Dostarczamy HUMANistycznych inspiracji - ZNAJDŹ NAS NA FACEBOOKU! Albo od razu polub
O trawę naszą i waszą

O trawę naszą i waszą

Humanmag

Do czego służy trawa w mieście? Do kogo należy? Organizatorzy miejskich inicjatyw „trawnikowych” udowadniają, że trawa jest po to, aby na niej siedzieć. A przy okazji nauczyć się czegoś mądrego i zrobić coś dla świata

Justyna Łotowska
środa, 17 Sierpnia 2016

  • Skomentuj

Czy trawa jest po to, by z niej korzystać? Każde dziecko powie, że tak. Trwa jest po to, by po niej biegać, turlać się, siedzieć na kocu, czytać książkę. A jednak jeśli chodzi o miejskie trawniki, dla wielu zarządców zieleni trawa to przede wszystkim cenny zasób, który należy chronić. Najczęściej przed samymi mieszkańcami.

Jedzenie na trawie to świetny pretekst do spotkania z innymi, do nawiązywaniasąsiedzkich więzi. Fot. Targ Śniadaniowy (Warszawa)
Jedzenie na trawie to świetny pretekst do spotkania z innymi, do nawiązywaniasąsiedzkich więzi. Fot. Targ Śniadaniowy (Warszawa)

Dlaczego ten spór jest ważny? Bo chodzi w nim o coś więcej niż trawę. O miasto przyjazne wszystkim mieszkańcom, w którym każdy czuje się jak u siebie. O ożywienie „zabetonowanych” centrów, gdzie zieleni jak na lekarstwo, wygodnych ławek równie mało, zaś aby usiąść na miejskim rynku najczęściej musisz kupić co najmniej kawę. O poczucie przynależności do miejskiej społeczności. Wreszcie – o potrzebę bliskości natury, którą odczuwa przecież każdy człowiek.

Artykuł 144. Nie można i już

Kto na terenach przeznaczonych do użytku publicznego niszczy lub uszkadza roślinność albo depcze trawnik lub zieleniec lub też dopuszcza do niszczenia ich przez zwierzęta znajdujące się pod jego nadzorem, podlega karze grzywny do 1 000 złotych albo karze nagany”.

Artykuł 144 Kodeksu Wykroczeń z 1971 roku przez całe dziesięciolecia był właściwie jedyną odpowiedzią na pytanie „Dla kogo ta trawa?”. Na pewno nie do siedzenia, chodzenia, biegania. Nie można deptać i już. Krajobraz polskich parków „zdobiły” więc jak Polska długa i szeroka tabliczki z napisem „Nie deptać trawy”, a patrole milicji czy, w nowszych czasach, strażników miejskich przeczesywały zieleńce w poszukiwaniu krnąbrnych piknikowiczów. Mieszkańcy Poznania do dzisiaj wspominają lotne oddziały strażników, które latem kilka razy dziennie „zasadzały się” na opalających się na trawie przed Operą studentów czy rodziców z dziećmi siedzącymi na kocykach. Nie można i już.

Możliwość piknikowania na trawie to wspaniała okazja do wzmacniania więzirodzinnych, jak i sąsiedzkich. Fot. Małgorzata Replińska/Pracownia ZrównoważonegoRozwoju
Możliwość piknikowania na trawie to wspaniała okazja do wzmacniania więzirodzinnych, jak i sąsiedzkich. Fot. Małgorzata Replińska/Pracownia ZrównoważonegoRozwoju

Kiedy w 2010 roku sejm znowelizował archaiczny zapis, wydawało się, że miejskie trawniki staną się wreszcie miejscem odpoczynku dla mieszkańców. W artykule 144. pojawił się znamienny dopisek: „Kto […] depcze trawnik lub zieleniec w miejscach innych niż wyznaczone dla celów rekreacji przez właściwego zarządcę terenu…”. A więc wreszcie można. Po czterdziestu latach dogoniliśmy Europę, gdzie widok mieszkańców okupujących z kocami każdy skrawek zieleni w mieście od dawna już był czymś zupełnie normalnym. Dogoniliśmy oczywiście czysto teoretycznie, bo w praktyce decydujący wciąż pozostaje enigmatyczny głos „zarządcy terenu”. Tymczasem jednak mieszkańcy zaczęli przejmować sprawy we własne ręce. A dokładnie rzecz ujmując, zaczęli przejmować miejskie trawniki.

