Dostarczamy HUMANistycznych inspiracji - ZNAJDŹ NAS NA FACEBOOKU! Albo od razu polub
Jo Nesbø: I tak zacząłbym pisać

Jo Nesbø: I tak zacząłbym pisać

Humanmag

Czy zapowiedź porażki może okazać się sukcesem? Owszem, tak było z moim planem na przeprowadzenie wywiadu ze słynnym norweskim pisarzem Jo Nesbø, który często odmawia ich udzielania. Wielu próbowało i poniosło porażkę. A tu zaskoczenie – mam zgodę na półgodzinną rozmowę telefoniczną. Tylko od czego zacząć wywiad z człowiekiem, który sam porównuje swoje pisanie do zawodu iluzjonisty?

Piotr Sawczuk
Poniedziałek, 18 Kwietnia 2016

  • Skomentuj

Jedno jest pewne – niezależnie od tego, ile jest w nim przemyślnych sztuczek wykorzystujących naszą nieuwagę, pisarstwo Jo Nesbø to ogromna przyjemność. Ogromnie przyjemna była też sama rozmowa z autorem. Jo Nesbø w kwietniu odwiedzi Wrocław i będzie gościem Europejskiej Stolicy Kultury. 

Powieści Jo Nesbø niezmiennie królują na listach książkowych bestsellerów. Sprzedano ich już ponad 27 milionów egzemplarzy, w tym ponad milion w Polsce. Przetłumaczono je na ponad 50 języków. Cykl kryminałów z komisarzem Harrym Hole jego autorstwa zdobył kilkanaście nagród. Powieść Łowcy głów została w 2012 roku przeniesiona na ekrany kin. Nad filmową adaptacją Krwi na śniegu pracuje natomiast wytwórnia Warner Bros, a Tomas Alfredson reżyseruje Pierwszy śnieg z Michaelem Fassbenderem w roli Harry'ego Hole.

Pisarz, w kwietniu odwiedził Polskę i przyłączył się do obchodów Europejskiej Stolicy Kultury. We Wrocławiu pojawił się 23 kwietnia, czyli w Światowym Dniu Książki, gdy miasto objęło tytuł Światowej Stolicy Książki UNESCO. Tego dnia przypadała również 400. rocznica śmierci Williama Szekspira. Autor wziął udział w Projekcie Szekspir, w którym uznani współcześni pisarze tworzyli powieści inspirowane najbardziej znanymi dramatami Szekspira. Nesbø postanowił zmierzyć się z „Makbetem”, który ukaże się w 2017 roku. Oprócz spotkania z polskimi czytelnikami, pisarz miał również wyjątkowy plan związany z inną jego pasją. Aby upamiętnić przyjaciela, wspinacza, który zginął podczas akcji ratunkowej w słowackich Tatrach, Nesbø zamierzał wspinać się w polskich górach. O czym wspomina w rozmowie z nami.

fot. Paal Audestad
fot. Paal Audestad

Piotr Sawczuk: Aby pisać, nie potrzebuje Pan spokoju, ciszy. Wręcz przeciwnie: rusza Pan w miejsca, w których jest głośno i tłoczno, np. na lotnisko.

Jo Nesbø: Hałas nie jest tu chyba decydującym czynnikiem. Chodzi raczej o to, że w takich miejscach nie mam nic innego do roboty. Gdy piszę w domu, zawsze szukam wymówki, by np. zrobić pranie albo kawę, czy do kogoś zadzwonić. Gdy jesteś w gwarnym miejscu, jest tylko jedna rzecz, którą możesz robić – pisać. Chodzi więc w zasadzie o eliminowanie wszelkich alternatyw.

Okazuje się, że prywatnie bywał Pan w miejscach, w których był Harry Hole, główny bohater Pana książek. To Pan śledzi Harrego czy Harry śledzi Pana? Jak ta historia powstaje?

