Dostarczamy HUMANistycznych inspiracji - ZNAJDŹ NAS NA FACEBOOKU! Albo od razu polub
Niech żyje bal!

Niech żyje bal!

Humanmag

Forma karnawału, a także zwyczaje mu towarzyszące zmieniały się na przestrzeni kolejnych wieków. Każda epoka miała własną wizję szalonej zabawy. Tym niemniej łączył je wspólny mianownik w postaci wiary, że śmiech jest w stanie przegnać wszystkie smutki, a nieokiełznana radość ma moc oczyszczającą.

Mariusz Golak
Wtorek, 12 Stycznia 2016

  • Skomentuj

Karnawał… Słowo, na którego brzmienie twarz rozjaśnia się uśmiechem. Słowo, za którym kryją się barwne korowody, huczne bale i szalone zabawy. Wreszcie – tradycja obrosła mnóstwem kulturowych znaczeń, bogatą symboliką i licznymi, mniej lub bardziej zwariowanymi zwyczajami.

Świat na opak

Początków tradycji karnawałowej historycy kultury doszukują się już w starożytności, widząc w uroczystych procesjach ku czci bogini Izydy oraz ekstatycznych rzymskich dionizjach zaczyn późniejszej zabawy odbywającej się podczas kilku zimowych tygodni. Ale tak naprawdę korzenie karnawału w jego współczesnej postaci tkwią w średniowieczu. To właśnie epoka, której przypięto łatkę mrocznej i ascetycznej, zrodziła tradycję szalonej zabawy. Poczynając od Święta Trzech Króli aż do Wielkiego Postu, rynki i ciasne uliczki średniowiecznych miast wypełniały się barwnym tłumem, a cały znany ówczesnym ludziom świat stawał na głowie – dosłownie i w przenośni. „Świat na opak” – ta przewrotna zasada patronowała wszystkim karnawałowym poczynaniom doby średniowiecza. Rządy w tym czasie obejmował wybrany spośród gawiedzi „król głupców”, co miało symbolizować ulotność wszelkiej władzy, prości ludzie na kilka chwil stawali się wszechmocnymi biskupami, a po ulicach krążyli tzw. niedźwiedźnicy – prowadzeni na smyczach ludzie w zwierzęcych przebraniach, którzy znienacka straszyli niczego nie spodziewających się przechodniów. Ulice przemierzały procesje pełne dziwacznych postaci. Na krótki czas zhierarchizowany świat, spętany sztywnymi regułami i noszący piętno przemijającej doczesności pozbywał się krępujących ram, by rzucić się w wir nieskrępowanego hedonizmu.

Ogniste tańce, błyszczące stroje zdobione cekinami i piórami, a także żywiołowa muzyka – najsłynniejszy karnawał na świecie odbywa się w Rio de Janeiro. Fot. Fotolia
Ogniste tańce, błyszczące stroje zdobione cekinami i piórami, a także żywiołowa muzyka – najsłynniejszy karnawał na świecie odbywa się w Rio de Janeiro. Fot. Fotolia

Ówczesną atmosferę świetnie oddaje XVI-wieczny obraz niderlandzkiego malarza, Pietera Breugla, zatytułowany jakże znacząco – „Wojna postu z karnawałem”. Postać utożsamiająca karnawał to otyły jegomość siedzący okrakiem na pokaźnej beczce, trzymający w ręku rożen z głową prosięcia, pieczoną kaczką i kiełbasą. Zamiast nakrycia głowy ma… pasztet. Przez rynek pełen ogryzionych kości i porozrzucanych kart do gry beczkę pchają komiczni przebierańcy w maskach i z przypiętymi sztucznymi włosami. Tak właśnie odmalowany karnawał mierzył się z ascetycznym postem.

Karnawał na staropolską nutę

W polskim kalendarzu karnawał, zwany bardziej swojsko zapustami, zadomowił się na dobre w XVI wieku. Od tego momentu stał się nieodzownym elementem życia szlachty. Głównym punktem staropolskich zapustów było wielodniowe biesiadowanie przy suto zastawionych stołach, a także kuligi, które szybko awansowały do rangi ulubionej zimowej rozrywki. Sanie przy wtórze muzyki odwiedzały wszystkie okoliczne dwory, opuszczając je dopiero po opróżnieniu piwnic z jadła i napitków. Na odchodnym – rzecz jasna – „porywano” kilku domowników, po czym ruszano w dalszą drogę, w kierunku kolejnego majaczącego na horyzoncie dworu.

