Dostarczamy HUMANistycznych inspiracji - ZNAJDŹ NAS NA FACEBOOKU! Albo od razu polub
Nie dam sobie nałożyć kagańca

Nie dam sobie nałożyć kagańca

Humanmag

Krzysiek Skiba z zespołu Big Cyc ceni w nim fightera, który mimo upływu lat jest wierny swoim ideałom i nie unika tematyki drażliwej społecznie i politycznie. Janina Ochojska natomiast szanuje go za zmuszanie do myślenia, wytrącanie ludzi z obojętności i nakłanianie do działania. Dariusz Paczkowski to facet, który walczy farbą i umysłem. Jego intencje i postrzeganie rzeczywistości możemy podziwiać na wielu murach polskich miast. Edukuje tych, którzy powinni edukować innych. Uczy empatii egocentryków. Spina „Klamrą” niedociągnięcia systemu, a „rozpina” stereotypy. Podczas oprowadzania po żywieckich zakamarkach, opowiadał o szukaniu spraw, które łączą.

Piotr Sawczuk
Wtorek, 22 Września 2015

  • Skomentuj

 Jak opisałbyś siebie bez używania słów społecznik, artysta?

 Nie wiem czy jest to możliwe. (śmiech)

 Spróbujmy.

 No i teraz mnie zaskoczyłeś... To będzie długa rozmowa (śmiech).

 Mamy czas.

 Jak masz więcej takich pytań, to... Działacz..., animator..., aktywista..., ojciec..., buddysta.

 Czyli można. Jeździsz dużo po Polsce. Zwiedzasz różne miasta.

Dariusz Paczkowski / Fot. Lucjusz Cykarski.
Dariusz Paczkowski / Fot. Lucjusz Cykarski.

Nie zwiedzam, pracuję. Będę się bronił (śmiech). W Gnieźnie byłem sześć razy, i powiem Ci, że nigdy nie miałem czasu, żeby zwiedzić katedrę. Ale za to, w większości miast orientuję się, gdzie znajdują się pustostany i ściany, gdzie można malować.

 Czyli skupimy się na pracy, a nie zwiedzaniu. W wielu miastach realizujesz przeróżne projekty. Jak według ciebie wygląda graficzna mapa Polski? Które miasta są graficznie ładne, a które „ładne mniej”?

Miasta, które są znane z malarstwa monumentalnego, to są przeważnie miasta, które są brzydkie. Mają dużo odrapanych starych ścian. Dlatego można tam malować, dlatego powstają tam murale. Miasta, które są ładne same z siebie, nie mają zazwyczaj miejsc, w których można byłoby coś namalować. Murale w takich miejscach mogłyby być dużą ingerencją w zorganizowaną przestrzeń. Jak w takim miejscu powstaje jakiś mural, wtedy bolą oczy. (śmiech) Ładne miasta rozumiem jako harmonijne, w których jest wszystko wkomponowane. Pojawienie się w takim miejscu jakichś drapieżnych malowideł, zaburzyłoby harmonię. Przewrotnie mówiąc, tam gdzie jest najwięcej murali, są to mało przyjazne człowiekowi przestrzenie, dlatego wpuszcza się tam sztukę, która próbuje tą przestrzeń trochę oswajać, nadać jej kolorytu, zaprzyjaźnić się. Sztuka pozwala, aby ludzie w tej przestrzeni poczuli się lepiej.

Mural namalowany w Żywcu w ramach projektu „Mowa o większości świata” realizowany wspólnie z Instytutem Globalnej Odpowiedzialności w ramach programu Obywatele dla Demokracji współfinansowanego ze środków EOG. / Fot. Lucjusz Cykarski
Mural namalowany w Żywcu w ramach projektu „Mowa o większości świata” realizowany wspólnie z Instytutem Globalnej Odpowiedzialności w ramach programu Obywatele dla Demokracji współfinansowanego ze środków EOG. / Fot. Lucjusz Cykarski

 

Mało przyjazne przestrzenie graficznie, czy również socjologicznie, społecznie?

