Dostarczamy HUMANistycznych inspiracji - ZNAJDŹ NAS NA FACEBOOKU! Albo od razu polub
Uchronić świat, który kochamy

Uchronić świat, który kochamy

Humanmag

Mieszkają w nim tygrysy, słonie, śpiewają ptaki, ludzie nie umierają latem z powodu upału a rzeki nie zalewają miast. O ochronie środowiska niełatwo się mówi i pisze, bo ten temat zawsze wydaje się daleki od codzienności, nie dotyczący nikogo bezpośrednio, trudny. O tym, jak powinniśmy walczyć z negatywnymi zmianami klimatycznymi, jak chronić ginące gatunki zwierząt i, pośrednio, naturalne środowisko człowieka, rozmawiamy z Tobiaszem Adamczewskim i Przemysławem Nawrockim z organizacji WWF Polska.

Redakcja Humanmag.pl
7 listopada 2016

  • Skomentuj

Niełatwo mówić w Polsce o zmianach klimatu i ochronie środowiska, ten temat chyba zwykle spychany jest na margines albo traktowany z przymrużeniem oka?

PRZEMYSŁAW NAWROCKI: Teraz jest już znacznie lepiej. Zauważyłem, że diametralnie zmienia się nasze postrzeganie świata. Kiedyś mieliśmy przed oczami tylko rozwój gospodarczy, nie zwracaliśmy uwagi na przykład na kwestie ochrony klimatu i środowiska, ale od niedawna dostrzegamy, że tak się dalej już nie da. Trzeba nie tyle czynić sobie Ziemię poddaną, co żyć w harmonii z przyrodą – opiekować się Ziemią. Dlaczego? Bo jesteśmy bardzo blisko wyniszczenia bioróżnorodności, która tworzyła się przez miliony lat. Podcinamy korzenie własnej egzystencji, poprzez m.in. coraz szybsze wyczerpywanie odnawialnych zasobów ziemi, eksploatujemy je ponad miarę. Poza tym uruchomiliśmy bardzo negatywny proces zmian klimatu, który może doprowadzić do zagłady nie tylko świat człowieka, jaki znamy i kochamy, ale także bardzo wiele gatunków zwierząt, wielkie połacie dzikiej przyrody. Szczególnie silny wkład człowieka w ocieplenie klimatu sięga mniej więcej kilkadziesiąt lat wstecz. W tym czasie  spaliliśmy ogromne ilości paliw kopalnych, więcej niż człowiek spalił w czasie pozostałych 100 tysięcy lat historii naszego gatunku.

Dr Przemysław Nawrocki, specjalista ochrony wód i gatunków, WWF Polska

Tylko czy mieliśmy inne wyjście? Kto tak naprawdę jest odpowiedzialny za tę sytuację?

TOBIASZ ADAMCZEWSKI: Problem ze zmianami klimatu sami sobie stworzyliśmy, podchodząc w lekceważący sposób do kwestii dotyczących środowiska. To nie jest tak, że problem nie był znany w latach 70, 80-tych, ale wtedy nie mówiło się o tym wystarczająco głośno, generalnie udawano, że temat nie istnieje. A paradoksalnie wtedy jeszcze stężenie dwutlenku węgla w atmosferze było znacznie mniejsze i gdybyśmy się zorientowali w czas, dzisiejsze działania na rzecz ochrony klimatu nie musiałyby być tak intensywne. Gdybyśmy już 30 lat temu próbowali powstrzymać ten rosnący pęd ciągłego wydobywania i spalania węgla i innych paliw kopalnych, wystarczyłoby naprawdę niewiele, żeby zredukować jego negatywny wpływ na klimat. W tym momencie już tak się zapędziliśmy, że musimy drastycznie redukować emisję gazów cieplarnianych. Na szczęście mamy nowe technologie, więc z jednej strony ten świat sobie psujemy, z drugiej – ciągle poszukujemy nowych sposobów na jego „naprawienie”, chociażby poprzez wytwarzanie energii ze źródeł odnawialnych. Teraz nie ma już alternatywy dla tego, żeby działać na rzecz ochrony klimatu.

Tobiasz Adamczewski, eskpert do spraw klimatu i energii, WWF Polska

O zmianach klimatycznych mówi się w Polsce dużo, ale głównie w kontekście coraz cieplejszej zimy, zanikającej wiosny i tego, jak to wpływa na naszą codzienność. Tymczasem problem jest znacznie szerszy i bardziej poważny. Proszę powiedzieć, jak środowisko reaguje na nasilający się efekt cieplarniany?

