Dostarczamy HUMANistycznych inspiracji - ZNAJDŹ NAS NA FACEBOOKU! Albo od razu polub
Kultura przesiana przez MAK

Kultura przesiana przez MAK

Humanmag

Muzea wzornictwa. Miejsca, gdzie odbiorca uczy się kultury dnia powszedniego, gdzie poznaje lokalną tradycję budowy i wyposażenia domostw, gdzie dowiaduje się o swoistej logice każdego sprzętu.

Monika Małkowska
Niedziela, 24 Kwietnia 2016

  • Skomentuj

Utonęłam w Monachium.

Nie, nie w Izerze – w morzu przedmiotów. Luksusowych, mądrych, eleganckich.

Prawie przez tydzień oglądałam tak wiele wspaniałych projektów, prototypów i realizacji, że gdyby wdrożyć je w życie, mielibyśmy piękno i funkcjonalizm pod każdą strzechą. Cały ten wzorniczy masyw prezentowano podczas „Munich Creative Business Week” i na gali iF Design Award, które to nagrody uchodzą za Oscary designu.

Tylko… jest kwestia kasy. Staranne wykonanie i wysokiej klasy surowce muszą kosztować, a logo znanej firmy automatycznie tę cenę podnosi. Mniej więcej trzeciego dnia podziwiania projektanckich popisów zrobiło mi się tego designerskiego przepychu jakoś za dużo. Zaczął mi doskwierać brak wzorniczego „mięsa”. W Monachium wspięliśmy się na projektancki meta-poziom. Designerzy i technolodzy trawili tygodnie cyzelując gadżety adresowane do dorosłych dzieci z dużym ego i jeszcze większymi kieszeniami.

Gdzie w tym najlepszym, najdroższym, najdoskonalej zaprojektowanym świecie jest człowiek? Gdzie jesteśmy my, ludzie z Europy Środkowej, wciąż rozpięci pomiędzy średniowiecznym koromysłem a sprzętem najnowszej generacji? Większość naszego społeczeństwa chodzi koślawymi chodnikami w przyklapanych butach i jada z fajansowych talerzy. Tylko drobna część ma problem: garnek złoty czy „inteligentny”?

Nie tęsknię za co pół roku zmienianym wystrojem kuchni, w której „wyspa” warta jest tyle, co kawalerka, a patelnia – tyle co telewizor. Szkoda mi jednak, że nigdy nie będzie mnie stać na sprzęt pomocny w wieku, kiedy to i owo zaczyna szwankować.

Czasem może okazać się przydatna umywalka, która zjeżdża na wysokość dotosowaną do wzrostu użytkownika (także siedzącego na wózku); innym razem może przydać się krzesło, które jednym naciśnięciem guzika zamienia się w fotel na kółkach; może też potrzebne będzie łóżko, które ze zwykłego tapczanu przekształci się w leże korekcyjne, o regulowanej wysokości.

Miałam wrażenie, że w Monachium nikt nie zadawał sobie pytań o cenową dostępność tych sprzętów. Ani emerytura, ani pomoc socjalna w naszym kraju nie wystarczą na zakup.

Pobyt w Monachium na „Munich Creative Business Week” pokazał, gdzie miejsce Polski i innych post-soc-krajów: w skansenie.

Równie daleko nam do kreatywnego designu, jak na księżyc.

W dużych, bogatych miastach jeszcze jako tako, są miejsca do złudzenia przypominające metropolie Zachodu. Jednak wystarczy pojechać choćby do Legionowa, by czar prysł. Brzydota, sobiepaństwo i dorabianie się na urra! (wszech obecność paskudnych reklam) wali po oczach i dobitnie informuje, skąd pochodzimy, gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy.

Bierzemy za dobrą monetę symptomy rozwoju, postępu, dobrobytu. Stale słyszymy o podwyższaniu życiowych standardów, o poprawie jakości codziennego bytu. Owszem, wdrożone zostały najtańsze e-usługi. Można już odprawić się przed lotem on-line; można zamówić stolik w knajpie poprzez internet.

Są jednakże „ułatwienia” ocierające się o absurd: na dworcu w Poznaniu wejście do toalety trzeba z góry opłacić wrzutem monety do automatu, co w przypadku pilnej potrzeby może skończyć się katastrofą. Jednocześnie, poznański dworzec zyskał zasłużony tytuł najgorzej zaprojektowanego w Polsce, może nawet w Europie. Albo to: od czasów komputeryzacji Poczty Polskiej kolejki są tam dłuższe niż za PRL-u, zaś o komforcie klientów chyba nikt nawet nie pomyślał.

Bo dbałość o wygodę i urodę codziennego życia nie polega na wdrażaniu modnych wynalazków, lecz na mało efektownej, stałej trosce o obywateli danego miasta, kraju, regionu.

Wiecie, co jest tego probieżem?

Muzea wzornictwa. Miejsca, gdzie odbiorca uczy się kultury dnia powszedniego, gdzie poznaje lokalną tradycję budowy i wyposażenia domostw, gdzie dowiaduje się o swoistej logice każdego sprzętu. Przy okazji, pobiera lekcje estetyki codzienności tudzież śledzi historię stylów, znajdujących przełożenie na wygląd człowieka i jego otoczenia. Już maluchy zauważają, a potem rosną z tą świadomością, że kultura codzienności łączy się z tą wyższą, elitarną. Że nie ma przepaści pomiędzy bezcennym obrazem a ludowym kilimem; pomiędzy pięknie wykonanym płotem a rzeźbą, mistrzowsko wyhaftowanym obrusem a instalacją.

To ważna wiedza, oswajająca ze sztuką wyższą i ucząca szacunku dla każdego z nas.

Tymczasem w Polsce nie ma ani jednego muzeum sztuk stosowanych, jak kiedyś nazywano design. W krajach języka niemieckiego pełną nazwę Museum für Angewandte Kunst zastępuje się skrótem MAK; po angielsku nazywa się te przybytki Museum of Applied Art, czemu odpowiada francuski termin Art Appliqués. Czyli – Sztuki Stosowane. Najstarsze muzea im poświęcone powstały w połowie XIX stulecia w Londynie (Victoria & Albert, 1854) i Wiedniu (MAK, 1863).

My mamy design na wysokim, światowym poziomie, czego najlepszym świadectwem aż 12 wyróżnień i jedno złoto przyznane na iF w Monachium. Jednak wciąż pozostajemy obojętni na „małą estetykę”. Ciekawe, czy ślepota na brzydotę już na zawsze pozostanie naszą cechą narodową?

Monika Małkowska

Absolwentka warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Krytyczka sztuki, popularyzatorka kultury. Do 1990 roku wystawiała obrazy i rysunki, aranżowała wystawy, projektowała ciuchy, szyła patchworki.
Od 1994 związana z „Rzeczpospolitą” i innymi mediami (radio, telewizja, prasa). Wykładała na Europejskiej Akademii Sztuk i w Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. Melchiora Wańkowicza. W latach 2009 – 2014 prowadziła zajęcia na Wydziale Sztuki Mediów i Scenografii warszawskiej
ASP, gdzie w 2011 uzyskała tytuł doktora za pracę „Niech sczezną krytycy!” Od 2013 wykłada na Wydziale Reżyserii stołecznej Akademii Teatralnej. Od 2014 prowadzi blog o kulturze MOMArt.
Autorka książek o modzie, kulturze i jedzeniu. W 2015 ukazała się książka „Życie na przekąskę” (wyd. Świat Książki).

REKOMENDOWANE DLA CIEBIE