Zbyt szeroko powiedziane. Chodzi mi bardziej o architekturę, stan zabudowań. Jest masa małych, urokliwych miasteczek, w których nie ma malowideł, ale nie czuje się w nich ich braku, bo są po prostu ładne. W dużych miastach jest zdecydowanie więcej miejsc, w których czuć, że bolą oczy. Chodzi mi tu na przykład o drapieżność reklam, bilbordów. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem zagarniania przestrzeni publicznej przez korporacje, których reklamy dewastują miasta. Mam taką teorię dotyczącą tego, że duża część młodych ludzi niszczy miasta malując tagi na obiektach sakralnych, zabytkach, nowych elewacjach. Wydaje mi się, że jest to po części wina korporacji, które wciskają się ze swoją reklamą w takie miejsca, które powinny być chronione. Młodzi ludzie się uczą, że jak twoje logo jest wszędzie, to jesteś znany, rozpoznawalny, szanowany. Uczą się że możesz pokryć swoimi "czterema literami" zabytkową piękną kamienicę cz właśnie odnowioną elewację.

Przez Sejm niedawno przewijał się temat tzw. ustawy krajobrazowej. Ta obecna komercyjna katastrofa estetyczna polskich miast ma być niedługo trochę ukrócona.

Może się uda. Bo to co się dzieje, robi po prostu reklamowe dziury w głowach.

Nie uważasz, że przy zastałym natłoku, będzie to trudne?

Trudne jest złapanie graficiarza, który mimo kamer i płotów przedziera się na płytę lotniska i smaruje taga na kadłubie samolotu. Tu chodzi o edukację. Za reklamami na szczęście wiadomo kto stoi i kto za nie odpowiada. Łatwiej będzie zadbać o to, by reklamy zniknęły. To jest kwestia odpowiednich przepisów i przestrzegania ich. Rozwydrzenie korporacji, polega na tym, że niestety w większości stać ich na wszystko, nawet na kary za nielegalną reklamę, bo wszystko i tak wrzucają w cenę swoich produktów.

Mural „Niewykluczone” powstał w ramach warsztatów streetartowych, realizowanych w projekcie „Wspólny Żywiec” przy wsparciu Fundacji im. Stefana Batorego./ Fot. Lucjusz Cykarski
Mural „Niewykluczone” powstał w ramach warsztatów streetartowych, realizowanych w projekcie „Wspólny Żywiec” przy wsparciu Fundacji im. Stefana Batorego./ Fot. Lucjusz Cykarski

Chyba czas najwyższy to uświadamiać, bo niedługo będzie można w tej komercji utonąć.

Dlaczego nie widać tego w różnych miasteczkach np.: Francji czy Włoch? Dobrze zorganizowana jest tam ochrona krajobrazu. Pięknych widoków nie zasłaniają przydrożne reklamy, bilbordy. Czuję się po części odpowiedzialny za edukację estetyczną Polaków. Biorę udział w akcjach, które uczą współodpowiedzialności za przestrzeń publiczną, uczą pewnych postaw. Robię warsztaty w szkołach, domach kultury. Stawiam na edukację, ponieważ życie pokazuje, że nie można po prostu zabraniać.

Zakazany owoc smakuje najbardziej.

Ja próbuję młodych ludzi uczyć jak to robić mądrze, z głową, gdzie i dlaczego szukać zezwoleń, jak przygotować projekt, jak przygotować podłoże, ścianę, ocenić i dbać o estetykę, i co ich działanie za sobą poniesie.

Powiedziałeś kiedyś: „Działalność społeczna jest moim zawodem. Działaczem społecznym jestem zawodowo, jest to moja pasja i tak samo mogę powiedzieć, że łączę te społeczne rzeczy ze sztuką.” Czy rozgraniczasz jeszcze swoje prywatne i zawodowe życie?

Wojownik nigdy nie jest na wakacjach. Albo się nim jest albo nie. Nie można obowiązków odłożyć i nagle powiedzieć „teraz jestem po pracy”. Albo się widzi, reaguje, działa, albo nie. To jest po prostu moje życie. Mam to szczęście, że pracując robię to co kocham. Gdybym robił coś czego nie kocham, pewnie musiałbym rozgraniczać te dwie wartości. Często rozmawiam z ludźmi, którzy są nieszczęśliwi w swojej pracy. A, żeby odpocząć przez dwa tygodnie w roku, na urlopie, muszą ciężko pracować cały rok. Kiedy prowadzę zajęcia w szkołach, z młodymi ludźmi, zawsze życzę im tego, żeby mogli w życiu robić to co kochają. Jest takie piękne powiedzenie, „jeśli robisz to co kochasz, nie przepracujesz ani jednego dnia”.