T.A: Postępujące zmiany klimatyczne to nic innego jak rosnące stężenie gazów cieplarnianych w atmosferze, które powodują efekt szklarni. Z czego to wynika? Przede wszystkim z powszechnego i masowego spalania węgla, produktów ropy naftowej, benzyny. Gazy cieplarniane są nam oczywiście potrzebne do życia, bez nich nie moglibyśmy funkcjonować tak jak w tej chwili – na Ziemi byłoby po prostu za zimno. Ale my emitujemy ich jednak za dużo, wyciągamy je spod ziemi i spalamy, a one się odkładają z powrotem w atmosferze i zatruwają środowisko. W tej chwili jesteśmy już tylko o włos od progu, za którym zacznie się klimatyczna katastrofa.

P.N.: W atmosferze jest teraz tyle pozostałości spalonego węgla, że nie ma możliwości, aby wchłonęły go rośliny czy oceany i żyjące w nich mikroorganizmy. Zaczynamy więc się stopniowo „przypiekać”. W naszej szerokości geograficznej może tego tak nie odczuwamy, ale wiemy przecież, że już nie ma prawdziwych zim, a latem starsi ludzie umierają od gorąca. Przyrodnicy już od dawna ostrzegają, że wzrost emisji gazów cieplarnianych uruchomi proces wymierania gatunków, wręcz kataklizm. W Polsce i na świecie pewne otrzeźwienie nadeszło, kiedy Lord Nicholas Stern wyliczył jak wielkie negatywne konsekwencje ekonomiczne mają zmiany klimatu. Rozchwianie klimatu, huśtawka susza-powódź – wszystko to powoduje ogromne straty materialne i będą one coraz większe, jeśli nic nie będziemy z tym robili. Obserwowaliśmy już kataklizmy w USA, zalanie Nowego Orleanu, a w Polsce wielkie powodzie, z powodu których ginęli ludzie. Poza tym tego typu zjawiska mają jeszcze inne negatywne skutki. Naukowcy alarmują, że wody stojące, np. zbiorniki retencyjne na rzekach będą coraz częściej narażone na zakwity toksycznych sinic. Te mikroorganizmy, z budowy podobne do bakterii, produkują silnie toksyczne substancje. Jeśli trafią np. do organizmu człowieka w większym stężeniu, to mogą spowodować ciężkie uszkodzenia wątroby.

Aby cokolwiek robić, potrzebne są instrumenty prawne, wiedza, systemy, dzięki którym ludzie będą nakierowani na odpowiednie działania i będą wiedzieli czego nie robić...

T.A: Myślę, że mamy teraz solidne podstawy do podjęcia konkretnych działań na rzecz ochrony klimatu. Jest chociażby porozumienie paryskie, mamy już funkcjonujący system uprawnień handlu prawami do emisji - system, który przewiduje karanie za zanieczyszczenia, a jednocześnie oferuje środki na to, by działać na rzecz redukcji emisji. Tak działa ten system w Unii Europejskiej, testowano to też w Chinach i niektórych stanach USA. A przy okazji technologia idzie do przodu, tanieją odnawialne źródła energii. Jesteśmy w takim momencie, że pora „powiedzieć B” i zacząć aktywnie przeciwdziałać degradacji środowiska i zmianom klimatycznym.

fot. Fotolia

W jaki sposób sami na co dzień możemy przeciwdziałać szkodliwym zmianom? Jak zmienić nasze przyzwyczajenia i tryb życia?

T.A: Oczywiście gdybyśmy wszyscy przesiedli się na rowery, przestali latać samolotami i jeść mięso, byłoby dobrze, ale to się przecież nie wydarzy. Poza tym nie chodzi o to, żebyśmy wracali do przysłowiowych jaskiń, chociaż niektórzy właśnie to zarzucają ludziom mówiącym o ochronie środowiska. Co możemy zrobić? Przede wszystkim potrzebne jest popieranie odnawialnych źródeł energii. Zamiast kurczowo trzymać się węgla, otwierać nowe kopalnie i elektrownie węglowe, powinniśmy jako ludzie i jako państwo promować wykorzystywanie nowych technologii wytwarzania energii, elektryfikację pojazdów, nie odrzucać z góry polityki klimatycznej Unii Europejskiej – to ukłon w kierunku polityków, od których bardzo wiele zależy. Oczywiście ważne są długoterminowe plany, bo sytuacji nie da się naprawić z dnia na dzień.

P.N.: Ale każdy z nas coś drobnego może zrobić, chociażby wygaszać wszelkie światełka typu stand-by, które czasem palą się przez całą noc... Na ochronie klimatu wcale nie musielibyśmy tracić, a wręcz przeciwnie – przeciętny „Kowalski” mógłby na tym zarobić. Warto pomyśleć o koncepcji tzw. energii prosumenckiej. Chodzi o to, żeby użytkownik był nie tylko konsumentem energii, ale też producentem energii odnawialnej.