Nie jestem pewien, jak to działa. W pierwszej powieści, „Człowieku nietoperzu”, Harry przebywa w Australii i to on zdecydowanie podąża za mną. Jednak gdy tylko dotarłem do Australii, powieść wzięła górę i narzuciła mi pobyt w tym miejscu oraz sposób jego eksploracji. Wydaje mi się, że jest pół na pół. Czasami jeżdżę w różne miejsca, jak np. Hong Kong, by zrobić research do książki. Zdarza się również, że jadę gdzieś, np. do Konga, bez takiej potrzeby, a miejsce i tak trafia do fabuły.

Cały świat śledzi przygody Harry'ego. Pana bohater ma ogromne kłopoty z bliskością z innymi ludźmi, jest outsiderem. Ile w wyimaginowanym Harrym jest prawdziwego Jo Nesbø?

Gdy zaczynałem serię o Harrym, wzorowanie bohatera na sobie nie było absolutnie moim celem. Ale gdy latami piszesz o przygodach danej postaci, nieuniknionym jest to, że w końcu zaczerpniesz coś z własnej osoby. Wydaje mi się, że odkrywanie siebie w Harrym i zdanie sobie z tego sprawy, przychodziło stopniowo. Stopień tego pokrewieństwa jest ciężki do oceny, ale jest go na pewno więcej niż wtedy, gdy zaczynałem obmyślać jego postać.

W Pana książkach można się doszukać dużej liczby odwołań do symboli religijnych. Czy religia idzie w parze z kryminałem?

Myślę, że religijne historie są dobrym, bo wspólnym dla wielu czytelników punktem odniesienia. Biblijne dzieje są przykładem na stopień rozpowszechnienia pewnych opowieści, przynajmniej w kulturze Zachodu. Podobnie często buduję też odniesienia do Szekspira, tak by były one znajome dla wielu ludzi. Religijne opowieści mają tę zaletę, że nadają wszystkiemu nadnaturalny klimat i pewną tajemniczość, ale cały czas chodzi głównie o wspólny dla wielu osób punkt odniesienia.

fot. Paal Audestad.
fot. Paal Audestad.

Wspomina Pan, że w książce „Pancerne serce” było zbyt dużo przemocy. I gdyby pisał Pan ją jeszcze raz, te fragmenty po prostu by Pan usunął. Kiedyś zrezygnował Pan z całej historii, która miała trafić do księgarń. Ciężko jest wyrzucić do kosza swoją twórczość?

To właściwie nic trudnego. Musiałem widocznie mieć jakieś wątpliwości w trakcie pisania powieści. Wydaje mi się, że nie muszę koniecznie pisać książek, by zarobić na życie, by opłacić rachunki. To była raczej pewna ulga. Pracowałem nad tą książką przez rok czy półtora, ale wydaje mi się, że podjąłem słuszną decyzję nie wydając jej. Pisząc, towarzyszy mi myśl, że książka musi być na tyle dobra, by zadowolić moje własne kryteria oceny. Idzie za tym więc pewnego rodzaju pewność siebie i wygoda pisania – muszę pisać tak, by sprostać własnym standardom. Dzięki temu bardziej się skupiam. Czuję też jednocześnie bezpieczeństwo i presję związaną z tym, że książka musi wyjść naprzeciw moim własnym wymaganiom.

Wiadomo, że jak się lubi jakąś książkę, potrafi się ją czytać kilka, nawet kilkanaście razy. Podobnie jest z dobrym filmem. Czy Pan lubi wracać do swoich książek?

Nie robię tego. Jeśli tak jest, jest to zazwyczaj zbieg okoliczności. Jak wtedy, gdy ktoś prosi mnie o moją książkę, a ja, czekając by mu ją dać, zaglądam do środka, czytam parę stron. Oprócz takich sytuacji nie wracam do nich, patrzę w przyszłość.

fot. Hakon Eikesdal.
fot. Hakon Eikesdal.

Co Pan czytał ostatnio?

Skończyłem właśnie dwie książki francuskiego pisarza Édouarda Levé, jego powieści „Suicide” i „Autoportrait”. Bardzo mi się podobały. Świetne książki, świetne pisarstwo.