Kiedy na początku rozmowy zapytałem cię, jak mógłbyś siebie określić, użyłeś słowa działacz. Ta cecha charakteryzuje Cię chyba od najmłodszych lat? Ponoć byłeś działaczem już na koloniach. Później przyszedł czas na założenie oficjalnego fanklubu zespołu Republika.

Gdzieś Ty to wyczytał...(śmiech) To prawda. Chodzi chyba o to, że byłem wygadany. Jestem jedynakiem, więc zawsze ciągnęło mnie do ludzi. Na koloniach, czy w szkole, mądrzy pedagodzy potrafili to dobrze wykorzystać.

Fragment muralu z Olsztyna, który powstał w ramach ogólnopolskiej trasy „Genetycznie Molestowane Organizmy”, która obejmowała 28 miast. Paczkowskiemu udało się zaprosić aż 68 artystów oraz kilkanaście organizacji pozarządowych i ponad 200 wolontariuszy. / Fot. Michał SLAJF Szymczyk
Fragment muralu z Olsztyna, który powstał w ramach ogólnopolskiej trasy „Genetycznie Molestowane Organizmy”, która obejmowała 28 miast. Paczkowskiemu udało się zaprosić aż 68 artystów oraz kilkanaście organizacji pozarządowych i ponad 200 wolontariuszy. / Fot. Michał SLAJF Szymczyk

Czyli Cię okiełznać.

Dać mu odpowiedzialność, i wtedy mamy chłopaka z głowy. Nie będzie bruździł i buntował, a sobie coś poprowadzi. (śmiech)

Skierujmy tory znów, na Twoją dorosłą działalność. GMO – „Genetycznie molestowane organizmy”, „Malarze pokojowi”, „Polska dla wszystkich”. Twoje działania wpisują się w nurt buntu, walki, ekspresji, czy edukacji?

Na początku działań jest na pewno jakaś niezgoda na zastaną rzeczywistość. U mnie, zaraz za tym idzie myśl, co mogę z tym zrobić. Niektórym wystarcza samo narzekanie, buntowanie się i „nic z tym nierobienie”. U mnie momentalnie przekłada się to na działania. Szukam sprzymierzeńców, żeby przekuć przeszkody, ograniczenia, w możliwości. Żeby doprowadzić do zmiany, na pewno musi być edukacja. Jednym z projektów, które robimy też jako fundacja Klamra, jest „Mowa miłości”, która przeciwdziała mowie nienawiści wobec różnych grup, m.in. mniejszości etnicznych, narodowych, religijnych, seksualnych, osób z niepełnosprawnością.

Mój aktywizm polega na tym, że żyję tu i teraz. Największe znaczenie dla mnie mają rzeczy, które teraz się dzieją. Dużo jeżdżę, dużo maluję. Za każdym razem jest to wspaniałe spotkanie z ludźmi, z których zawsze bardzo dużo dostaję dla siebie, uczę się otwartości. Każdy z nas działa według różnych schematów i stereotypów. Taka jest natura ludzka, że sobie upraszczamy świat.

No właśnie, a sam kiedyś powiedziałeś, że „Ludzie ze stereotypami wiedzą, że czegoś nie da się zrobić. I potrzebna jest osoba, która nie wie o tym, że się czegoś nie da i to zrobi.” Jakie Ty masz stereotypy?

To co sobie cenię w mojej pracy to to, że za każdym kolejnym razem pracuję z inną grupą, inną mniejszością, bo też mniejszości są w większości. Pracując z takimi ludźmi, mam świadomość i zauważam, że moje stereotypowe myślenie trzaska i pęka. Bardzo się z tego cieszę, jest to dla mnie najbardziej istotne. Ostatnio pracowałem nad muralem zatytułowanym „Polsko, Jezus puka do twego serca” - dotyczy on tematu uchodźców. Fala nienawiści, lęków, strachów, która się przewija przez media, internet, pokazała mi, że muszę w tym temacie zabrać głos. W naszych głowach cały czas rodzą się nowe stereotypy. Spotkania z różnymi ludźmi je łamią. Nawet jeśli się z kimś nie zgadzam, to poznaję i interpretuję w głowie jego punkt widzenia i myślenia. To jest duża wartość.

