Dostarczamy HUMANistycznych inspiracji - ZNAJDŹ NAS NA FACEBOOKU! Albo od razu polub
Będzie (nie tylko) ładniej

Będzie (nie tylko) ładniej

Humanmag

Mural ma ożywiać przestrzeń. Powinien ja też upiększać, oczywiście. Ale im jest większy, tym silniejszy komentarz stanowi dla swojego otoczenia. Ani i Adamowi z Grupy Xolor udało się sprawić, że na warszawskie ulice, w tym Muranowa, wrócili bohaterowie tego miasta. I przemówili do współczesnych mieszkańców Stolicy.

Arkadiusz Kaczanowski / Fot. Adam Tuchliński
Wtorek, 22 Września 2015

  • Skomentuj

Udało im się już trochę wspólnie zmalować. Uwiecznili kobiety Muranowa, Ludwika Zamenhofa, znanych warszawskich architektów (m. in. młodego Bohdana Laherta, jedną z czołowych postaci polskiej awangardy i modernizmu, głównego projektanta Muranowa) czy Pomarańczarkę z obrazu Gierymskiego. Na Mokotowie można oglądać ich interpretacje słowiańskich mitów. Wystawiają się w największej galerii w Polsce – na warszawskich ulicach. Ich prace wiszą na ścianach kamienic, w przejściach czy na murach stadionów.

Od 2011 Anna Koźbiel i Adam Walas działają razem – obecnie jako Xolor, wcześniej podpisywali się jako Ad manum. Tworzą murale, których na ten moment mają trzynaście. Adam dorzuca jeszcze kilka, które zrobił wcześniej sam, do tego w portfolio jest jeszcze kilka innych graficznych komercyjnych i totalnie niezależnych projektów.

Na początek Esperanto

Malować po ścianach pierwszy zaczął Adam. Najpierw zajmował się typowym street-artem: były szablony, było graffiti, udział w niezależnych festiwalach. Zrobił samodzielnie mural poświęcony Powstaniu Warszawskiemu. Styl i symbolika w nim użyta potem wielokrotnie pojawiały się w pracach innych artystów. Po drodze studiował architekturę, którą rzucił, oraz na ASP, gdzie pozostał i na której poznał Anię.

Dziś kiedy pyta się Adama czy to, co tworzą w zespole, jest street-artem, stanowczo zaprzecza.

- Murale to nie street-art. Ale staramy się zawsze tworzyć coś więcej niż dekorację, o czym niektórzy twórcy zdają się zapominać. Nasze prace zawsze są o czymś - nawiązują do kontekstu miejsca, do jego historii, charakteru, przypominają wydarzenia, postacie albo idee z nim związane. Mural jest świetną formą oddziaływania społecznego przez swoją skalę i powszechną dostępność - szkoda tego nie wykorzystać – podkreśla Adam.

Ania dołączyła do Adama w 2011 roku. Właśnie zaczęli się spotykać i akurat zgłosiła się do nich Stacja Muranów z pilnym zadaniem: mieli w jeden listopadowy tydzień wykonać mural poświęcony Ludwikowi Zamenhoffowi, twórcy języka esperanto. Od podstaw, włącznie z projektem.

Trochę to była partyzantka. Brakowało czasu, dobrej pogody i funduszy. Oraz doświadczenia, zwłaszcza w wypadku Ani, dla której praca nad muralem „Esperanto” była pierwszą tego typu, tak dużą realizacją.

On wspomina to jak męczarnię i nagromadzenie wszystkich niedogodności, jakie wiążą się z pracą przy muralach.

Jej się podobało.

Dziś sporo w tamtej pracy by poprawili, ale doświadczenie było niesamowicie integrujące dla obojga. Czasem jeszcze zdarza się, że któreś wyleje na drugiego wiadro farby (oczywiście przypadkiem), ale rozumieją się coraz lepiej. Ze Stacją Muranów też nadal współpracują i w tym roku mają dla niej stworzyć dwa kolejne murale. Najpierw powstanie malunek poświęcony Bohdanowi Lachertowi (ul. Nowolipki 17), bo ten poprzedni został zatynkowany. Potem na ul. Mazowieckiej 4 powstanie praca poświęcona Francowi Fiszerowi i Skamandrytom. Niewykluczone, że razem przygotują też wystawę.

