Dostarczamy HUMANistycznych inspiracji - ZNAJDŹ NAS NA FACEBOOKU! Albo od razu polub
Przypadek Josephine

Przypadek Josephine

Humanmag

Czy może być większa wygrana na życiowej loterii, niż związek z kimś o podobnej wrażliwości i zainteresowaniach?

Redakcja Humanmag.pl
9 lutego 2017

  • Skomentuj

Tak zdarzyło się Josephine Nivison, która – będąc po czterdziestce – nie bardzo już liczyła na  małżeństwo. Tymczasem podczas letniego malarskiego pleneru spotkała starszego o rok Edwarda Hoppera, także singla. Jak się okazało, oboje byli absolwentami tej samej nowojorskiej School of Art and Design. Tworzyli parę kontrastową pod każdym względem: on – odludek i wielkolud (miał 1,96 m wzrostu); ona – roześmiana drobinka, błyskawicznie nawiązująca towarzyskie kontakty.

Pobrali się po roku znajomości, w 1924, i przeżyli razem ponad pół wieku.

Wielka miłość czy umiejętność polubownego rozwiązywania konfliktów? Mówią: „dobra żona tym się chlubi, że gotuje, co mąż lubi” – więc może kulinarne talenty Jo były elementem cementującym związek? Kulą w płot – pani Hopper nie znosiła garów; nawet otwarcie puszki z gotowymi daniami uważała za obrzydlistwo.

On zaś, zazwyczaj milczący i nie okazujący emocji, w pewnych sytuacjach zamieniał się w wulkan uczuć. Negatywnych. A zdarzało się to to wówczas, gdy żona ośmieliła się sprzeciwiać jego decyzjom.

Zaczęło się od… prawa jazdy. Za pierwsze większe pieniądze uzyskane ze sprzedaży obrazów, Ed kupił samochód, używanego dodge’a. Jo paliła się do prowadzenia pojazdu – lecz on stanowczo jej tego zabronił. Gdy zatrudniła prywatnego instruktora i mimo wszystko uzyskała prawo jazdy, pan mąż wpadł we wściekłość. Gdy ona próbuje zasiąść za kierownicą, on dostaje furii. Ataki słowne zamieniają się w rękoczyny. Wkrótce ten rodzaj komunikacji wchodzi im w krew.

Jednak Josephine wierzy w talent męża i wspiera go, jak potrafi, pełniąc funkcje sekretarki, menadżerki, doradczyni.

Przeciwnie Edward, który zupełnie nie ceni dokonań Jo na artystycznym polu. Kiedy wreszcie dorabiają się domu na Cape Cod, on zajmuje dużą pracownię, jej natomiast pozostaje kontentować się kącikiem w kuchni. Gdy Edowi brak chęci do pracy, ona wie, jak go zmotywować: naciąga na blejtram nowe płótno i zaczyna malować. To wystarcza, by on natychmiast poczuł przypływ weny.

Po niektórych, szczególnie brutalnych awanturach, Josephine kładzie się do łóżka i urządza strajk głodowy.

Tym może Hopper by się nie przejął – ale ona odmawia mu… pozowania. A to właśnie było dla niego najważniejsze. Bez modelki nie potrafił tworzyć. Jo zaś umiała długo trwać w pozach, na jakich mu zależało do uzyskania odpowiedniej aury kompozycji.

Więc pokorniał, nawet zdarzało mu się okazywać jej czułość, porwać niespodziewanie do tańca do muzyki z radia. Potem bez skrupułów budził ją bladym świtem, by jechać gdzieś hen, w poszukiwaniu idealnego światła, w którym wyobraził sobie scenę. Oczywiście, z jej udziałem. Jo pozuje, lecz gdy widzi końcowe rezultaty, jest rozczarowana. Jej zdaniem, na obrazach męża przeobraża się w „grube i niezdarne stworzenie, które wygląda, jakby przesadziło z alkoholem”.

Rzecz jasna, było pomiędzy nimi jakieś głębsze porozumienie, wręcz wzajemne uzależnienie. Kiedy niespodziewanie zmarł – siedział w fotelu w swym nowojorskim studio, coś czytał – ona miała do niego pretensję, że „nie poczekał na nią”. Dołączyła do niego już po dziesięciu miesiącach, tak jak on, w wieku 85 lat.

W tym roku minie pół wieku od śmierci Hoppera, co wiele muzeów przypomni stosownymi wystawami. Ba, niektóre już zostały otwarte – jak ta, którą oglądałam na rzymskim Kapitolu, w Complesso del Vittoriano. Z pewnością obejrzy ją jeszcze wiele osób, jako że trwa do 12 lutego. Bo Edwarda Hoppera nikomu rekomendować nie trzeba, wszak to jeden z najsłynniejszych XX-wiecznych artystów. Twórca fascynujący i inspirujący innych twórców, zwłaszcza filmowców. Kto oglądał „Psychozę” Hitchcocka, zapewne pamięta dziwaczny hotel na odludziu, miejsce makabrycznych wydarzeń. Pierwowzorem tej budowli był „Dom przy torach”, płótno Hoppera z 1925 roku. Z kolei Wima Wendersa zachwyciły oczyszczone z detali, rozlegle panoramy amerykańskich autostrad z Hopperowskich obrazów, czemu dał wyraz w filmie „Paryż, Texas”. A Andrzej Wajda przeniósł do obrazu „Tatarak” przejmujące kompozycje z samotnymi bohaterkami w zimnych, hotelowych pokojach.

Czy ktoś będzie pamiętał o tej, bez której nie byłoby tego malarstwa?

 

fot. Wanda Hansen

REKOMENDOWANE DLA CIEBIE

Używamy ciasteczek, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Klikając jakikolwiek odnośnik na tej stronie wyrażasz zgodę na ustawienie plików cookie.Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, zobacz naszą Politykę Cookies.

Tak, zgadzam się