Wspomniałeś o legalnym malowaniu. Cofnijmy się natomiast do czasów cenzury. Powiedziałeś kiedyś, że aby skserować nawet ulotki, trzeba było dać się spisać z dowodu osobistego, legitymacji szkolnej. Teraz jest dużo łatwiej – za pomocą internetu. A czy nie jest dzięki temu nudniej? Czy nie brakuje Ci tej nuty adrenaliny konspiracyjnej?

Zdecydowanie wolę obecne czasy. Młodym ludziom, którzy nie pytają o zezwolenia, chodzi jedynie o adrenalinę. Za komuny też nie pytałem bo było jasne, że i tak zgody bym nie dostał. W moim przypadku jednak, zdecydowanie nie chodzi o adrenalinę.

Na kinie Janosik w Żywcu powstało już kilka prac Dariusza Paczkowskiego. Są też polscy aktorzy jak Himilsbach, Maklakiewicz, Mikulski i Karewicz. / Fot. Piotr Sawczuk
Na kinie Janosik w Żywcu powstało już kilka prac Dariusza Paczkowskiego. Są też polscy aktorzy jak Himilsbach, Maklakiewicz, Mikulski i Karewicz. / Fot. Piotr Sawczuk

A kiedyś chodziło?

Oczywiście, ale dlatego, że kiedyś się nie dało inaczej. To był jedyny sposób na ominięcie komunistycznej cenzury, konsekwencji. Jednak od początku tam gdzie mogłem działać jawnie, załatwiałem sobie zezwolenia. Robiłem gazetki i wywieszałem je na tablicy ogłoszeń u siebie w bloku. Spółdzielnia mi na to zezwoliła. Miałem kawałeczek swojej legalnej wolności. Korzystałem z niego. Kiedy byłem pierwszy raz przesłuchiwany przez SB, funkcjonariusze bardzo się na to wkurzali. Ale wiadomo, dlatego, że nie dało się wszystkiego robić legalnie, zacząłem malować w 1987 roku. W 1997 roku założyłem z przyjacielem Błażejem Sobańskim, grupę 3Fala.art.pl, ponieważ chcieliśmy realizować dodatkowo inne rzeczy, niż w dotychczasowych organizacjach, w których działałem. Wtedy też wykorzystywało się konspiracje, nielegalność, a wszystko po to, żeby przyciągnąć jak najwięcej ludzi. W praktyce się udało, trzecia fala malowała w 17 miastach. Moje doświadczenia, np. z Frontu Wyzwolenia Zwierząt, który był organizacją nieformalną, ale miał regulamin, statut wewnętrzny, metody działania, cele, przyczyniło się do działania w 25 miastach. Później niestety przyszły czasy, że ważniejsze od przesłania, stały się dla ludzi własne „cztery litery”. I teraz 3Fala.art.pl to już nie grupa, a projekt artystyczny, do którego zapraszam uczestników moich warsztatów. I tu chodzi o przesłanie. Ludziom malowidła muszą mówić o czymś.

Ja miałem dużo szczęścia, że nie załapałem się na taką twardą komunę. Ale, jednak załapałem się na walkę z systemem opresji, bo łatwiej się było buntować. Cokolwiek się zrobiło, było anty systemowe. Wszystko nad czym państwo komunistyczne nie miało kontroli, było tak traktowane. Próbuję często zrozumieć młodych ludzi, którzy mają potrzebę buntu, ale dziś trudniej się buntuje, no bo wszystko można. Mało tego, dziś, ludzie zarabiają na tym, że inni się buntują. My byliśmy tacy antysystemowi, że wszystko robiliśmy sobie sami, a dziś możesz kupić koszulkę, czapkę z nadrukiem, mówiącym jaki jesteś antysystemowy. My nie napychaliśmy komuś kieszeni. Komuna dławiła nas artystycznie.

I tym właśnie różni się idea od mody.