Czy trawa może być zabytkiem?

Kielce, maj 2015 roku. Grupa mieszkańców zrzeszona w nieformalnym Letnim Klubie Śniadaniowym występuje do władz miasta o pozwolenie na zorganizowanie w miejskim parku pikniku pod hasłem „Śniadanie na trawie”. Dostaje zgodę pod warunkiem, że… wszystkie koce zostaną rozłożone na asfaltowych alejkach parku. Absurd? Jak najbardziej. Przeszkoda? W żadnym wypadku – asfaltowy piknik się odbył, a dzięki temu, że przybrał formę happeningu, wołanie o przyjazną przestrzeń w mieście, o więcej zieleni, o odzyskanie centrów miast przez mieszkańców, zostało usłyszane w całej Polsce.

Warszawski Targ Śniadaniowy odbywa się dziś już m.in. na Żoliborzu, Mokotowie,Pradze Płd, Ursynowie. Fot. Targ Śniadaniowy (Warszawa)
Warszawski Targ Śniadaniowy odbywa się dziś już m.in. na Żoliborzu, Mokotowie,Pradze Płd, Ursynowie. Fot. Targ Śniadaniowy (Warszawa)

Jak mówią założycielki Letniego Klubu Śniadaniowego, kieleckie śniadania na trawie były efektem wiosennych przemyśleń na temat tego, jak w miastach brakuje swobody i radości, uśmiechniętych ludzi w parkach, spędzających czas z rodziną i przyjaciółmi na świeżym powietrzu, spokojnych, wspólnych posiłków.

- Pomyślałyśmy, że może innym mieszkańcom miasta brakuje tego samego. Pomysł chwycił - okazało się, że ludzie chcą wyjść z domu i szukają okazji do wspólnego spędzenia czasu, a to dało nam inspirację do działania – mówi Katarzyna Kędzierska, jedna z założycielek Klubu, którego skrót (LKŚ) pochodzi od pierwszych liter ich nazwisk. - W międzyczasie dołączyli do nas przyjaciele i teraz LKŚ to całkiem spora grupa radosnych, energicznych ludzi.

Dlaczego mieszkańcy Kielc tak licznie odpowiedzieli na tę inicjatywę? Letni Klub Śniadaniowy ma na to odpowiedź – życie w dużych miastach jest szybkie i głośne, brakuje w nim niezobowiązujących aktywności i kontaktów międzyludzkich. Ludzie ciągle się spieszą, tęsknią za czasem spędzanym z rodziną, dlatego kiedy pojawia się okazja „powrotu do natury”, chociaż na kilka godzin, chętnie z niej korzystają.

Mieć pozytywny przekaz i walczyć o swoje

Pierwsze Śniadanie na Trawie odbyło się w kieleckim parku w 2014 roku bez żadnych przeszkód. Rok później – wielkie zaskoczenie.

Toruńskie Śniadanie na Trawie – w samym centrum miasta, na ponad2 tys. m2 naturalnej trawy. Fot. Małgorzata Replińska/Pracownia ZrównoważonegoRozwoju
Toruńskie Śniadanie na Trawie – w samym centrum miasta, na ponad2 tys. m2 naturalnej trawy. Fot. Małgorzata Replińska/Pracownia ZrównoważonegoRozwoju

- Dostałyśmy zgodę urzędników, ale z zakazem siedzenia na trawie. Bo trawa zabytkowa, pod opieką konserwatora zabytków – wspomina Katarzyna Kędzierska. - Zrobiła się z tego wielka sprawa. Była przedmiotem obrad sesji Rady Miasta, pojawiła się w wielu materiałach medialnych. Uczestnicy pikników zostali przez Zastępcę Prezydenta nazwani nawet "wywrotowcami". Z jednej strony było to komiczne, a z drugiej powodowało jakiś społeczny bunt. Na szczęście udowodniliśmy, że to nie miejsce jest ważne, a idea. “Piknik na bruku” był świetną imprezą pomimo niesprzyjających warunków. Przyszły całe rodziny, graliśmy w klasy i gumę, mieliśmy świeżą trawę w kubeczkach, tak żeby każdy mógł jej chociaż dotknąć, jedna z osób przyniosła nawet rozkładaną sztuczną trawę, na której można było posiedzieć.

