy (i zdrowi, i chorzy) spotykają się na imprezach integracyjnych. Może być to tzw. „Żywa Biblioteka”, w której w roli książek występują osoby opowiadające swoje historie – życia z chorobą albo z osobą chorą. A czasem zawody sportowe z udziałem reprezentanta Polski w koszykówce, który również zmaga się z Tourettem. Chodzi o to, by pokazać, że mimo zaburzeń, chorzy są częścią społeczeństwa i są w stanie doskonale i bez szkody dla kogokolwiek ze swoich ról się wywiązywać.

Zawsze powtarzam, że jeśli w trakcie leczenia chorych, objawy się zmniejszają, powinni oni normalnie wracać do pracy, szukać pracy, normalnie funkcjonować, bo absolutnie nie ma do tego żadnych przeciwwskazań

– podkreśla docent Janik.

Bo jeśli szukać sposobu na zrozumienie tego, co uważamy za „nienormalne” (brzydkie słowo, przepraszamy), to przede wszystkim musimy zrozumieć, że jest to element naszej codzienności. Z którym możemy sobie poradzić, jeśli tylko nie będziemy się bać chorób umysłu i mózgu. Ani naszego, ani innych.

PROJEKTY „KOBIERZYN BLIŻEJ”
ORAZ „Z TOURETTEM PO POLSCE”
WSPÓŁFINANSOWANE BYŁY ZE ŚRODKÓW
EOG I FUNDUSZY NORWESKICH.

REKOMENDOWANE DLA CIEBIE