No właśnie. Za tą modą stoją teraz wielkie marki. A ja lubię autentyzm. Przytoczę Ci powiedzenie, które opowiadam czasami na moich warsztatach. Ze swoich wad robię swoje oręże. „Jestem stary, gruby, nie mogę uciekać, dlatego nie mogę malować nielegalnie, ale za to świetnie zdobywam zezwolenia, bo wzbudzam zaufanie.” (śmiech) Pokazuję tym samym pewną odwrotną drogę spełniania się dla młodych ludzi. Legalną i fajną.

Mural na osiedlu socjalnym Kabaty w Żywcu powstał podczas warsztatów integracyjnych dla dzieci i młodzieży romskiej i nieromskiej. Warsztaty realizowane były przez Fundację Klamra w ramach programu „Wspólny Żywiec”, przy wsparciu Fundacji im. Stefana Batorego, I Liceum Ogólnokształcące im. M. Kopernika, Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego oraz Urzędu Miasta w Żywcu. / Fot. Lucjusz Cykarski
Mural na osiedlu socjalnym Kabaty w Żywcu powstał podczas warsztatów integracyjnych dla dzieci i młodzieży romskiej i nieromskiej. Warsztaty realizowane były przez Fundację Klamra w ramach programu „Wspólny Żywiec”, przy wsparciu Fundacji im. Stefana Batorego, I Liceum Ogólnokształcące im. M. Kopernika, Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego oraz Urzędu Miasta w Żywcu. / Fot. Lucjusz Cykarski

W 1987 roku powstał kultowy dziś obrazek Twojego autorstwa. Chodzi o Lenina z irokezem. Miałeś wtedy 16 lat. Dlaczego postanowiłeś zrobić z Pana Włodzimierza – punkowca?

Po pierwsze, ja wtedy byłem punkowcem. Po drugie, Lenin bez irokeza był wtedy kurde wszędzie. W gazetach, w dziennikach telewizyjnych, na sztandarach. Chciałem to wyśmiać.

Zaistniałą sytuację postanowiłeś zmiksować.

Najwięcej moich prac to miksy. Dla mnie najbarwniejsze są połączenia, zestawienia. Ja nie mam szkoły artystycznej, lecę na prostych skojarzeniach i prostych symbolach. Lenin z irokezem, który przetrwał do dziś, to jedna z ulotek z tamtego okresu, które robiłem, które były wtedy rozrzucane w trójmieście. Malowałem te ulotki w Grudziądzu, farbą, tuszem kreślarskim, który moja mama przynosiła z pracy. Ulotki woziłem na wakacjach do Trójmiasta, w Gdyni mieszkała moja Babcia, a w Gdańsku miałem Wujka, który był zaangażowany w Solidarność. W Sopocie poznałem Becona, Jacoba, Gala i Waluszkę czyli, różnych ludzi z „Ruchu Wolność i Pokój”. Wiedziałem, że oni z tymi ulotkami coś pożytecznego zrobią.

Lenin z irokezem stał się później symbolem zespołu Big Cyc.

Tak. Z Krzysiem Skibą znamy się od dawna. Co ciekawe, dopiero po wielu latach znajomości, Krzysiek dowiedział się, że to ja jestem autorem tego Lenina. To było pierwsze formalne logo ich zespołu. To była inspiracja do okładki pierwszej płyty Big Cyc. To były fajne czasy, bo idea liczyła się bardziej niż nazwisko. 15 lat później, po Lenina z irokezem sięgnął brytyjski artysta od street artu, Banksy, który już na tym zarabia.

Tęczowy mural we Wrocławiu to wynik warsztatów prowadzonych w ramach kampanii społecznej Fundacji Klamra – „Mow@ Miłości”. Projekt jest finansowany z Funduszy EOG. / Fot. Tomasz Piątek
Tęczowy mural we Wrocławiu to wynik warsztatów prowadzonych w ramach kampanii społecznej Fundacji Klamra – „Mow@ Miłości”. Projekt jest finansowany z Funduszy EOG. / Fot. Tomasz Piątek

Weźmy na chwilę na warsztat cięższy temat, z którym borykasz się na co dzień. Walczysz z symbolami nazistowskimi i faszystowskimi, które pojawiają się na ulicach polskich miast. Nie dziwi Cię, że tyle lat po wojnie, po doświadczeniach, obrazach, które dziś przerażają, ludzie temu hołdują? Nie boisz się odradzającego się, nasilającego się nurtu?