Czy WWF Polska realizuje jakiś program lub kampanię związaną z wykorzystaniem odnawialnych źródeł energii?

T.A: Tak, mamy kampanię pod hasłem „Więcej niż energia”. Jej głównym celem jest sprzyjanie tzw. energetyce obywatelskiej. Dążymy do tego, aby został stworzony system, w którym opłacałoby się ludziom stosować panele fotowoltaiczne czy pompy ciepła. Żeby rolnik, który teraz wylewa na pola gnojowicę, będącą dużym problemem dla polskich rzek, miał motywacje finansowe, by zbudować biogazownię. Dzięki temu mógłby wszystkie odpady przekształcić w wysokowartościowe paliwo i dobry nawóz, a nie ściek, który zatruwa środowisko. Kampania zaczęła się w zeszłym roku. Liczymy na to, że uda się wprowadzić tzw. taryfy gwarantowane, o których była mowa już kilka lat temu. Zgodnie z nimi za każdą jednostkę energii, którą uda się użytkownikowi wytworzyć i która zostanie włączona do sieci, można dostać kilkadziesiąt groszy. Byłaby to motywacja do tego, żeby ludzie chcieli ogrzewać domy np. biomasą w wysokosprawnych kotłach albo pompą ciepła. Ewentualnie stosować ogrzewanie elektryczne. W ramach kampanii zrzeszamy ponad 50 samorządów, instytucje naukowe, organizacje społeczne i biznesowe. Mamy zebranych prawie 40 tysięcy podpisów od osób indywidualnych. Kampania symbolicznie otwiera drzwi, jest wskazówką dla polityków i lokalnych władz. Generalnie kwestia energetyki obywatelskiej jest dobrze postrzegana, podobnie jak OZE. Z badań opinii publicznej wynika, że ludzie na ogół pozytywnie odnoszą się do tych kwestii, brakuje jednak programów wdrażania.

fot. Fotolia

Czy i w jaki sposób współpracują Państwo ze światem nauki? Jak w działaniach na rzecz ochrony przyrody wykorzystuje się badania naukowe?

T.A: Współpracujemy regularnie z placówkami naukowymi. Do ruchu „Więcej niż energia” np. dołączyło SGGW, Centrum badawcze Polskiej Akademii Nauk KEiŹO czy Instytut ochrony przyrody PAN. Teraz prowadzimy też projekt edukacyjny w ramach grantu „Life” Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Komisji Europejskiej, do którego zaprosiliśmy naukowców z dziedziny fizyki atmosfery i psychologii społecznej.  Dodatkowo, partnerami są między innymi Instytut Energii Odnawialnej, Krajowa Agencja Poszanowania Energii, Instytut Na Rzecz Ekorozwoju. Czyli tzw. „think-tanki”, czy instytuty badawcze, które nieraz przygotowują analizy dla ministerstw. W ramach Koalicji Klimatycznej też współpracujemy z naukowcami, i opieramy się na instytucjach badawczych ONZ.

P.N.: Warto tu podkreślić, że zasadą działania WWF jako organizacji chroniącej przyrodę na całym świecie jest opieranie się na możliwie jak najbardziej wiarygodnych naukowych źródłach. Bazujemy na tym, co już zostało opublikowane albo sami inicjujemy badania czy raporty. Np. niedawno zainicjowaliśmy wspólnie z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu zbadanie stanu wszystkich polskich rzek - ich koryta, roślinności nadbrzeżnej i w dolinie. Do zbadania jest około 150 tysięcy kilometrów rzek, którym zagraża degradacja. Badania będą punktem wyjścia do podjęcia działań, której tę degradację mogą powstrzymać. W projektach bałtyckich współpracujemy też z Uniwersytetem Gdańskim.

Mówimy o globalnym ociepleniu, a od zmian klimatu droga niedaleka do wyginięcia wielu gatunków zwierząt...

P.N.: Nie tylko niedaleka, ale to wręcz ta sama droga. Efekt cieplarniany ma bardzo silny wpływ na zwierzęta i rośliny. Zanikają siedliska arktyczne, zaczyna brakować lodu, już niedługo wiele gatunków ptaków, ssaków, łącznie z niedźwiedziami polarnymi zacznie tracić miejsce do życia. Z drugiej strony obszar międzyzwrotnikowy jest sukcesywnie „wypiekany”, jest tam tak gorąco, że wiele organizmów, aby przeżyć, musiałoby stamtąd uciekać w chłodniejsze rejony. Ale dla wielu z nich jest to niemożliwe. Przez nadmierną eksploatację lasów, sawann i stepów spowodowaliśmy, że wiele naturalnych siedlisk to są już tylko wysepki. Szeroko rozrzucone, oddzielone środowiskiem, którego zwierzęta nie są w stanie pokonać. Jak więc widać, nasza beztroska w podchodzeniu do kwestii klimatycznych, w perspektywie czasu zagraża zarówno nam, jak i całej reszcie istot żywych.