Ile miejsca na ekspresję

Mural nie rości sobie prawa do wieczności – kruszeje, blaknie, w końcu trzeba go odnowić albo zamalować czymś nowym. Mimo to, jeśli dzieło sztuki powstaje w przestrzeni takiej jak warszawski Muranów, będącej wzorcowym dziełem modernistycznej urbanistyki, zbudowanej na gruzach getta, naturalnie staje się komentarzem do przestrzeni.

Adam i Ania nie ukrywają, że swoimi pracami chcą nie tylko upiększać przestrzeń – mają być też trochę wypowiedzią o miejscu albo drogowskazem do interpretowania danej przestrzeni. Nie zamykają się w żadnym określonym stylu – jeśli porównać „Esperanto”, „Pomarańczarkę” czy „Kobiety Muranowa” można się nie domyślić, że jest to dzieło tych samych artystów. Nie upierają się na tworzeniu (zresztą to cecha większości muralistów) we własnym stylu – to co powstaje na ścianach jest kompromisem między intencją artysty, życzeniem zleceniodawcy i oczekiwań mieszkańców.

- Zdarzyło nam się przemalować mały fragment ściany z naszym muralem przy ul. Pułku Baszta na wyraźną i bardzo grzeczną prośbę pana, który miał okno dokładnie naprzeciw muralu. Treść się nie zmieniła, honor nie ucierpiał, a nasze artystyczne ego przyjęło to na klatę. Ostatecznie przecież nawet sam Stanley Kubrick przyciął po premierze „2001: Odyseję kosmiczną” o kilkanaście minut, kiedy zorientował się, że widzowie się nudzą – wspomina Ania.

Znaczenie prac Xolor dla ożywiania sensów zapisanych w przestrzeni Muranowa, doceniło Muzeum Historii Żydów Polskich „Polin” – murale wykonane przez Anię Koźbiel i Adama Walasa znalazły się na opracowanym przez tę placówkę szlaku „śladami upamiętniania”. Oboje też zostali zaproszeni przez Muzeum do poprowadzenia warsztatów z tworzenia murali – chodziło zarówno o naukę warsztatu, jak i przypomnienie wielokulturowej Warszawy.

- Na ścianie pojawiły się różne postaci – wszystkie pochodziły z dwóch źródeł. Przygotowałam archiwalne zdjęcia przedwojennych mieszkańców Warszawy do tego dołączyliśmy zdjęcia uczestników warsztatów. W efekcie powstało z tego jakby wielkie „zdjęcie grupowe" współczesnych warszawiaków i mieszkańców stolicy sprzed wieku – wspomina Ania.

Zainteresowanie sztuką uliczną rośnie – i nie tylko w środowiskach subkultur grafficiarzy czy szabloniarzy. Często jeszcze malowanie po ścianach kojarzy się z wandalizmem czy wulgarnymi hasłami wymazywanymi sprayem. Warsztaty w Muzeum Polin, ale też inne prace Xolor czy muralistów w całym kraju, pokazały że ściany mogą być nośnikiem haseł tolerancji, szacunku i wolności. Bez krzty wulgarności, za to z szansą na artystyczną metaforę.

Pomysł takiego wykorzystania street-artu podjęła też już trochę wcześniej Fundacja Klamra, która realizuje projekt „Mow@ Miłości”. Szkolą tych, którzy w swoich lokalnych społecznościach pracują na rzecz tolerancji i akceptacji różnorodności. Jak wykorzystać do tego graffiti oraz murale pokazuje Dariusz Paczkowski, który od prawie 30 lat zajmuje są tą formą sztuki.

- Dla mnie sztuka jest komunikacją – a dokładniej poszerzaniem jej zakresu. Narzędziem przekazywania doświadczeń i idei, które mogą być łatwo pominięte lub nigdy niezauważone w powszechnym obiegu myśli. Mural co prawda ma trochę mniejsze możliwości niż film albo muzyka, ale też może coś wtrącić. To sztuka, która przynajmniej na mnie robi największe wrażenie - wyznaje Ania.