Urzędnicy przekonali się, że kielczanie będą walczyć o swój park i możliwość spędzania w nim czasu - kolejne pikniki wróciły na trawę. W 2016 roku odbędą się aż trzy Śniadania na Trawie, Letni Klub Śniadaniowy planuje też retro dancing oraz stworzenie wraz z mieszkańcami kieleckich osiedli miejskich ogrodów.

Jak siedząc na trawie zrobić coś dla świata?

Wiedzą o tym w Toruniu, gdzie Śniadania na Trawie organizowane są już od 2008 roku z okazji obchodzonego na początku czerwca Światowego Dnia Ochrony Środowiska. Co roku toruński zabytkowy Rynek zamieniany jest w jeden wielki trawnik z 2000 m2 prawdziwej trawy – spotykają się na nim mieszkańcy Torunia i okolic, organizacje pozarządowe, przedstawiciele zrównoważonego, społecznie odpowiedzialnego biznesu, lokalnych wytwórców naturalnej żywności i rękodzieła.

Targi Śniadaniowy to, jak twierdzą organizatorzy wydarzenia, świetny sposóbna ożywienie lokalnej społeczności. Fot. Targ Śniadaniowy (Warszawa)
Targi Śniadaniowy to, jak twierdzą organizatorzy wydarzenia, świetny sposóbna ożywienie lokalnej społeczności. Fot. Targ Śniadaniowy (Warszawa)

- W tym roku miała miejsce 9. już edycja Śniadania na Trawie – mówi Dominika Urzędowska z Pracowni Zrównoważonego Rozwoju organizującej wydarzenie. – Najbardziej cieszy nas fakt, że przychodzą do nas naprawdę różne osoby, w różnym wieku, ludzie na co dzień zajmujący się organizacjami pozarządowymi, ale też po prostu mieszkańcy, którzy za naszym pośrednictwem mogą też spotkać się z „pozarządówkami”.

Pracownia Zrównoważonego Rozwoju na co dzień zajmuje się przede wszystkim tematyką przestrzeni miejskiej i jej „odzyskiwania” dla mieszkańców. - Jakiś czas temu robiliśmy projekt „Senior - Aktywny Mieszkaniec!”, w którym badaliśmy oczekiwania tej grupy mieszkańców – dodaje Dominika Urzędowska. - Okazało się, że dla seniorów wiele miejskich imprez jest po prostu poza zasięgiem. Są biletowane, zbyt późno czy zbyt daleko… Nasze śniadania odbywają się więc przez cały dzień i seniorzy naprawdę mogą się poczuć częścią miasta. Nie ma tam żadnych krawężników i barier architektonicznych, są za to darmowe miejsca do siedzenia i zielona naturalna trawa w samym centrum miasta.

Jak mówią organizatorzy, każdego roku, od samego rana z niecodziennej możliwości korzystają dzieci z całego Starego Miasta — turlają się po trawie, grają w piłkę, rozkładają koce. W tym samym czasie dorośli mogą spotkać się z przyjaciółmi, ćwiczyć jogę, tańczyć copoeirę. Toruńskie śniadanie na trawie to jednak coś więcej niż możliwość spędzenia miłego dnia na kocu. Uczestnicy biorą udział w warsztatach dotyczących ekologii, zrównoważonego rozwoju, społecznej odpowiedzialności biznesu, rozwoju społeczeństwa obywatelskiego.

