Dostarczamy HUMANistycznych inspiracji - ZNAJDŹ NAS NA FACEBOOKU! Albo od razu polub
Moda na zaradność

Moda na zaradność

Humanmag

Makerspace’y, czy fablaby to coś więcej niż małe pracownie czy laboratoria, gdzie każdy może realizować swoje pasje i zainteresowana, doskonalić umiejętności lub po prostu zawodowo pracować. Dla wielu ludzi działających w „wytwórczych” społecznościach to też filozofia i sposób na życie.

Radosław Zieniewicz
Wtorek, 12 Stycznia 2016

  • Skomentuj

Ludzie od zarania dziejów poszukiwali swojego miejsca na świecie, aby urzeczywistniać swoje marzenia, wyzwolić swój potencjał i kreatywnie działać. Co więcej, potrzebowali takiego miejsca, by dzielić się z innymi swoimi pomysłami, wiedzą i „owocami” pracy. Czasy się zmieniły – mamy dostęp do coraz bardziej zaawansowanych technologii, innowacyjnych narzędzi i urządzeń oraz środków komunikacyjnych. Jednak my, ludzie pozostaliśmy tacy sami. Cały czas potrzebujemy przestrzeni, gdzie wspólnie z innymi możemy tworzyć, budować coś kreatywnego. Dla jednych takim miejscem może być dom, szkoła, a nawet praca. Dla innych to za mało. To właśnie z myślą o nich powstały makerspace’y, fablaby, czy hackerspace’y,

Krok w dobrym kierunku

Ruch „makerów” zadebiutował na świecie w 2006 roku. Nie „narodził się” od tak w ciągu jednej nocy. Tak naprawdę stał się on kolejną fazą, rozwinięciem kultury DIY (Do It Yourself).

Fot. Iwona Stepajtis, psiewedrowki.pl & makerspace.pl
Fot. Iwona Stepajtis, psiewedrowki.pl & makerspace.pl

Fot. Iwona Stepajtis, psiewedrowki.pl & makerspace.pl
Fot. Iwona Stepajtis, psiewedrowki.pl & makerspace.pl

Fot. Iwona Stepajtis, psiewedrowki.pl & makerspace.pl
Fot. Iwona Stepajtis, psiewedrowki.pl & makerspace.pl

Jako pierwsze na świecie zaczęły się pojawiać hackerspace’y, z Berlińskim c-base na czele. Następnie zaczęto tworzyć makerspace’y, które były naturalnym rozszerzeniem mocno zinformatyzowanej społeczności hackerskiej. Byty w postaci FabLabów i TechShopów pojawiły się już na licencjach. FabLab na amerykańskiej uczelni MIT inspirowany jest kursem How To Make (Almost) Anything, a TechShop to przedsiębiorstwo

– tłumaczy Przemysław Jurgiel-Żyła, współtwórca Makerspace.pl, członek Hackerspace Warszawa.

Jednak ruch „makerów” idzie o krok dalej niż DIY. Rola „makera” nie ogranicza się tylko do odtwarzania, montażu produktów według ściśle określonego schematu lub instrukcji. „Makerzy” to wytwórcy. Ci najlepsi wymyślają i rozwijają własne autorskie pomysły. Następnie na ich podstawie projektują i wykonują swoje produkty. Jednym słowem, każdy „wytwórca” bierze aktywny udział w całym procesie tworzenia produktu – od pomysłu po jego wykonanie.

Fot. Zakład Makerspace
Fot. Zakład Makerspace

Fot. Zakład Makerspace
Fot. Zakład Makerspace

Fot. Zakład Makerspace
Fot. Zakład Makerspace

Praca w fablabie, czy w makerspace to praca w grupie. Gdy jedno z nas ma do zrobienia rzecz wymagającą umiejętności z kilku dziedzin, zawsze znajdzie się ktoś, z kim wspólnie będzie można zrobić dany projekt, I tak np. stolarz ma do zrobienia stół z metalowymi nogami, to zleca to osobie, która potrafi spawać, a z kolei ten od spawania zleca podłączenie elektroniki do swojego projektu osobie, która kocha kabelki. Tak wspólnymi siłami jesteśmy w stanie zrobić wszystko

– zauważa Łukasz Więcek, prezes Fabryki Pasji z Zielonej Góry.

Nie oznacza to jednak, że w makerspace’ach czy fablabach nie ma miejsca dla osób chcących tylko pomajsterkować po godzinach pracy. Otwarty charakter przestrzeni „make” przyciąga jak magnes osobowości, które w różnym stopniu chcą angażować się w działania na rzecz swojej społeczności.

Jedne grupy chcą zbudować sobie miejsce do wspólnego spędzania czasu, inni zaś dążą do aktywizowania szerszych kręgów, inkubacji biznesu, czy też wspierania innowacji i współpracy pomiędzy uczelniami, rzemieślnikami, a startupowcami

– podkreśla Przemysław Jurgiel-Żyła.