- Często tematy, które są brane pod uwagę przy robieniu murali albo są kompletnie abstrakcyjne, albo czysto dekoracyjne, ilustracyjne. I my też spotykamy się z takim problemem, bo jak chcieliśmy zrobić jakiś mural o mocniejszym wyrazie i głębszym przekazie, napotykaliśmy na opór. Niektóre z naszych prac są kompromisem, często czysto estetycznym. Chyba coraz mniej chciałbym robić rzeczy, które są homogenizowane pod względem treści – dodaje Adam.

Artysta przyjmie zlecenie

Z malowania po ścianach wyżyć się nie da – przynajmniej na razie i nie w Polsce. Jeśli artysta wyrobi sobie nazwisko, to ma szansę na płatne zlecenia, w których będzie chodziło o artystyczną ekspresję, a nie tylko o ładna grafikę. Ale i tak głównie są to zlecenia za granicą.

- Chcielibyśmy widzieć w Polsce więcej murali zaangażowanych, a nawet kontrowersyjnych – przyznaje Ania. - Jest jednak prawie niemożliwe zrobienie czegoś tak dużego nielegalnie, a żeby uzyskać dofinansowanie trzeba uzyskać zgodę i poparcie masy osób. W tak długim łańcuchu decyzyjnym wybiera projekty zachowawcze. Nawet jeśli jakimś cudem powstanie bardziej odważna praca, np. w ramach jakiegoś festiwalu, to też się zawsze znajdzie ktoś niezadowolony bądź urażony. W Polsce jest dużo mniejsza świadomość estetyczna i dużo mniejszy margines tolerancji na działania artystyczne, niż na przykład w Berlinie czy Londynie. Mamy nadzieję, że kiedyś to się w końcu zmieni – dodaje.

Spółdzielnie czy miejskie władze jeszcze nie mają wyrobionego zwyczaju, by zapraszać artystów do współpracy nad poprawą estetyki osiedli czy budynków. Nad czym zresztą ubolewa Filip Springer, autor „Wanny z kolumnadą. Reportaży o polskiej przestrzeni”. Opisywane przez niego zjawisko „pastelozy” to zmora polskich osiedli, gdzie o kolorystyce użytej na fasadach budynków zazwyczaj decyduje pani z księgowości, a nie artysta-plastyk. Efektem są zielono-brązowo-różowe blokowiska. Mimo iż nie brakuje artystów chętnych po kosztach wykonać rysunki, które obudzić mogą szare, zaniedbane osiedla. Czy moda na murale może to zmienić?

Michał Michalski, twórcy fanpage'a „TAK dla muralizacji Polski” twierdzi, że murale dodają kolorytu do naszej smutnej, naznaczonej śladami PRL-u rzeczywistości.

Niskim kosztem, w sposób nieporównywalnie bardziej efektywny (i efektowny) poprawiają estetykę miasta, stwarzają wartość dodaną, niemożliwą do oddania w cyfrach – podkreśla w wywiadzie dla NaTemat.

Adam Walas wspominając swoją pracę w bramach na Muranowie mówi o zmianach jakie zaszły tam, gdzie powstały malunki. Z miejsca spotkań wielbicieli mocniejszych trunków albo wyrażania swoich sympatii i antypatii do klubów piłkarskich, stały się odrobinę spokojniejszymi i bardziej zadbanymi.

- Mam wrażenie, że ludzie mieszkający w kamiennicy „z muralem” po pewnym czasie zaczynają się z nim utożsamiać, jako z integralną częścią ich przestrzeni. To chyba taki sam mechanizm jak ten, kiedy ludzie wieszają sobie na ścianach różne obrazy – to nic innego jak poprawianie estetyki. Mural ma podobną funkcję, ale przestaje być prywatny, staje się wypowiedzią publiczną – stwierdzał w jednym z wywiadów

A Ania tylko z uśmiechem dodaje:

- Jeden Pan ze wspólnoty, która zamawiała u nas pracę, powiedział, że ponoć po tym jak kamienicę ze znanym muralem pokażą w telewizji, to ceny mieszkań w niej rosną.

Arkadiusz Kaczanowski / Fot. Adam Tuchliński

WARSZTATY „PAMIĘĆ W MURALU”,
KTÓRE PROWADZILI BOHATEROWIE NASZEGO ARTYKUŁU, 
BYŁY WSPÓŁFINANSOWANE Z FUNDUSZY EOG.

REKOMENDOWANE DLA CIEBIE