Świetnie bawią się tu i integrują przede wszystkim dzieci. Fot. Targ Śniadaniowy (Warszawa)
Świetnie bawią się tu i integrują przede wszystkim dzieci. Fot. Targ Śniadaniowy (Warszawa)

Apel o przyjazną przestrzeń w mieście

W 2016 roku Śniadanie na Trawie odbyło się 5 czerwca, a wzięło w nim udział około 8 tys. osób. Polska Akcja Humanitarna zorganizowała zajęcia dla dorosłych i dzieci, w czasie których można było dowiedzieć się, jak pozyskuje się wodę tam, gdzie nie sposób zbudować studni, jak wygląda typowy dzień mieszkańca Kenii czy uchodźcy z Syrii. W namiocie Amnesty International na uczestników czekały warsztaty dotyczące praw człowieka. Na stoisku Greenpeace dzieci uczyły się, jak rośnie las, jak budować domki dla owadów, dlaczego warto dbać o pszczoły.

- Organizując Śniadanie na Trawie chcemy pokazać, że zieleń w mieście jest bardzo potrzebna, że nie można wszystkiego brukować, betonować, mówiąc jednocześnie, że tak wygląda nowoczesność – wyjaśnia Dominika Urzędowska. - Ludzie w mieście potrzebują przyrody. Ciągle zbyt mało jest miejsc, gdzie można rozłożyć koc, puścić dzieciaki na trawę i nie bać się, że w coś wdepną. Śniadanie na Trawie to nasz apel o przyjazne przestrzenie w mieście.

Odżywić i ożywić czyli lokalnie jest fajnie

Od siedzenia na trawie i przyjemnego spędzania czasu w gronie rodziny lub przyjaciół wyszedł też pomysł na Targ Śniadaniowy, który zyskał już ogromną popularność w Warszawie. W każdy weekend w Parku Przy Bażantarni na Ursynowie w piknikowej atmosferze uczestnicy celebrują wspólne śniadania. Można spróbować regionalnych specjałów z całej Polski, dań kuchni egzotycznych, kupić ekologiczne jedzenie.

Jak jednak twierdzą organizatorzy, Targ Śniadaniowy to coś więcej niż bazar z jedzeniem. To sposób na ożywienie lokalnej społeczności, wyjście naprzeciw potrzebom mieszkańców i stworzenie warunków do rozwoju więzi sąsiedzkich.

- Do tej pory udało nam się zorganizować blisko 800 spotkań w różnych miastach – Warszawie, Trójmieście, Poznaniu, Wrocławiu – mówi Krzysztof Cybruch, pomysłodawca Targu Śniadaniowego. – Powody, dla których je robimy? To chęć zrobienia czegoś od siebie aby ożywić tzw. tkankę lokalną, społeczność głodną nie tylko dobrego jedzenia, ale i relacji międzyludzkich. Chcemy pokazać, że miasto i przestrzeń wokół nas są świetne, jeśli to my tam jesteśmy. A przestrzeń to nasza wspólna sprawa, choć najczęściej tylko ją mijamy.

Dlaczego śniadanie na trawie? Po południu i wieczorem w dużych miastach sporo się dzieje, to poranki są porą dnia, kiedy warto miasto ożywić. Dlatego Targi Śniadaniowe zaczynają się co sobotę od 8 rano, od wspólnego śniadania. Kogo cieszy to najbardziej? Rodziców z małymi dziećmi! Dorośli mają czas dla siebie, a dzieci są tuż obok – komfort ten doceniają zwłaszcza ci, którzy zastanawiali się nieraz, co robić w sobotę rano z dwulatkiem, który wstał o 5.30.

- To, co na początku nazywano modą, hipsteriadą, zabawą dla brodaczy w dresach, wegan i cyklistów, po 4 latach okazało się trwałym trendem, rzeczywistą potrzebą mieszkańców wielkich miast – dodaje Krzysztof Cybruch.

Czego potrzebują więc mieszkańcy miast? Odetchnięcia? Czasu dla siebie? Dbałości o zdrowie swoje i rodziny? Obcowania z naturą? Wszystkiego naraz – mówią zgodnie organizatorzy pikników i śniadań na trawie. Zależy nam na spotykaniu się z innymi. Jedzenie czy siedzenie na trawie to tylko miły pretekst do nawiązywania normalnych, ludzkich, sąsiedzkich więzi. Do tego, by zamienić obcowanie z półką sklepową na kontakt z drugim człowiekiem.

REKOMENDOWANE DLA CIEBIE