Do tego dochodziły maskarady, zwyczaj zaszczepiony na polskim gruncie przez przybyłych do naszego kraju Włochów, w czym swoją zasługę miała królowa Bona. Zakładanie maski pozwalało znieść choć na chwilę różnice stanowe i zachować anonimowość, co sprzyjało niczym nieskrępowanej zabawie. Przebierano się za błaznów, królów, biskupów, a nawet… Turków. Modne były stroje osłów i diabłów. Bogaci przebierali się za biedaków, a biedacy za możnych. Ponoć najsłynniejsze reduty, bo tak niegdyś zwano bale maskowe, organizował w Warszawie Włoch Salvador.

W 2008 roku karnawał w Binche został wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Fot. Fotolia
W 2008 roku karnawał w Binche został wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Fot. Fotolia

Ówczesne życie towarzyskie kwitło, a karnawałowe uczty i bale stawały się równocześnie pretekstem do swatania panien – młode damy szukały kandydatów na mężów, zaś kawalerowie rozglądali się za przyszłymi żonami. W trakcie balów panny miały specjalne karneciki, do których wpisywały nazwiska kandydatów do kolejnych tańców, natomiast młodzieńcy starali się za wszelką cenę znaleźć na liście panny miłej ich sercu. Nad wszystkim czuwały matki, kuzynki i babki, które miały baczenie, by ich podopieczne dokonały wyboru najlepszej partii.

Karnawał w Wenecji kojarzy się przede wszystkim z fantazyjnymi maskami, których tradycja liczy kilkaset lat. Fot. Fotolia
Karnawał w Wenecji kojarzy się przede wszystkim z fantazyjnymi maskami, których tradycja liczy kilkaset lat. Fot. Fotolia

W dworach szlacheckich i rezydencjach możnowładców bale i uczty miały niezwykle wytworny charakter. Nieco skromniej bawili się mieszczanie i rzemieślnicy. Nie można też zapominać o chłopskich karnawałach – żywiołowych i pełnych oryginalnych zwyczajów. Tym niemniej między Świętem Trzech Króli a Wielkim Postem bawili się wszyscy – nie bacząc na stan społeczny i majętność.

Czas zaborów przyniósł kres hucznym sarmackim karnawałom. Stały się one bardziej kameralne i podobne towarzyskim spotkaniom, pozbawionym wcześniejszej beztroski i rozrzutności.

Od Wenecji do Rio

Wenecja i Rio de Janeiro to miasta, które budzą automatyczne i nieodparte skojarzenia z karnawałem. Nic dziwnego, skoro właśnie tam odbywają się obecnie najbardziej widowiskowe i największe karnawałowe zabawy uliczne. Wenecja to wielowiekowa tradycja i… nieodłączne maski. Przerażająca maska medyka z długim dziobem, której powstanie sięga czasów średniowiecznej zarazy, Colombina i Pierrot, wreszcie – ascetyczna biała maska zestawiona z trójgraniastym kapeluszem i ciemną peleryną – to tylko wybrane, ale za to najbardziej charakterystyczne maski weneckiego karnawału. Podczas karnawałowych dni w Wenecji wszyscy gromadzą się – rzecz jasna – na placu św. Marka, który staje się na ten czas wielką salą balową. Otoczony z trzech stron zabytkowymi budynkami wypełnia się wielobarwnym tłumem. Zabawę inauguruje słynny „lot anioła”, gdy młoda kobieta zjeżdża na linach z dzwonnicy na placu św. Marka. Kolorowy korowód rusza w kierunku Bazyliki św. Marka, a na Canal Grande wypływają piękne łodzie z ludźmi w historycznych kostiumach. Każdej edycji weneckiego karnawału patronuje inny motyw, któremu podporządkowane są wszystkie zabawy.

Oryginalne maski weneckie to małe dzieła sztuki, ręcznie wykonywane z najlepszych materiałów. Fot. Fotolia
Oryginalne maski weneckie to małe dzieła sztuki, ręcznie wykonywane z najlepszych materiałów. Fot. Fotolia

O ile wenecki karnawał uznawany jest za najstarszy, to odbywający się w Rio de Janeiro – za najpopularniejszy. Rozpoczyna go oficjalne przekazane kluczy do miasta uczestnikom oraz widowiskowy pokaz sztucznych ogni. Przez pięć kolejnych dni i nocy na specjalnym sambodromie (jego projekt stworzył słynny architekt, Oscar Niemeyer) brazylijskie szkoły samby rywalizują o tytuł najlepszej. Ogniste tańce, błyszczące stroje zdobione cekinami i piórami, a także żywiołowa muzyka wypełniają ulice Rio, nie omijając słynnej plaży Copacabana.