Które z gatunków zwierząt są najbardziej zagrożone i jakie działania podejmuje WWF na rzecz ich ochrony?

P.N.: Staramy się zwrócić uwagę przede wszystkim na te gatunki, które najbardziej ucierpiały z powodu działalności człowieka, są z jednej strony swego rodzaju symbolami, a jednocześnie tzw. parasolami, które jeśli przetrwają, pozwolą uchronić inne gatunki. Przykładem jest tygrys malezyjski. Duże zwierzęta na ziemi generalnie są w konflikcie z człowiekiem. To, że nie ma w Europie mamutów czy niedźwiedzi jaskiniowych, to efekt działalności człowieka. Tysiące lat temu przodkowie Indian wybili mastodonty i olbrzymie leniwce, a my, żyjący w XXI wieku,  jesteśmy na dobrej drodze do wytępienia słoni, nosorożców, tygrysów, goryli. Egzystują one tylko na małych skrawkach ich dawnych geograficznych zasięgów, ale nadal są zabijane. Program, w którym uczestniczymy jako WWF Polska od zeszłego roku, dotyczy czterech gatunków. Próbujemy wspomóc ochronę słoni leśnych w Kamerunie. Wspieraliśmy tam między innymi założenie efektywnego patrolu antykłusowniczego. W Malezji  współpracujemy przy ochronie tygrysa, angażujemy się też w ochronę nosorożca indyjskiego. W Indiach udało się zatrzymać proces wymierania tego gatunku, dzięki czemu możliwe stało się przenoszenie nosorożców ze zbyt zagęszczonego parku narodowego w dogodne dla nich siedliska, gdzie zostały kiedyś wytępione. W tym roku ruszamy z programem wsparcia ochrony pantery śnieżnej w Mongolii.

A co robi WWF Polska, aby ochronić nasze rodzime, ginące gatunki? 

P.N.: W Polsce przede wszystkim staramy się chronić duże drapieżniki, m. in rysia, wilka i niedźwiedzia. W ramach realizowanego programu wspieramy regionalne dyrekcje ochrony środowiska w rozwiązywaniu konfliktów na styku zwierzę – człowiek. Na południu Polski mamy około 100 niedźwiedzi i wciąż jeszcze dość dużą populację wilków. Chodzi o to, by miały miejsce do życia i były akceptowane przez ludzi. Dlatego, fundujemy pastuchy elektryczne, aby wilki nie atakowały wypasanych w tych regionach owiec i nie były z tego powodu zabijane. Chronimy pasieki przed niedźwiedziami – również po to, by ludzie nie likwidowali drapieżników na własną rękę. Jeśli chodzi o rysia, prowadzona jest reintrodukcja tego gatunku na Mazurach, w Puszczy Piskiej, gdzie jeszcze 25 lat temu występował w naturze. WWF pracuje nad powiększeniem populacji rysia o dzikie osobniki z Estonii, gdzie żyje ich znacznie więcej niż w Polsce, oraz wspiera reintrodukuję bazującą na rysiach hodowanych, realizowaną metodą „born to be free”.

Warto podkreślić, że my, ludzie potrzebujemy zwierząt po to, by otaczał nas taki świat, jaki znamy i kochamy. Powinniśmy więc zaakceptować ich obecność, jest to nasz wspólny interes.

 T.A: Chroniąc klimat i zwierzęta, chronimy siebie, nasze środowisko niezbędne do życia. Pamiętam jak na jednym  z marszów w ochronie klimatu popularne były koszulki WWF z hasłem „Save the Humans”, to chyba najlepszy symbol tego, o co walczymy.

Dziękuję za rozmowę.

Projekt "Ochrona gatunkowa rysia, wilka i niedźwiedzia w Polsce" realizowany jest przez WWF Polska przy dofinansowaniu ze środków EOG oraz funduszy norweskich. 

 

fotografia otwierająca: Fotolia

REKOMENDOWANE DLA CIEBIE

Używamy ciasteczek, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Klikając jakikolwiek odnośnik na tej stronie wyrażasz zgodę na ustawienie plików cookie.Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, zobacz naszą Politykę Cookies.

Tak, zgadzam się