Jestem współzałożycielem, wraz z Marcinem Kornakiem, grupy antynazistowskiej GAN, z której później powstało stowarzyszenie Nigdy Więcej. W dawnych czasach skini to było „zomo młodzieżowe”. Komuna wykorzystywała te antagonizmy, naziskinheadów do rozwalania koncertów antysystemowych. Najbardziej przeraża mnie teraz to, że cały obecny system jest niewydolny. Walczę z odradzającym się nazizmem, ale często mam wrażenie, że także z całym systemem - lekceważeniem problemu przez Policję, umorzeniami prokuratury czy skandalicznymi wyrokami sądów. Powiem Ci o świeżej sprawie. Na rondzie Sedlaczka w Warszawie, pojawił się symbol Waffen SS w logo Legii Warszawa. To jest oswajanie i przyciągnie przez neonazistów, zbuntowanych kiboli. W tych młodych głowach wszystko się miesza i potem malują wilczy hak z hasłem „44 Pamiętamy”. A przecież ci z symbolem wilczego haka strzelali do powstańców. Nie wiadomo kogo pamiętają, czy chcą uczcić ofiary czy katów. To wyrachowane działanie brunatnych aktywistów. Prokuratura natomiast nie widzi w tym nic złego. Jej zdaniem to, że takie symbole się pojawiają, nie jest jeszcze nawoływaniem i propagowaniem faszyzmu. To jest załamka. To są ludzie, którzy cisną nienawiść w przestrzeń publiczną. A trzeba postawić granicę, żeby byli oddzieleni marginesem. Chodzi o to, gdzie postawi się im barierę. Niemieckie służby informują nasze, o planowanych w Polsce koncertach zespołów neonazistowskich. Kuriozalne jest to, że nasze służby są bezradne i nic z tym nie robią. Nasza Fundacja Klamra zgłasza każdorazowo takie wydarzenie z informacją o możliwym łamaniu prawa i propagowaniu faszyzmu... I co? I koncerty nadal się odbywają... Wiele organizacji z nami współpracuje, aby poprawić sytuację. List przeciwko takim koncertom w Polsce, podpisało do tej pory 70 organizacji, zajmujących się nie tylko walką z mową nienawiści, ale też takie zajmujące się prawami dziecka, osobami niepełnosprawnymi czy ekologią. Chodzi nam o to, aby pokazać, że to co się dzieje jest przeciwko demokracji, przeciwko wolności i jest to sprawa nas Wszystkich.

Marek Edelman i Dalajlama. Czysta sympatia czy szacun do tych ludzi zaowocowały namalowaniem ich murali?

Dalajlama jest moim nauczycielem. Jestem buddystą, szanuję go także jako duchowego i politycznego przywódcą tybetańczyków. Blisko mi do niego. Kiedy pytali go wielokrotnie o Chińczyków, którzy mordują jego rodaków, niszczą ich kulturę, religię, odpowiada, że dużo się za nich modli. W Buddyzmie jest on uznawany za wcielenie na ziemi Buddy współczucia. W pewnym momencie dla siebie i dla młodego pokolenia zacząłem szukać w historii ważnych postaci. Marka Edelmana, Irenę Sendlerową malowałem w wielu miastach. Uważam, że takie postaci, trzeba wynosić na piedestał. Wiem, że graffiti, murale, street art docierają do młodych ludzi, dlatego mam nadzieję, że osoby, które ich nie kojarzą, a zobaczą na murach, wyguglują je sobie i będą miały możliwość poznać niebywałe osobowości.

Rozmawiał: Piotr Sawczuk

Dariusz Paczkowski 
Urodzony w 1971 roku. Wnuk malarza Franciszka Sasanowskiego. Absolwent Akademii Innowatorów Społecznych. Związany z wieloma organizacjami pozarządowym. Aktywista Ruchu „Wolność i Pokój” w latach 80. Współzałożyciel organizacji Front Wyzwolenia Zwierząt, 3fala.art.pl, GAN. Obecnie współprezes Fundacji Klamra.

Realizowany przez Fundację Klamra projekt
„Mow@ Miłości” jest finansowany z funduszy EOG.

REKOMENDOWANE DLA CIEBIE