Wróćmy na chwilę do Pana przeszłości. Jeśli mógłby Pan cofnąć czas i sławę pisarza zamienić na sławę gwiazdy futbolu, w jakiej drużynie piłkarskiej chciałby Pan dziś być?

Przede wszystkim żałuję, że nie mogłem rozwinąć kariery w moim macierzystym Molde FK. A obecnie chciałbym grać dla Tottenhamu. Nie wiem, kiedy ten wywiad trafi do druku. Jeśli nastąpi to w przeciągu paru tygodni, Tottenham straci pewnie do tego czasu szanse na mistrzostwo Premier League. Ale na daną chwilę to chyba jeden z niewielu momentów, gdy twoja drużyna ma realne szanse na mistrza kraju.

Cieszy się Pan z perspektywy czasu z kontuzji na boisku?

Nie wiem. Z racji tego, że jestem znanym pisarzem, każdy z mojej rodzinnej miejscowości Molde pamięta, jakim młodym talentem piłkarskim byłem. Prawda jest jednak chyba taka, że przecenia się mnie jako piłkarza z tamtych lat. Patrząc trzeźwo: pograłbym pewnie parę lat, a potem porzucił piłkę i rozpoczął studia. Tak jak się to zresztą stało. Jestem całkiem pewny, że i tak zacząłbym pisać.

Podobno jak zaczyna być Pan szczęśliwy, natychmiast staje się Pan strasznie nerwowy. Szczęście odbiera złe, kryminalne emocje?

Nie wiem dlaczego, ale moje najlepsze rzeczy wychodzą spod pióra wtedy, gdy nie jestem szczęśliwy. Nie mam pojęcia, dlaczego tak się dzieje. Być może jest wtedy łatwiej dotrzeć do sedna rzeczy, widzieć wszystko w bardziej przejrzysty sposób. Najlepsze piosenki są chyba częściej wynikiem złamanego serca, niż porywów miłości.

fot. Jorn H. Moen.
fot. Jorn H. Moen.

Słyszałem, że uwielbia Pan rozmawiać z taksówkarzami na całym świecie. Dlaczego?

Rozstajesz się z nimi w przeciągu 10 minut. Chodzi chyba o to. Jesteśmy dla siebie nieznajomymi, mamy więc pewien rodzaj wolności, bo tymi nieznajomymi pozostaniemy. Nie mamy też potrzeby chronienia się przed drugą osobą. Możesz w zasadzie wybrać to, w jakiej relacji pozostaniecie, bo wasze drogi za chwilę się rozejdą. Jest to zupełnie inne niż zaangażowanie się w bardzo osobistą rozmowę z nieznajomą osobą w restauracji. Bo istnieje to niebezpieczeństwo, że nie odejdzie albo podąży za tobą do twojego domu (śmiech).

Często podkreśla Pan, że uwielbia Oslo. A czy lubi Pan Polskę? Ma Pan tu wielu fanów.

Mnóstwo Polaków mieszka w Oslo i mam tu kilkoro polskich przyjaciół. Gościłem w Polsce raz, we Wrocławiu. Pod koniec kwietnia wybieram się ponownie do Wrocławia i do Krakowa. Mam zamiar się powspinać i czekam bardzo na tę podróż.

Rozmawiał: Piotr Sawczuk

Zdjęcie pisarza w nagłówku: autor - Hakon Eikesdal.

O Jo Nesbø

Jo Nesbø urodził się w 1960 roku w Oslo. Jako młody chłopak grał w klubie piłkarskim Molde FK, ale w wyniku kontuzji musiał zrezygnować z kariery piłkarskiej i postanowił realizować się w innych dziedzinach. Obecnie należy do najgłośniejszych skandynawskich autorów kryminałów, a jego biografia jest dość nietuzinkowa. Z wykształcenia ekonomista, pracował jako makler i dziennikarz. Finanse porzucił jednak dla pisania kryminałów. Jest też muzykiem rockowym, wokalistą i autorem tekstów piosenek zespołu Di Derre. Nagrał również płytę solową. W Polsce kryminały Jo Nesbø wydaje Wydawnictwo Dolnośląskie. 

REKOMENDOWANE DLA CIEBIE