Homo faber, czyli człowiek wytwórca

Tworzę więc jestem. Tak w skrócie można opisać charakter ludzi zrzeszonych w przestrzeniach „makerskich”, których łączy chęć tworzenia i dzielenia podobnych pasji i zainteresowań.

Gdy rozmawiam z osobami, które są założycielami fablabów i makerspace’ów, to wszyscy powtarzają jak mantrę: nie mogłem/-am siedzieć w domu bezczynnie, chciałem/-am się czegoś nowego nauczyć, praca przy komputerze to nie wszystko

– podkreśla Przemysław Jurgiel-Żyła. Jednak de facto, osoby zrzeszone w tego typu społecznościach, ze względu na indywidualne oczekiwania i cele, można podzielić na kilka grup.

Pierwszą z nich stanowią ci, którzy chcą odetchnąć od codziennej, „siedzącej” pracy przy komputerze. Czerpią radość z robienia z nieskomplikowanych rzeczy. Takie osoby po prostu chcą zdobywać i rozwijać swoje praktyczne umiejętności. Druga grupa to typowi hobbyści, którzy w warunkach domowych nie mogą rozwijać swoich pasji. W makerspace’ach, czy fablabach mają praktycznie nieograniczony dostęp do małych elektronarzędzi, jak i kosztowych profesjonalnych urządzeń i maszyn, takich jak np. drukarki 3D, których zakupu nie mogliby samodzielnie sfinansować.

Trzecią grupę stanowią rzemieślnicy, twórcy i designerzy. Ci zaś potrzebują infrastruktury, żeby móc pracować i rozwijać się. Fablab czy makerspace to miejsce, w którym dużo uwagi poświęca się urządzeniom pracującym na rzecz społeczności

– zauważa Przemysław Jurgiel-Żyła.

Fot. Fabryka Pasji
Fot. Fabryka Pasji

Fot. Fabryka Pasji
Fot. Fabryka Pasji

Z przestrzeni „makerskich” korzystają także ci, którzy chcą zrealizować górnolotne wizje i idee. Dążą do zrobienia czegoś niepowtarzalnego, czegoś użytecznego dla swojej społeczności, a nawet i całego społeczeństwa np. zaprojektować i zbudować urządzenia, które przyczynią się do rozwiązania globalnych problemów głodu lub braku wody pitnej na świecie.

Także „ciekawscy” coraz dołączają do fablabów i makerspace’ów. To zazwyczaj ludzie otwarci na zmiany, którzy obserwują swoje otoczenie i podążają za popularnymi trendami. Zdaniem Przemka Jurgiela powoli wkraczamy w czasy, kiedy kultura zaradności zaczyna być coraz bardziej modna i rozpoznawalna .

Oferują nie tylko zaradność

Fablaby, czy makerspace’y można z powodzeniem nazwać inkubatorami kreatywności i zaradności. Szczególnie ta ostania jest widoczna praktycznie w każdym aspekcie ich działalności. Członkowie społeczności „makerskich” sami pozyskują np. środki finansowe na remont, czy wyposażenie pomieszczeń. Co więcej sami wykonują wszelkie prace naprawcze i zarządzają swoimi pracowniami. Organizują także spotkania, festiwale, które nie tylko integrują społeczność „makerów” z całej Polski, ale też promują i przyciągają nowych uczestników. Na takich imprezach jak „Make Camp”, czy Noce Wytwórców można nie tylko nawiązać ciekawe znajomości czy przyjaźnie, ale też przekonać się na własnej skórze jak wygląda życie w społeczności i wziąć udział w wielu warsztatach i kursach. A te ostatnie stanowią „kamień węgielny” każdego szanującego się fablabu, czy makerspace’u. Dlatego też są one organizowane dla członków społeczności przez okrągły rok. Można na nich zdobyć podstawowe umiejętności z każdej dziedziny życia i nauki – od szycia po spawanie, czy programowanie. Osoba, która dołączy do społeczności fablabu lub makerspace’u otrzymuje też praktycznie nieograniczony dostęp do wszystkich pracowni i narzędzi.

Narzędzi jest sporo, ale główną zaletą tego miejsca jest to, że są też na stanie maszyny, których raczej nikt w domu, dla własnego użytku nie trzyma. Mówię tu np. o dużej pile formatowej, tokarce do metalu, czy drukarkach 3D. U nas jest to też kilkaset metrów kwadratowych przestrzeni. Można więc przeprowadzić dowolne prace, których nie wykona się np. w małym mieszkaniu, w bloku

– podsumowuje Łukasz Więcek. Dlatego też jedyną rzeczą, w którą powinien się „wyposażyć” każdy początkujący „maker” to chęć do działania.

REKOMENDOWANE DLA CIEBIE