Wenecja i Rio de Janeiro to najbardziej rozpoznawalne, ale nie jedyne karnawałowe zabawy uliczne. Przykładowo, w Nowym Orleanie odbywa się Mardi Gras, podczas którego przez miasto przejeżdżają olbrzymie, bogato zdobione platformy umieszczone na ciężarówkach, zaś na Wyspach Kanaryjskich trwa wielodniowa fiesta, która nie bez powodu nazywana jest „małym Rio”. Można by wskazać jeszcze wiele miast na całym świecie, w których karnawał przybiera równie interesującą formę. Jednak na szczególną uwagę zasługuje karnawał w Binche, niespełna 40-tysięcznym mieście leżącym w zachodniej Belgii. Każdego roku kilkuset identycznie ubranych mężczyzn (mają charakterystyczne woskowe maski z okularami i wąsami) od ponad 4 wieków maszeruje ulicami miasta, trzymając się za ręce i wystukując rytm chodakami. Podczas parady rzucają oni w tłum pomarańcze, których złapanie jest ponoć gwarancją szczęścia. W 2008 roku karnawał w Binche został wpisany na listę… niematerialnego dziedzictwa UNESCO.

Oryginalne maski weneckie to małe dzieła sztuki, ręcznie wykonywane z najlepszych materiałów. Fot. Fotolia
Oryginalne maski weneckie to małe dzieła sztuki, ręcznie wykonywane z najlepszych materiałów. Fot. Fotolia

Współczesne karnawały to przede wszystkim przyjęcia – małe i duże, kameralne i tłumne, odbywające się w mieszkaniach i restauracjach. Koniecznie z tańcami. Właśnie taniec wydaje się być tym, co niezmiennie wpisane jest w karnawałową tradycję, niezależnie od epoki. Niekiedy organizatorzy karnawałowych zabaw proponują też maskaradę – zaproszeni goście przebierają się w wymyślne kostiumy lub przynajmniej zakładają maski. Ale zwyczaj ten powoli zanika. Tak samo jak odchodzą w zapomnienie zwyczaje kultywowane podczas wiejskiego karnawału – niekiedy tylko śpiące zimowym snem wsie przemierzane są przez barwne korowody, organizowane przez członków zespołów ludowych i pasjonatów rodzimego folkloru. A szkoda, bowiem karnawał od dawien dawna był nie tylko pretekstem do zabawy, ale również przekazywaną z pokolenia na pokolenie tradycją.

Ogniste tańce, błyszczące stroje zdobione cekinami i piórami, a także żywiołowa muzyka – najsłynniejszy karnawał na świecie odbywa się w Rio de Janeiro. Fot. Fotolia
Ogniste tańce, błyszczące stroje zdobione cekinami i piórami, a także żywiołowa muzyka – najsłynniejszy karnawał na świecie odbywa się w Rio de Janeiro. Fot. Fotolia

A tak bywało

Szlachta wyprawiała kuligi, które były takowe: dwóch albo trzech sąsiadów zmówili się z sobą, zabrali z sobą żony, córki, synów, czeladź służącą i co tylko mieli w domu dorosłego, nie zostawując w nim, tylko małe dzieci pod dozorem jakich dwojga osób, mężczyzny i niewiasty. Sami zaś wpakowawszy się na sanki albo gdy sanny nie było, na kolaski, karety, wózki, na konie wierszchowe, jak kto mógł, jachali do sąsiada pobliższego ani proszeni od niego, ani przestrzegłszy go, żeby się im nie skrył albo nie ujechał z domu. Tam go zaskoczywszy, rozkazywali sobie dawać jeść, pić, koniom i ludziom, bez wszelkiej ceremonii, właśnie jak żołnierze na egzekucji, póty u niego deboszując, póki do szczętu nie wypróżnili mu piwnicy, szpiżarni i szpichlerza; gdy już wyżarli i wypili wszystko, co było, brali owego nieboraka z sobą, z całą jego familią i ciągnęli do innego sąsiada, któremu podobneż pustki zrobiwszy, ciągnęli dalej, aż póki w kolej do tych, którzy zaczęli kulig, nie doszli. Ci zaś, że pospolicie byli najmniej majętni, a do tego garłacze koronni, nie mający zaległych trunkami piwnic ani zapaśnych szpiżarniów, niedługo w domach swoich kompanią zabawili, ile już deboszami w innych domach dostatniejszych znużoną.

- Jędrzej Kitowicz „Opis obyczajów za panowania Augusta III” (wyd. Poznań 1840-1841)

REKOMENDOWANE DLA CIEBIE